Dopadła mnie dziś refleksja, co samo w sobie nie dziwi, bo pomysły i refleksje dopadają mnie często, a już najczęściej wtedy, kiedy nie mam możliwości ich zapisać (prysznic nową świątynią dumania). Tym razem akurat siedziałam przy klawiaturze patrząc na mój skromny regalik. Patrzenie skończyło się zastanawianiem, jaki schemat w fantastyce jest ostatnio na topie i dlaczego tęsknię za poprzednim.
Może zacznę od zdefiniowania, co uważam za schemat w ogóle, a za nowy i stary w szczególności, żebyśmy uniknęli nieporozumienia. Na potrzeby tego tekstu przyjmę, że schematem jest po prostu motyw ogólnofabularny, który w danym czasie najczęściej spotyka się w fantastyce.
Jaki jest więc nowy schemat? Zajrzyjmy na półki księgarń i sprawdźmy, czego w dziale fantastyka jest najwięcej. Już na pierwszy rzut oka widać, że najwięcej jest nastolatków ratujących świat. Nic nowego pod słońcem, świat w fantastyce jest ratowany od dziesiątków lat, przez dziesiątki Wybrańców. Warto jednak zauważyć, że dawniej ci wybrańcy zazwyczaj byli pełnoletni. No i ostatnio kwestia samego zagrożenia jest inna: teraz świat sam sobie na zagrażającą zagładę zapracował, obecności Przedwiecznego Zła z reguły się nie stwierdza. Podsumowując powyższy strumień świadomości: obecnie najmodniejszy jest schemat ratowania dystopijnego świata przez bandę małolatów.
![]() |
Fragment grafiki autorstwa Seajina. Całość tutaj. |
Drugim problemem jest powszechność tego schematu. Patrząc na wprowadzane na polski rynek młodzieżowe nowości, człowiek ma wrażenie, że nic innego tam się nie dzieje. Ratowanie normalnego fantasylandu? Jest jedna taka trylogia, więcej sobie nie przypominam. Jakiś rozmach, misternie spleciony i zróżnicowany świat przedstawiony wykraczający poza Zły System? Zapomnijcie. Ciekawi mentorzy, jacyś dorośli występujący w książce? Skąd. Wygrzebanie na półkach z fantastyką młodzieżową powieści, której fabuła nie jest dystopijna, a która jest przeznaczona dla starszej młodzieży i rozpoczyna, a nie zamyka, cykl graniczy z cudem. Monokultura zawsze jest nudna. Jak pokazuje doświadczenie rolnicze jest też niezdrowa, ale na szczęście pisarskie mody zmieniają się zbyt szybko, żeby wyjałowić fantastyczny grunt. Z tęsknotą wypatruję płodozmianu.
A co było poprzednio (no, może nie bezpośrednio, ale nie za paranormalami tęsknię)? Poprzednio był Quest. Polegał on na tym, że Wielkie Złe Mzimu po latach wygnania wracało do swojej domeny ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich. Wszystkich poza Mentorem, który w te pędy organizuje drużynę i wysyła ją w celu zniszczenia Mzimu. Tak było setki razy, każdy o tym czytał i sarkał na powtarzalność, nudę i brak oryginalności. Ale wiecie co? Tęsknię za dobrze opisanym questem, za rehabilitacją tego motywu. Nie za tym tanim organem zastępczym, który wciąż żyje w podrzędnych książeczkach pisanych na podstawie gier. Tęsknię za wyprawą solidnie napisaną, ze stworzonym z rozmachem światem, z nieszablonowymi bohaterami (na obecności Wielkiego Zła sensu stricte mi nie zależy) i podaną w sposób lekki, przyjemny i z humorem, ale przejmująco. Krótko mówiąc – stare fantasy w modern formie. Zna ktoś takie?