piątek, 16 listopada 2012

Intensywna praca na intensywnej terapii - "Oznaki życia" Ken Hillman

„Oznaki życia” to kolejny dowód na to, że od jakiegoś czasu mam fazę na książki o lekarzach i medycynie. Na szczęście Znak wychodzi naprzeciw moim potrzebom i od kilku lat wydaje książki pisane przez lekarzy. Tym razem w moje parszywe łapki wpadły przemyślenia lekarza z wieloletnim doświadczeniem wyniesionym z oddziałów intensywnej terapii.

Ken Hillman ukończył specjalizację w zakresie intensywnej opieki medycznej. Zaczynał pracę w latach siedemdziesiątych, kiedy OIOMy były jeszcze w powijakach, a techniczna i administracyjna strona pracy szpitalnej wyglądała zupełnie inaczej, niż dziś. Jego przemyślenia, uwagi i tematy, jakie porusza, dostarczają materiału do długich i licznych refleksji.

W „Oznakach życia”, które są w zasadzie zbiorem krótkich, acz ciekawych i treściwych felietonów, często przewija się kwestia roli, jaką obecnie pełnią oddziały intensywnej terapii. W założeniu wszystko było jasne – na tego typu oddziałach leżeli przez kilka dni pacjenci w ciężkim stanie, potem ich stan się poprawiał (lub umierali) i przenoszono ich gdzie indziej. Teraz OIOMy z różnych przyczyn często pełnią rolę umieralni dla starszych osób z przewlekłymi chorobami wielu narządów. Hillman zastanawia się, w którym miejscu leży granica pomiędzy leczeniem, podtrzymywaniem życia, a uporczywą terapią. Czy należy narażać starszych ludzi na kilkudniową agonię w męczarniach (OIOMy, jak powiedziano, nie są przystosowane do wielotygodniowej terapii, w związku z tym już po kilku dniach pojawiają się powikłania) w momencie, gdy doskonale wiadomo, że nie da się im już pomóc? Czy należy w tym wypadku poddawać się presji bliskich pacjenta? Czy nie lepszy byłby w takich sytuacjach powrót do zwyczajów sprzed pięćdziesięciu lat, kiedy to ludzie umierali w domu „ze starości”, otoczeni rodziną? Autor dzieli się z czytelnikami swoimi wątpliwościami, przemyśleniami i zawodowymi rozterkami, nie podaje jednak prostych rozwiązań.

Kolejną ciekawą kwestią jest zagadnienie reanimacji. Na OIOMach jej skuteczność jest zaskakująco niska, na poziomie jedynie kilkunastu procent (skrócony rozdział o resuscytacji był kiedyś drukowany w „Focusie”, może ktoś czytał?). Tak niskie wyniki przestają dziwić, gdy uświadomimy sobie, że medycyna dysponuje szeregiem medykamentów mogących wspomagać pracę serca i sprzętem, który potrafi wykryć zaburzenia w tym względzie z wyprzedzeniem. Jeśli mimo użycia tych leków i sprzętu serce pacjenta staje, musi się dziać coś gwałtownego i bardzo złego, czego osłabiony terapią organizm już nie wytrzyma. Hillman przedstawia też w bardzo zajmujący sposób krótka historię resuscytacji i w tym wypadku formułuje pewne wnioski.

To tylko wierzchołek góry lodowej, ale nie mam zamiaru streszczać całej książki. Przeczytajcie, a sami będziecie mogli docenić szeroki wachlarz tematów, poruszanych przez autora. Dodatkowa pochwała należy się też za styl, który jest przystępny i ciekawy, niemal porywający (jeśli można takiego określenia użyć w przypadku historii chorób). Podejrzewam, że teksty zebrane w „Oznakach życia” były drukowane wcześniej w jakimś czasopiśmie – świadczyłyby tym powtórzenia pewnych fraz w różnych rozdziałach. Nie są one jednak na tyle częste, żeby zakłócać przyjemność obcowania z lekturą.

Podsumowując, polecam wszystkim, których interesuje zawód lekarza. Także tym, którzy chcieliby wiedzieć więcej o tajnikach działania współczesnej medycyny. Ale głównie polecam miłośnikom sprawnie napisanych i poruszających relacji. Wszyscy znajdziecie tu coś dla siebie.

Tytuł: Oznaki życia. Przypadki z intensywnej terapii
Autor: Ken Hillman
Tłumacz:
Urszula Jachimczak
Tytuł oryginalny:
Vital Signs. Stories from Intensive Care
Wydawnictwo: Znak
Rok: 2011
Stron: 240

3 komentarze:

  1. Bardzo mnie kręcą medyczne tematy, i w beletrystyce, w filmie, wszędzie indziej... Dzięki za zwrócenie uwagi na tę książkę. Jest wybitnie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pomóc^^ A książkę mogę polecić z czystym sumieniem - poza wszystkim jest świetnie napisana. Aż szkoda, że o tak niewielu książkach okołopopularnonaukowych można to powiedzieć.

      Usuń
  2. Niestety muszę podziękować, lubię seriale o lekarzach ale do książek nie jestem przekonana:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...