„Jonathan Strange i pan Norrell” to powieść wręcz obsypana nagrodami – zgarnęła wszystkie liczące się w branży wyróżnienia. Wydaje się, że całkiem słusznie, co skwapliwie potwierdzą rzesze wiernych fanów. Jednak całkiem liczna jest też grupa osób, które nie rozumieją tego rabanu, a nad książką Clarke zasnęły z nudów. Cóż, jestem w stanie zrozumieć postawę obu stron.
Gilbert Norrell to człowiek, któremu zawdzięczamy ożywienia angielskiej magii, od stuleci będącej tylko martwą teorią. Dzięki swej mrówczej pracy udowodnił, że nawet w dziewiętnastym wieku możliwe jest rzucanie zaklęć. Niestety, nigdy nie należał do osób szczególnie towarzyskich. Nie potrafił prowadzić zajmujących rozmów ani tez odpowiednio prezentować się na balach londyńskiej socjety. Swym samotniczym trybem życia zdecydowanie różnił się od Jonathana Strange’a, drugiego spośród wybitnych, dziewiętnastowiecznych magów. Pan Strange, mimo chimerycznego usposobienia, potrafił być duszą towarzystwa, a do własnej magii miał podejście zdecydowanie lżejsze i mniej zasadnicze niż pan Norrell. Wzajemne relacje tej dwójki są fascynujące, a to, co z nich wynikło, składa się na przejmującą, wielowątkową opowieść.
Zacznijmy może od tych czytelników, którzy zasypiają na lekturą. Rozumiem ich. „Jonathan Strange i pan Norrell” to książka stylizowana na powieść wiktoriańską, z rozbudowanymi opisami, mnóstwem dygresji i wielostronicowymi przypisami. Dodatkowo fabuła jest raczej z tych mało spektakularnych (zaryzykuję stwierdzenie, ze pierwszy tom powieści w ogóle jej nie ma). Nic więc dziwnego, że czytelnik przyzwyczajony do współczesnego, wartkiego stylu narracji i bogatej fabuły może się od powieści pani Clarke odbić, zwłaszcza jeśli nie został poinformowany, co właściwie mu się serwuje. Niemniej, „Jonathan Strange i pan Norrell” posiada wiele niezaprzeczalnych zalet, o ile się jednak przy niej nie zaśnie.
Pierwszą jest kreacja bohaterów, będąca jednocześnie najmocniejsza stroną książki. Postacie licznie zaludniające karty powieści zawsze są dopracowane i kompletne, posiadają zestaw cech charakterystycznych i własną osobowość. Dotyczy to zarówno postaci pierwszoplanowych, jak i epizodycznych. Weźmy na przykład bohaterów tytułowych, czyli Strange’a i Norrella. Opisując tego drugiego, autorka najwyraźniej postawiła sobie za zadanie stworzenie postaci antypatycznej, z którą czytelnik nie będzie się chciał identyfikować, ale której poczynania będzie z zainteresowaniem śledził. Spójrzmy na niego (na Norrella, nie na czytelnika): oto niski, przysadzisty dżentelmen w średnim wieku, gburowaty, zamknięty w sobie i z lekką paranoją. Któż chciałby kibicować komuś takiemu? Z drugiej strony pan Strange to stosunkowo młody człowiek, sympatyczny, otwarty wygadany. Pani Clarke zadbała jednak, żeby nie był bez skazy – ma porywczy temperament i często najpierw coś robi, a dopiero później zastanawia się nad konsekwencjami. Im lepiej go poznajemy, tym intensywniej zastanawiamy się, czy aby na pewno chcielibyśmy mieć kogoś takiego za przyjaciela. Do czego zmierzam? Otóż chcę pokazać, że w świecie pani Clarke nie ma ludzi idealnych. Każdy z bohaterów jest jedynie człowiekiem i jako taki posiada nie tylko same zalety czy wady, ale pełny zestaw jednych i drugich. Nadaje to postaciom trójwymiarowości, głębi i niejednoznaczności, które rzadko w takim natężeniu goszczą na kartach fantastyki. Już choćby dlatego warto przeczytać.
Ale, ale, bohaterowie to nie wszystko. Jest jeszcze tło wydarzeń, czyli świat przedstawiony. A ponieważ chodzi o Anglię w latach 1806-1816, czytelnik od razu wie, czego może się spodziewać. Nie, nie będzie tu rzucania we wraże napoleońskie armie kulami ognia. Będzie za to doskonały obraz londyńskiego społeczeństwa, a zwłaszcza jego wyższych warstw, odmalowany wiernie i z dbałością o szczegóły (dbałość o szczegóły to, śmiem twierdzić, znak rozpoznawczy pani Clarke). Będzie też mnóstwo postaci historycznych, takich jak król Jerzy. A wszystko to spięte klamrą subtelnej, prawie niezauważalnej magii.
„Jonathan Strange i pan Norrell” to jedna z tych książek, których autor wiele od siebie wymaga. Ale nie są to wymagania nastawione na ułatwianie czytelnikowi życia – wręcz przeciwnie, wymagania są tu równie wielkie, jak wobec pisarza. Nie jest to opowiadanie bajki dzieciom, a raczej dyskusja, gra wyobraźni podjęta na równych prawach z inteligentnym rozmówcą/współgraczem. Jeśli się za takiego uważasz, a letni żar nie wysuszył jeszcze mózgu (między innymi z tego powodu polecam czytanie „Jonathana Strange’a…” jesienią), bierz się za książkę. I nie bój się trudnego języka, bo ten jest piękny i przystępny. Raczej trenuj wyobraźnię.
Recenzja dla portalu Insimilion.
Tytuł: Jonathan Strange i pan Norrell
Autor: Susanna Clarke
Tytuł oryginalny: Jonathan Strange & Mr Norrell
Tłumacz: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo: MAG
Rok: 2013
Stron: 810
Autor: Susanna Clarke
Tytuł oryginalny: Jonathan Strange & Mr Norrell
Tłumacz: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo: MAG
Rok: 2013
Stron: 810