Już kilkukrotnie wspominałam, jak bardzo lubię serię Biosfera (tak, wiem, jestem w tym strasznie nudna. Ale uważam, że dobro trzeba rozprowadzać, więc jeszcze sobie o tym poczytacie). Niedawno cykl przeszedł pewną przemianę. O namacalnej części tej przemiany pomówimy później, tymczasem wspomnę, że do tego roku była to seria zawierająca dzieła zagranicznych autorów. Teraz dołączyli do nich polscy. Oprócz tekstów Zofii Nałkowskiej, które jeszcze przede mną, ukazała się książka bardziej współczesna. Chodzi o „Biuro kotów znalezionych” Kingi Izdebskiej.
„Biuro kotów znalezionych” to roczne zapiski, refleksje i spostrzeżenia autorki na temat wolontariatu w organizacjach prozwierzęcych i prowadzenia domu tymczasowego dla kotów. Na początku Kinga, będąca narratorką, nie wie niczego o tego typu instytucjach, ale miała kiedyś kota. Patrzymy na jej przemianę, polegającą na uświadomieniu sobie, na czym zasadza się odpowiedzialna opieka nad kotem (nie znajdziemy tu zmiany poglądów o 180 stopni, autorka-bohaterka zwierzaki lubiła zawsze, tyle że nigdy nie zastanawiała się nad odpowiedzialnością, jaka spoczywa na właścicielu). Poznajemy też kocich lokatorów – nielicznych, ale bardzo charakterystycznych oraz ludzi z organizacji, których można opisać tymi samymi przymiotnikami.
Czarnobiałe zdjęcie podopiecznego (z tym że aukrat nie autorki). |
Musze przyznać, że styl pani Izdebskiej przypadł mi do gustu (pomijając fakt, ze osoba pisząca o kotach ma u mnie na wstępie bonus za temat). Nie jest może szczególnie krągły czy erudycyjny, ale autorka potrafi i żartem rzucić, i celnym spostrzeżeniem. Pisze krótko i zwięźle, ciepło, choć bez czułostkowości. Zważywszy na fakt, że to debiut, liczę, że przy następnej powieści pokaże nam coś więcej.
Właśnie brak czułostkowości najbardziej mnie urzekł. Autorka do wielu zagadnień podchodzi zdroworozsądkowo i w sposób bezkompromisowy – jakoś blisko mi do tego. Bez ubarwiania opisuje też działalność organizacji pomocy zwierzętom. I przyznam, że tutaj pewnej rzeczy nie rozumiem: dlaczego postanowiła zastąpić w książce prawdziwe nazwy organizacji, w których się udziela, fikcyjnymi? Rozumiem ukrywanie ludzi pod pseudonimami, ale organizacji pożytku publicznego (zwłaszcza, że w podziękowaniach i tak je wszystkie wymienia)? Przecież czytelnik oswajany przez ponad dwieście stron z nazwą znacznie łatwiej ją zapamięta i wesprze (instytucję, a nie nazwę), a do podziękowań nie wszyscy zaglądają…
Przejdźmy może do strony wizualnej. Wnętrze książki to biosferyczny standard – tekst dość duży, przejrzysty i porządnie zredagowany, okraszony czarnobiałymi zdjęciami podopiecznych autorki. Niemniej, jak dotąd serię wydawano w twardej oprawie z obwolutą, tak teraz oprawa jest miękka ze skrzydełkami, a książka klejona, nie szyta. Moim zdaniem to dobre posunięcie, bo nie dość, że nie lubię obwolut, to jeszcze mogę kupić książkę z ulubionej serii kilka złotych taniej. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał, aby nieco zwiększyć format miękkookładkowych wydań – znacznie różnią się od poprzednich wysokością.
Porównanie między "starą" (na dole) i "nową" Biosferą. Obie książki mają podobna liczbę stron. |
Na koniec polecę książkę pani Izdebskiej. Dla kociarzy to lektura obowiązkowa. Tym, którzy zastanawiają się nad wolontariatem, też może pomóc. Co prawda w ograniczonym zakresie, bo mocno brakuje w niej konkretnych informacji, ale w końcu mamy do czynienia z nieregularnie prowadzonym dziennikiem, a nie przewodnikiem młodego wolontariusza. Najbardziej jednak polecam tym, którzy szukają fajnej książki na jesienne wieczory. Nie powinni się zawieść.
Tytuł: Biuro kotów znalezionych
Autor: Kinga Izdebska
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok: 2013
Stron: 252
Autor: Kinga Izdebska
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok: 2013
Stron: 252