czwartek, 20 grudnia 2012

Jak to widzę?: lord Akeldama

Kolejna odsłona mojej blogowej akcji, o której wszystkiego można dowiedzieć się tutaj - klik! Tym razem przypadło mi rysować bohatera "Protektoratu Parasola" - starego wampira o młodym wyglądzie (od razu uspokajam wzburzonych czytelników - nie sparkli w słońcu i z pewnością nie rzuci się w pogoń za jakąś mamejowatą Bellą;)), wysokiej pozycji społecznej i poglądach na modę godnych wziętego projektanta. Lord jest postacią nietuzinkową (zwłaszcza jego stroje) i początkowo miałam go przedstawić w kolorze, ale brak czasu spowodowany przygotowaniami przedświątecznymi zmusił mnie do zmiany planów. Mamy więc lorda w czerni i bieli oraz w stylistyce mangowej (zaiste, jest to stylistyka, która przy bohaterach "Protektoratu..." narzuca się sama). Oto on:

Lord Akeldama - można go powiększyć kliknięciem.

PS. Podczas prowadzenia riserczu odnośnie tego, w co wampira ubrać, żeby było zgodnie z duchem epoki, znalazłam takiego bloga przecudnej urody. Co prawda nie przydał mi się, ale jakież tam można znaleźć cuda odnośnie XIX wieku! Dla miłośniczek Jane Austen - pozycja obowiązkowa.:)

wtorek, 18 grudnia 2012

Nie tylko dla dorosłych - "Galeria dla dorosłych" Feliks W. Kres

Lubię teksty publicystyczne – zwłaszcza te o pisaniu publikowane przez pisarzy fantastów. Niestety, teksty te zazwyczaj pojawiają się w czasopismach, a ta rozproszona forma niezbyt mi odpowiada. Miło więc czasem trafić na zbiorek książkowy. Feliks W. Kres wydał już dwa takie zbiorki. Pierwszy czytałam kilka lat temu, drugi nabyłam za nieprzyzwoicie niską cenę w (o ironio) MediaMarkt. Jak wrażenia z „Galerii dla dorosłych”?


Może zacznijmy od tego, co można w książce znaleźć. Autor we wstępie pisze, ze jest to przedruk wybranych felietonów ukazujących się najpierw w serii „Galeria osobliwości”, a potem „Kreskówki dla dorosłych”. Poza tym w dodatkach znajdziemy jeszcze regulamin przyznawania Złotego Kota oraz jedno opowiadanie Kresa.

Mam problem z tą książką. Przyznam szczerze, ze „Galeria złamanych piór” podobała mi się bardziej. Z jednego prostego powodu: było tam znacznie więcej tekstów o pisaniu i literaturze. Felieton świetnie sprawdza się w czasopiśmie, ale ma pewną wadę – szybko się dezaktualizuje, jeśli dotyczy spraw bieżących.  A Kres niestety bardzo często ucieka w sprawy bieżące. Co prawda stara się jakoś dzięki nim nawiązać do szerszych zjawisk, ale ja tego nie kupuję.

Jednak kiedy już obierzemy książkę z tekstów polityczno-społecznych (i zostanie nam znacznie mniej, niż byśmy sobie życzyli) będziemy mieli znakomity, powiedzmy: literacki środek. Felietony, w których Kres pisze o literaturze to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Nawet, jeśli się z szanownym autorem nie zgadzają. Mam kilku faworytów: rozważania, dlaczego i kiedy elfy i krasnoludy są złe (poruszane w kilku tekstach, za każdym razem od nieco innej strony), instruktarz „Czego unikać przy tworzeniu własnych ras rozumnych?” i autokrytyka Kresa, czyli coś na kształt apelu „Nie popełniajcie moich błędów!” z przykładami. I kilkuczęściowy tekst o wojnie w fantastyce. Ech, gdyby wszystkie felietony były tak interesujące…

Gdyby były, książkę pochłaniałoby się z wypiekami na twarzy i płakało o jeszcze. Ale że nie są, czytelnik po prostu męczy się po jakimś czasie, czytając o poglądach autora na palenie czy posiadanie broni. Całe szczęście, że poziom literacki jest dobry, a nawet bardzo dobry, inaczej byłoby bardzo źle.

Zapomniałabym wspomnieć o opowiadaniu, które nie wiem, czy przypadkiem nie jest najciekawszym tekstem książki. „Senea” w zasadzie pozbawiona jest jako takiej fabuły, autor bowiem skupił się na tworzeniu i przedstawianiu własnej rasy rozumnej tytułowych senea, będących rodzajem zwierzoludzi. Kres skupił się tu na podkreślaniu tego, jak rzeczywistość postrzegają istoty inteligentne, ale bardzo różne od ludzi i w pewnym stopniu nam obce. Wyszedł bardzo ciekawy eksperyment, który można z całą pewnością zaliczyć do udanych.

Wydatku nie żałuję – dobrych tekstów uzbierałoby się na numer czasopisma branżowego, a mniej więcej tyle, co za czasopismo za książkę zapłaciłam. Ostatecznie postawię ją sobie na prywatnej półeczce i będę do niej wracać. To znaczy do niektórych tekstów – jednych często, innych rzadko, ale niestety do wielu wcale. 

Tytuł: Galeria dla dorosłych
Autor:Feliks W. Kres
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok: 2010
Stron: 456

sobota, 15 grudnia 2012

Z parasolką po Europie - "Bezgrzeszna" Gail Carriger

Recenzja sponsorowana przez Arię, która pożyczyła mi książeczkę.:) Dzięki!:)


Tym razem o „Protektoracie parasola” napiszę trochę bardziej konkretnie – dwie hurraoptymistyczne recenzje już były, ileż można. Czas powiedzieć kilka rzeczy bardziej rzeczowo, zarówno o „Bezgrzesznej”, jak i o całym cyklu.

Wydarzenia z ostatniego tomu postawiły naszą bohaterkę w nieciekawej sytuacji i sprawiły, że stała się obiektem plotek i całkiem straciła pozycję. Alexia nie poddaje się jednak rozpaczy i postanawia dowieść swojej niewinności. Problem w tym, że aby tego dokonać, musi udać się do barbarzyńskiego i zupełnie niepostępowego kraju, czyli Włoch i prosić o pomoc templariuszy, czyli ludzi z bezinteresownego fanatyzmu zabijających wszystko, co nadprzyrodzone. Kwestia wyjazdu staje się jeszcze bardziej paląca, kiedy na Alexię zaczynają polować angielskie wampiry.

W tym cyklu zachwyca mnie kilka rzeczy, najpierw jednak trochę rozważań na temat jego natury. Tom pierwszy można było jeszcze zaliczyć do romansów paranormalnych (od razu nadmienię, że tych z najwyższej półki) – mieliśmy tam uczucie człowieka (no, powiedzmy, że człowieka) do wilkołaka, były też wampiry, dzięki bogom nie było walki między jednymi a drugimi o serce dziewczęcia. Sam tom zaś zdawał się w iście pratchettowskim stylu parodiować gatunek. Im dalej w cykl, tym romansu było mniej (humoru też, co potwierdza moje parodystyczne przeczucia), ale fabuła nie traciła na wartości. Tak samo w „Bezgrzesznej” – akcja w zasadzie pośrednio ciągle kręci się wokół związku Alexii z wilkołakiem, ale z romansem w zasadzie nie ma nic wspólnego (poza sugerowanymi scenami erotycznymi). I to mi się podoba.

Podoba mi się też wyraźne zaplanowanie cyklu przez autorkę – co również świadczy o tym, że mamy do czynienia z fantastyką co prawda rozrywkową, ale z wyższej półki. Wszystkie wątki ładnie się splatają i nie zdarzają się sytuacje, kiedy jakaś atrakcja od czapy wyskakuje niczym diabeł z pudełka prosto w twarz biednego czytelnika. Mało tego, autorka tak kieruje fabułą, żeby czytelnik miał okazję poznać realia nie tylko Anglii, ale wręcz całej Europy. Z tym właśnie mamy przyjemność w „Bezgrzesznej”. Możemy zobaczyć, jak wygląda stosunek do nadprzyrodzonych w innych krajach Starego Kontynentu i jest to wielce rozwijające doświadczenie, chociaż z konieczności dość powierzchowne.

Poza tym, w omawianym odcinku znowu powraca humor w postaci mechanicznych biedronek, spotkamy również wszystkich znanych bohaterów i całkiem sporo nowych, niekoniecznie sympatycznych. Pióro Carriger ciągle pozostaje lekkie i niezwykle sprawne. Czyli można powiedzieć, że na zachodzie bez zmian i nadal wielce zachęcająco.

W temacie zachęcania – ja również zachęcam. Polecam wszystkim cały cykl (chociaż szczególnie polecam paniom), bo wart jest uwagi. Zwłaszcza, jeśli ktoś chce szybko i sprawnie poprawić sobie humor.

Tytuł: Bezgrzeszna
Autor: Gail Carriger
Tłumacz:
Magdalena Moltzan-Małkowska
Tytuł oryginalny: Blame
less
Cykl: Protektorat Parasola
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Rok: 2011
Stron: 320

środa, 12 grudnia 2012

Teraz już się tak nie pisze - "Fionawarski Gobelin" Gay Gavriel Kay

Guy Gavriel Kay jest pisarzem specyficznym, gdyż nie hołduje manierze pisania fantastyki nastawionej na widowiskową akcję. Ona co prawda też u niego występuje, ale nie pełni roli sedna opowieści. Poza tym Kay stał się już klasykiem gatunku, a znajomość „Fionavarskiego Gobelinu” Andrzej Sapkowski uznał za nieodzowną prawdziwemu fanowi fantastyki – mimo iż to debiutancka trylogia amerykańskiego pisarza. Teraz cała (czyli „Letnie Drzewo”, „Wędrujący ogień” i „Najmroczniejsza droga”) została wydana w postaci jednej książki, więc nie trzeba gorączkowo szukać kolejnych tomów.

Piątka kanadyjskich studentów udaje się na wykład otwarty do niezwykle sławnego i rozchwytywanego naukowca. Jakież jest ich zdziwienie, gdy rzeczony naukowiec zaprasza ich do siebie. A już zaskoczeni do granic możliwości są, gdy oznajmia, że nie jest żadnym specem od kultury celtyckiej, tylko Lorenem Srebrnym Płaszczem, magiem z Fionavaru – świata, który był pierwszy. Po czym składa Kim, Paulowi, Jennifer, Dave’owi i Kevinowi propozycję – chce ich zabrać do Brenninu, najwyższego królestwa Fionavaru, gdzie swoją obecnością mają uświetnić pięćdziesiątą rocznicę wstąpienia na tron króla Ailella. Tymczasem w Fionawarze zaczyna budzić się zło uwięzione tysiąc lat wcześniej – piątce studentów przyjdzie odegrać kluczową rolę w walce z nim.

„Fionavarski Gobelin” ma obecnie prawie 30 lat. Jak na fantasy, jest to wiek dość słuszny. Dlatego też całemu utworowi bliżej do prozy Tolkiena, niż do tego, co obecnie serwują nam pisarze fantaści. Teraz bowiem już się tak nie pisze. Temat walki z Wielkim Złem uważa się za wyeksploatowany, poniekąd słusznie – Tolkien, Kay i wielu innych zrobili to wcześniej i lepiej. Opisy, zwłaszcza przyrody, ale często też życia wewnętrznego bohaterów, skracane są do minimum. Na pierwszym planie jest akcja. A czytelnik wychowany na Tolkienie czasem tęskni do bohaterów targanych co prawda emocjami, ale w gruncie rzeczy jednoznacznych, za archetypiczną walką armii Światła i Mroku. Jeśli jeszcze nie zapoznał się z „Fionavarskim Gobelinem”, to będzie miał okazję urządzić sobie nostalgiczną wycieczkę do magicznego świata skonstruowanego w starym stylu.

Proza Kaya jest dość specyficzna – charakteryzuje ją głównie ogromny nacisk kładziony na bohaterów, ich rozterki, zmiany, które w toku akcji zachodzą w ich charakterach i dylematy, jakie muszą rozstrzygnąć. Sama akcja znajduje się niejako na dalszym planie, stąd czytelnicy lubiący, gdy ktoś kogoś ciągle goni, albo bez przerwy z kimś walczy, raczej nie powinni sięgać po tego autora. „Fionawarski Gobelin”, jako pierwsza poważna próba pisarska, jest jednak wyjątkowo obfity w fabularne zwroty, zawiera też nieco naiwnego romantyzmu. Niektórzy poczytują to za wadę, ale mnie nie przeszkadza – zawsze miałam umiarkowaną słabość do romantyków.

Wspomniałam już, że Kay wiele uwagi poświęca bohaterom. Dzięki temu dostajemy tu głęboką charakterystykę (momentami jeszcze nieporadną, ale tej słabości autor się pozbył w kolejnych powieściach) przeróżnych osób i możemy przyglądać się zmianom, jakie w nich zachodzą. Nie mam tu na myśli tylko piątki studentów. Nie wszystkie postacie są sympatyczne, nie wszystkie lubimy, ale na wszystkich wydarzenia powieści odciskają swoje piętno i autor bardzo zgrabnie to odmalowuje. Jest to element, którego brakuje historiom fantasy pisanym w ostatnich latach – jeśli nie mamy do czynienia z young adult, bohaterowie rzadko się zmieniają. A przecież po tak dramatycznych wydarzeniach, jakie im serwują autorzy, powinni.

Kay ma jeszcze jedną rzadką umiejętność – potrafi tworzyć atmosferę. W jego opowieściach silnie wyczuwalne są emocje. „Fionavarski Gobelin” emanuje smutkiem, takim, jaki towarzyszy bohaterom, którzy muszą postępować wbrew sobie, ale w imię wyższego celu. Takim, który towarzyszy odejściu czegoś pięknego. Takim, który zdaje się być od zarania dziejów wpleciony w materię rzeczywistości. I wreszcie takim, który towarzyszy śmierci przyjaciela. Cały ten smutek przenika czytelnika i wprowadza go w nastrój nieco nostalgiczny. Dlatego, jeśli macie ochotę na coś wesołego, omijajcie „Fionavarski Gobelin” szerokim łukiem.

Wady? Jak już wspominałam, proza Kaya ma pewne osobliwe cechy. Jedną z nich jest ogólna nieśpieszność prowadzenia narracji. Wydaje się, że autor wychodzi z takiego założenia, jak Umberto Eco przy pisaniu „Imienia róży” – czyli najpierw sto nudnych stron o niczym, żeby do końca dotarli tylko najwytrwalsi. Jeśli nie masz ochoty przedzierać się przez sto testowych stron, odpuść sobie, drogi czytelniku. Jeśli nie lubisz czytać o rozterkach bohaterów (którzy w „Letnim Drzewie”, są jeszcze nieco papierowi), to również poszukaj innej lektury.

Na koniec jeszcze kilka słów o wydaniu. Omnibus Zysku prezentuje się pięknie – twarda oprawa ozdobiona ilustracją Teda Nashmitha (wielka szkoda, że w środku nie ma ich więcej), biały papier, szycie kartek, wyraźny druk. Wizualnie wszystko gra, ale edytorsko już nie jest aż tak dobrze. Po pierwsze, trylogię przekładało dwóch tłumaczy, a nazewnictwa nie ujednolicono. Gdyby książki wydano osobno, prawdopodobnie nie kłułoby to w oczy, ale w jednym tomie nieco razi, choć na szczęście dotyczy raczej spraw błahych. Po drugie – w „Wędrującym ogniu” nagminnie nie zaznacza się miejsc, w których akcja przenosi się gdzie indziej, a to mocno irytuje. Poza tym jednak znaczących błędów brak.

Podsumowując – „Fionavarski Gobelin” to fantasy w starym stylu i obawiam się, że dobrze się go będzie czytać tylko tym, którzy tęsknią za Tolkienem. Niemniej jednak, jest bez wątpienia książką wartościową, nawet jeśli nie przypadnie do gustu osobom lubiącym akcję i bitwy (choć bitwy tam występują). Tych, którzy ponad akcję przedkładają dobrze prowadzonych i dogłębnie charakteryzowanych bohaterów, lubią wyłuskiwać nawiązania do mitologii i legend, a ponadto niestraszne im przedzieranie się przez nudny początek, książka zadowoli. A potem bardzo pięknie będzie prezentować się na półce.

Recenzja dla portalu Insimilion.



Tytuł: Fionavarski Gobelin
Autor: Gay Gavriel Kay
Tłumacz:
Michał Jakuszewski ("Wędrujący ogień"), Dorota Żywno ("Letnie Drzewo", "Najmroczniejsza droga")
Tytuł oryginalny: The Fionavar Tapestry

Cykl: Fionavarski Gobelin
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Rok: 2012
Stron: 1305

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Jak to widzę?: Czerw pustyni

Kolejna odsłona mojej stałej akcji blogowej, polegającej w skrócie na tym, że Wy zgłaszacie książkowych bohaterów, a ja ich rysuję (a zgłaszać możecie tutaj). Tym razem bohater raczej zbiorowy, czyli przykładowy przedstawiciel pustynnego robactwa z "Diuny" Franka Herberta. Jeśli jeszcze ktoś "Diuny" nie czytał, to krótko opiszę stwora: czerwie pustynne (arrakijskie) to stworzenia długości nierzadko kilkuset metrów, ryjące w piasku pustyni niczym monstrualne dżdżownice i w pewnym sensie wytwarzające melanż - substancję niezbędną do podróży kosmicznych. Reagują na wibracje (próbując pożreć ich źródło), są bardzo wrażliwe na wodę. To tyle wstępu. Moja wizja czerwia należy raczej do tych klasycznych.Wybrałam pewną scenę z "Diuny" (czyli próbę pożarcia ornitoptera), aby nadać obrazkowi pewnego dynamizmu. Postanowiłam też zrobić łuski na kształt rybich czy gadzich, bo uznałam, że próba podważenia pierścienia okalającego całe ciało bestii byłaby karkołomna.;) I jestem nawet umiarkowanie zadowolona z efektu, co mi się ostatnio rzadko zdarza. Oto robaczek:


Czerw pustyni (Sundworm) - można go powiększyć kliknięciem.

sobota, 8 grudnia 2012

Wyniki rozdawajki mikołajkowo-urodzinowej, czyli kto przygarnął zakładkę:)

Na początek chciałabym wszystkim podziękować za życzenia urodzinowe - bardzo miło, że pamiętaliście.:) A teraz już nie przedłużając, oto wyniki konkursu (w charakterze maszyny losującej wystąpił mój Luby):

Zakładka nr 1, czyli "Róże na bogato" wędruje do:
Soulmate

Zakładka nr 2, czyli "Jesień w lesie" wędruje do:
Oceansoul

Zakładka nr 3, czyli "Zimowo-świąteczna" wędruje do:
Sylwuch

Dziękuję wszystkim za udział w rozdawajce, a zwycięzcom gratuluję wygranej.:) Za chwilkę wyślę maile z powiadomieniami i rozpocznę oczekiwanie na adresy. Zakładki wyślę, gdy wszystkie adresy do mnie spłyną.:)

czwartek, 6 grudnia 2012

Subiektywne prasowanie #12 - "Nowa Fantastyka" 12/2012

Zbliża się koniec roku, czas więc wziąć się za ostatni, grudniowy numer „Nowej fantastyki”. Tym razem udało mi się go przeczytać w jakimś sensownym terminie, a więc do rzeczy.


Na dzień dobry (zaraz po wstępniaku i tekście o nowościach) wita nas nie Jakub Ćwiek (który wybył do San Diego, o czym dalej), lecz Rafał Kosik. Ofiarą jego wywodów pada polski system edukacji i tutaj chyba niewielu znajdzie się takich, którzy by się z panem Kosikiem nie zgodzili. Na następnej stronie tekst dotyczący zamknięcia cyklu „Pan Lodowego Ogrodu” – ale cóż mogę o nim powiedzieć ja, która jedynie pierwszy tom czytała?

Dalej zaś znajduje się wreszcie zaginiony Jakub Ćwiek – pojechał do San Diego, patrzcie go. Na Comik-Con. Ale przynajmniej wrażeniami się podzielił, w przypływie przyzwoitości, choć szkoda, że tak krótko. Z drugiej strony, 23 listopada w kinach pojawił się film opisujący historię i obecny kształt imprezy, więc można sobie obejrzeć (dla zainteresowanych – „Comik-Con epizod V: Fani kontratakują”).

Za Jakubem Ćwiekiem – Wawrzyniec Podrzucki. Tym razem autor zastanawia się, jak to, co pokazuje się w filmach SF wpływa na wizerunek nauki u opinii publicznej. Artykuł ma więcej wspólnego z krytyką popularyzacji nauki (która często przegrywa z popkulturą i dziennikarską pogonią za sensacją), niż z opisem jej interakcji z fantastyką, jest jednak bardzo ciekawy i boleśnie, głównie dla naukowców, prawdziwy.

Dalej mamy wspomnienie o Jimie Hensonie – twórcy mupetów. Potem temat na czasie, czyli rys historyczny ekranizacji „Hobbita” (kilka takich prób już było). Muszę przyznać, że artykuł ciekawy, a biorąc pod uwagę niektóre ilustrujące go fotosy, nawet szokujący.;) Później wywiad z Nikiem Pierumowem, jednym z bardziej znanych w Polscie rosyjskich pisarzy fantastów. Bardziej rozbudowana wersja tekstu dostępna jest w PDF-ie na stronie czasopisma. I choć jest to niewątpliwie wersja bogatsza w przekaz, niestety w pewnym momencie robi się niemożliwie rozwlekła. Jeśli nie jesteście zagorzałymi fanami autora, zostańcie przy tej gazetowej.

Skoro już zahaczyłam o ten PDF, wspomnę jeszcze o artykule mówiącym o pewnym mało znanym cyklu fantasy – czyli „Redwall”. W Polsce wyszły jedynie dwa z dwudziestu kilku tomów (jeden nawet widziałam ostatnio w taniej książce) i trochę szkoda, że jest zapomniany. Wydaje mi się, że to fantasy zbyt egzotyczna jak na możliwości polskich wydawców – należy do kategorii, którą Sapkowski określał jako „krewni i znajomi królika”, a bohaterami są tam zwierzęta, które tworzą historię własnego świata. Warto się zapoznać zarówno z artykułem, jak i z jego przedmiotem.

Zostały jeszcze felietony. Michael J. Sullivan radzi, co i gdzie wplatać w powieść, aby czytelnik się nie znudził. Peter Watts pisze o zagadnieniu świadomości i niebezpieczeństwach, na jakie ją naraża postęp technologiczny – i jest to jeden z tych tekstów, które mam ochotę oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Łukasz Orbitowski zaś wyjaśnia, kiedy umarły prawdziwe wampiry i dlaczego, a ja rozumiem go jak rzadko. 

Jeszcze dwie wisienki na torcie – pierwsza to mini wywiad z Jonem Noblem, odtwórcą roli Waltera Bishopa z serialu „Fringe”. Druga to ni to recenzja, ni krótka krytyka „Cyrku Nocy”. Powiem tylko, że gdybym umiała pisać, to moja recenzja tej książki właśnie tak by wyglądała.

Przejdźmy do opowiadań. Na początek – „Koniec aureusa” autorstwa Janusza Cyrana. Jakkolwiek tematyka dotycząca manipulowania pojęciem bezwzględnej wartości rzeczy jest ważna i podjęta z klasą, tak forma prawie-że strumienia świadomości męczy. „Jutro Percival” Pawła Kempczyńskiego pozytywnie mnie zaskoczył. Obawiałam się jakiegoś wydumanego eksperymentu literackiego, a tymczasem dostałam swojski obraz apokalipsy, opisany bardzo sprawnie i zahaczający o tematykę obcych form życia. „Pluvianus aegyptus” (czy tego aby nie powinnam napisać kursywą?) Joanny Kułakowskiej jest już drugim opowiadaniem o Marcie Siewce i przyznam, że w pomyśle na lekarza wampirów i innych dziwnych stworów widzę potencjał na lekką powieść.

Opowiadania zagraniczne mamy tylko dwa, ale za to na wysokim poziomie. „Łkający car wpatruje się w Upadły Księżyc” Kena Scholesa to opowieść o utracie i miłości, odmalowana w klimacie melancholijnym, z dozą subtelnej magii (dosłownie i w przenośni). „Twarzą w twarz” Karen Joy Flower porusza nieśmiertelny temat porozumienia z obcym, tym razem rozważając udział w nim sztuki. 

A na koniec jeszcze dostaliśmy almanach tekstów, jakie się w tym roku w piśmie ukazały.

wtorek, 4 grudnia 2012

Stosik #38 - grudniowy, mini i na płasko:)

Stosik na grudzień, jak widać na załączonym obrazku, jest malutki. Ale nie ubolewam nad tym, wręcz przeciwnie - jestem z tego dumna.^^ Może dzięki temu uda mi się ponadrabiać wieczne zaległości.;)


"Osobliwy dom pani Peregrine" Ransom Riggs - do recenzji od Insimilionu. Książeczką zainteresowała mnie Agnieszka, a pierwsze wydanie to cud, miód i orzeszki. Aż się chce czytać.
"Dar wilka" Anne Rice - do recenzji od Unreal Fantasy. Wampiry pani Rice już znam, teraz czas sprawdzić, jak jej wilkołaki wyszły. Okładka niestety jakaś taka tandetna...
"Skrzydła gniewu" C. S. Friedman - od Prószyńskiego. Część pierwsza była nieco męcząca (recenzja będzie na dniach), ale może z drugą będzie lepiej... No i to jedna z najlepszych okładek, jakie wydawnictwo wypuściło od ok. pół roku.

A zapytania do wujka Google wkleję innym razem, bo nie mam weny do wymyślania złośliwych komentarzy do nich.;)

niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdawajka mikołajkowo-urodzinowa, czyli przygarnij zakładkę:)

Konkursu na tym blogu nie było już ho ho ho i jeszcze dawnej. Postanowiłam więc to zmienić.:) I w ten oto sposób, z okazji mikołajków i urodzin niżej podpisanej, co są dwa dni po mikołajkach, można wygrać takie oto fanty:


Tutaj trochę bardziej szczegółowo (wszystkie obrazki można powiększyć kliknięciem):

Nr 1. - "Róża na bogato"
Nr 2. - "Jesień w lesie"
Nr 3. - "Zimowo-świąteczna"
Regulamin:
  1. Konkurs organizuję ja, czyli autorka bloga "Z pamiętnika książkoholika".
  2. Aby wziąć udział w losowaniu, należy zgłosić taką chęć w komentarzu, wraz z podaniem adresu mailowego.
  3. Zgłaszać się można do 7 grudnia 2012 roku, do północy.
  4. Można deklarować chęć przygarnięcia więcej niż jednej zakładki, ale ponieważ da się wygrać tylko jedną, proszę o zaznaczenie, na której najbardziej Wam zależy.
  5. Wyniki opublikuję 8 grudnia, wtedy też wyślę maile do zwycięzców. Na podanie adresu będę czekała tydzień. Jeśli go nie otrzymam, rozlosuję daną zakładkę jeszcze raz.
Powodzenia:)

sobota, 1 grudnia 2012

Jak to widzę? czyli kogo zobaczymy w grudniu i zapisy na styczeń

Niniejszym ogłaszam, że nabór kandydatów do edycji grudniowej został zakończony, a pod tym postem można zgłaszać kandydatów na styczeń. Wybrańców na styczeń ogłoszę za miesiąc.

Jednym z moich postanowień noworocznych będzie wyprodukowanie nowego logo akcji...

Oto wylosowani bohaterowie. Przynajmniej raz nie wszyscy są ludźmi. Zgłaszajcie częściej jakieś niehumanoidy, pięknie proszę^^

Czerw pustyni z cyklu "Diuna" Franka Herberta
Lord Akeldama z cyklu "Protektorat Parasola" Gail Carriger (recenzja tomu 1 i tomu 2)
Daghena z cyklu "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" Roberta M. Wegnera (recenzje tomu 1, tomu 2 i tomu 3)

  Przed dodaniem propozycji proszę zapoznać się z zasadami akcji:
  1.  Zanim kogoś zgłosicie, zapoznajcie się z listą bohaterów, którzy już wzięli udział w akcji. Po co marnować głos, na kogoś, kto już był (ponownie wybrany i tak nie zostanie)?
  2. Jedna osoba zgłasza jednego kandydata w miesiącu. W razie, gdyby nie został wybrany, można powtarzać kandydaturę w kolejnych miesiącach.
  3. Zgłaszamy tylko postacie z książek, które czytałam, czyli zrecenzowanych na blogu, bądź widniejących na mojej półce na LC.
  4. Zgłaszać można ludzi, nieludzi, zwierzęta, rośliny, przedmioty - dosłownie wszystko (najbardziej lubię zwierzęta i nieludzi;)).
  5. Można sugerować styl wykonania prac (jeden z trzech: manga, realistyczny, komiksowo-kreskówkowy).
  6. Paranormal romance nie obsługujemy (chyba, że ktoś mnie przekona - nie dotyczy to powieści Stephanie Meyer). Szkolnych lektur z gatunków innych, niż fantastyka też nie.
  7. Uwaga dodatkowa: zastrzegam, że nie każda praca, którą zamieszczę w ramach eventu, będzie szczegółowo dopracowanym rysunkiem - mogą się zdarzyć szkice. Ale postaram się, żeby było ich możliwie mało. 
 Dziękuję wszystkim, którzy zgłaszali swoje propozycje i zachęcam do dalszej zabawy:)

Lista kandydatów na ten miesiąc - ciągle można zgłaszać nowych (w nawiasie liczba głosów):
Ivy Hisselpenny (2)
Kocimiętka jako lew pustynny (1)
Royce (1)
Griaule (2)
Bystretki (1)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...