Już od dawna nosiłam się z zamiarem pokazania mojej skromnej kolekcji zakładek. Nigdy nie zbierałam ich intencjonalnie, ale mam naturę chomika - kiedy coś do mnie trafia, chomikuję to. Dlatego pieczołowicie odkładałam wszelkie zakładki reklamowe, chowam to, co czasem dodają do książek i tak dalej. Trochę też oszukuję - uwielbiam malować albo wyklejać zakładki (kiedyś próbowałam je rysować, ale domowe metody laminowania nieszczególnie się sprawdzały. Kiedyś pewnie do tego wrócę, jak wreszcie zbiorę się na wizytę u introligatora i zadanie kilku pytań), więc sama uzupełniam swoją kolekcję.
Ale przechodząc do rzeczy, oto pierwsza część kolekcji:
To większość moich zakładek magnetycznych - czyli najbardziej użytkowa część zbiorów. Uwielbiam zakładki magnetyczne - jeszcze żadnej nie udało mi się zgubić ani do cna zniszczyć. Większość z tego, co widać na zdjęciu, zwyczajnie kupiłam, wyjątki od tej reguły są dwa. Pierwszy to czarny po lewej - był dołączony do trylogii Nixa. Drógi to różowa zakładeczka z DKK z czasów, kiedy jeszcze się w nim udzielałam.
A tutaj zakładki tekturowe, oczywiście z uroczymi zwierzątkami. Pięć od lewej kupiłam kiedyś w supermarkecie, bo czemu nie. Trzy po prawej to prezenty od Lubego - każda z dedykacją.:)
Kiedyś portal Nakanapie.pl miał taką promocję z zakładkami - na odwrocie każdej był kod rabatowy na ebooki. Zakładki tworzyły kolekcję czterech wzorów. Mam je wszystkie. I strasznie, ale to strasznie mi się podobają, piękne te wzorki.
To z kolei kolekcja z czasów jeszcze zamierzchlejszych, czyli tych, w których istniał jeszcze wysyłkowy Klub Książki Świata Książki. Zakładki dodawano do zamówień, które spełniały jakieś tam, już dawno zapomniane, kryteria. Tak się złożyło, że mam wszystkie zakładki z serii.:) Są wydrukowane na takim fajnym, fakturowym papierze.
A to z kolei promocyjne zakładki mojego wydziału. Wszystkie, jakie wypuścili w czasie moich studiów.
Miszmasz reklamowy, czyli najlepszy dowód na to, że jeśli nie chcecie, aby Moreni wyrzuciła waszą ulotkę zaraz po dostaniu jej w swoje łapki, zróbcie ją w formie zakładki do książek. Więc mam tu dwie "sowie" zakładki Selkara (świetny pomysł na serię swoją drogą, te sówki niesamowicie mi się podobają, aż żałuję, że nie mam ich więcej), reklamówkę Lubimyczytać.pl, reklamówkę olsztyńskiego planetarium (ta niebieska), reklamówkę Tajemnicy Poliszynela - uroczej księgarnio-kawiarni, która już niestety nie istnieje (ta z czerwonym kubkiem) i oczywiście zakładka z DKK.
A tu zakładki-reklamówki książek. Moją ulubioną jest oczywiście ta reklamująca "Dziewiątego maga" - choć książkę przeczytałabym chyba tylko w ramach czytania kiepskiej literatury, to nowe wydanie dostało przepiękne okładki ze smokami. Te grafiki bym sobie chętnie na ścianie powiesiła. (Ciekawostka - z reklamowanych na zakładkach książek czytałam tylko jedną;)).
Te dwie nie pasowały mi do żadnej innej kategorii. Czerwoną mam jeszcze z podstawówki, na drugiej stronie ma dziesięć przykazań. Tą z kwiatkami kuzynka przywiozła mi z wycieczki nad Morze Śródziemne - po drugiej stronie są trzy ujęcia Jerozolimy.
Czas na rzeczy ciekawsze, czyli rękodzieło. To powyżej jest akurat zdobyczne. Skórzaną z wilczymi łapami kupiłam sobie na zeszłorocznym Coperniconie. Trzy pozostałe to wygrane w blogowych konkursach.
Oszukańcza część kolekcji, czyli moje samoróby.:) Dokładniej można je sobie obejrzeć na moim drugim blogu (który częściej nie żyje niż żyje, ale służy mi głównie jako galeria). Trochę dekupażu materiałami gotowymi, trochę dekupażu materiałem własnym i trochę malowania.
To już oszustwo totalne, bo te zakładki zrobiłam dla Lubego (tzn. tej z Kotem Simona akurat nie, ale ją chciał). Ma jeszcze trzecią, z rysowanym ołówkiem aniołem, ale akurat nie było jej pod ręką. Też można je dokładniej obejrzeć na drugim blogu.
I tak o, na razie tyle. W chwili, kiedy ukaże się ten post, liczba samoróbek wzrośnie zapewne o jeden, ale to też prędzej czy później zobaczycie na drugim blogu. Poszerzania kolekcji o inne trofea narazie nie planuję, ale kto wie.:)