Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andre Norton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andre Norton. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 września 2013

Klasyki odsłona druga - "Świat Czerownic w pułapce" Andre Norton

Cykl „Świat Czarownic” Andre Norton to klasyka sama w sobie jeśli chodzi fantasy. Nasza Księgarnia postanowiła polskiemu czytelnikowi cykl przypomnieć, bo nie oszukujmy się, nawet w antykwariatach trudno go znaleźć, o bibliotekach nie wspomnę, a żeby jeszcze był w miarę kompletny, to nie ma co marzyć. Niedługo wyjdzie tom trzeci, tymczasem skupmy się na drugim, czyli „Świecie Czarownic w pułapce”.

Od bitwy na Gormie minęło już klika spokojnych miesięcy, lecz nikt się nie łudzi, że to kres wojny z Kolderczykami. Tymczasem Simon został strażnikiem Południowej Stanicy, gdzie przebywa wraz ze swoją żoną. Pewnej nocy budzi go przemożne odczucie, że coś złego dzieje się z ich wspólną przyjaciółką. Po wysłaniu zwiadu okazuje się, że została ona uprowadzona. Dokąd, przez kogo i po co? Tego można się tylko domyślać. Niemniej dla wszystkich jasne jest, że dziewczynę należy ratować, bo grozi jej nie tylko to najbardziej oczywiste z niebezpieczeństw.

Wielkim plusem powieści są bohaterowie (choć przyznać trzeba, że współczesnemu czytelnikowi mogą wydawać się nieco sztampowi). Norton co prawda stworzyła tylko kilka postaci, na których skupiła uwagę, ale przy książce tej objętości i dość linearnej fabule nie jest to wadą. Głównym bohaterem dalej pozostaje Simon Tregarth, ale autorka zmieniła mu obiekt rozterek. O ile w pierwszym tomie zmagał się z próbami przywyknięcia do całkowicie obcego świata, teraz jest już całkowicie zadomowiony. W „Świecie Czarownic w pułapce” dopadł go nowy, znacznie ciekawszy moim zdaniem problem. Obiektywnie sytuacja ma się tak, że żona naszego bohatera sądzi, iż odzyskała moce magiczne, których wyrzekła się w dniu ślubu i pognała do stolicy sprawdzać, czy to prawda. W rozważaniach Simona i jego lękach z tym związanych widzę ponadczasową ekstrapolację obaw wszystkich mężczyzn, nagle spostrzegających, że ich kobieta może mieć jeszcze jakieś inne zajęcia i dążenia poza nimi. W latach sześćdziesiątych były to zapewne dość palące zagadnienia, a i teraz niestety nie tracą na aktualności. A choć całość dąży do dość kiczowatego zakończenia, trzeba przyznać, że jest ono najlepszym z możliwych w tej sytuacji.

Reszta bohaterów, znana z poprzedniego tomu, chowa się na dalszym planie i nie wychodzi poza przypisaną im schematem rolę (oprócz ex-czarownicy). Niemniej, ciągle pozostają sympatyczni (oczywiście tylko ci, którzy mają tacy być) i daje się ich lubić. Do tego pani Norton poszerza wiedzę czytelnika o świecie przedstawionym, odkrywając kilka jego tajemnic. Przydałoby się więcej tego odkrywania, ale to przecież nie koniec cyklu, więc nic straconego. Szczególnie interesujący w kontekście ewentualnego rozszerzenia wydaje mi się wątek Volta i jego kultu. Autorka zaskoczyła mnie samym już faktem kontynuowania tematu, który wcześniej zdawał się jeno ozdobnym ornamentem – czuję, że coś ciekawego jeszcze z tego wyniknie. Zaś język, jakim wszystko zostało opowiedziane, ciągle jest prosty i przystępny, przez co książkę czyta się lekko, łatwo i przyjemnie.

Nie oszukujmy się, powieści z cyklu „Świat Czarownic” nie są powalającymi rozmachem epopejami z dziesiątkami bohaterów. Pochodzą z czasów, gdy pisało się krótko i zwięźle, próbując przekazać maksimum treści w minimalnej ilości znaków. Nie oferują też rozbudowanej, wielowątkowej fabuły, choć nie chodzi w niej tylko o przemieszczanie się z punktu A do punktu B – autorka doskonale wiedziała, jak zaskoczyć czytelnika. Jednak najciekawsze są drobne „wartości dodane”, które pani Norton zawarła w tej książeczce. Polecam więc – tym, którzy nie lubią wnikać w tekst, zapewni on rozrywkę na plaży, zaś tym, którzy lubią, troszkę wysiłku dla mózgu.
 
Recenzja dla portalu Insinilion.
 
Tytuł: Świat czarownic wpułapce
Autor: Andre Norton
Tłumacz: Ewa Witecka
Tytuł oryginalny: Web of
  the Witch World
Cykl: Świat czarownic
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok: 2013
Stron: 228

niedziela, 7 kwietnia 2013

Początek - "Świat Czarownic" Andre Norton

Może mi nie uwierzycie, ale u zarania historii fantasy (zwłaszcza amerykańskiej) nie było tam sensownych kobiet. Wszelkie odmiany nagród dla wojownika, złośnic do poskromienia (czyli też w zasadzie nagród dla wojownika) czy złych czarodziejek/imperatorek do pokonania to owszem, jak najbardziej. Ale żeby kobieta miała jakieś rozsądne role do odegrania w skonstruowanym przez autora świecie? No nie, po co, pociotkom Conana w neverlandach jest dobrze, jak jest, na co jeszcze jakieś wredne baby wpychać? I w ogóle jak? Co one mogłyby sensownie robić, na litość? A potem przyszedł Andre Norton i pokazał, że coś jednak mogą. Jeszcze trochę później okazało się, że Andre tak naprawdę ma na imię Alice Mary.

Simon Tregarth ma kłopoty - ktoś podłożył mu świnię i teraz byli mocodawcy chcą go zlikwidować. Tak to bywa, kiedy człowiek zajmuje się szemranymi interesami. Na szczęście jest pewna osoba, która za „drobną” opłatą pomaga takim pechowcom jak Simon. Zapewnia drogę ucieczki co prawda tylko w jedną stronę, ale za to gwarantuje, że wrogowie klienta nie dostaną. I tak oto nasz nieszczęśnik trafia do świata równoległego, za jakim (wedle zapewnień) tęskniło jego serce. Tam nasz bohater najpierw pomaga pewnej nieznajomej, a później dowiaduje się, że kraj, do którego trafił, Estcarp, stanął właśnie w obliczu wojny.
 
W „Świecie czarownic” dostajemy historię, która sama w sobie obecnie nie wzbudza już aż takich emocji. W najnowszych powieściach fantasy wróg głównego bohatera wcale nie musi być wielkim złem – może po prostu chcieć podbić jego ziemie, bo potrzebuje więcej przestrzeni/ludzi/władzy. Nikogo też nie dziwi, że kobiety w tych opowieściach tkają własne, wcale nie pośledniej jakości wątki. Kiedy powstawały pierwsze powieści Andre Norton, zwłaszcza to drugie wcale nie było takie oczywiste.
 
Powieści Andre Norton przyczyniały się do wytyczenia (jeśli same nie wytyczały) nowej drogi w fantasy – drogi kobiet. Mając taką świadomość, w momencie rozpoczynania lektury spodziewałam się czegoś obrazoburczego nawet we współczesnym mniemaniu, w końcu jak już wytyczać nowe szlaki, to najlepiej dynamitem. Tymczasem przeżyłam szok – dynamitu brak, przynajmniej w obecnym rozumieniu. I współczesnej czytelniczce jakoś tak smutno się robi, że te 50 lat temu wystarczyło w jakimś wyimaginowanym państwie wprowadzić matriarchat (jako normalny system władzy, z wadami i zaletami, a nie przerysowane kuriozum), żeby zadziwić.
 
Kobiety w „Świecie czarownic” wcale nie wybijają się na pierwszy plan – tu króluje raczej opowieść wojenna. Autorka starała się nienachalnie pokazać społeczność, w której przedstawicielki płci pięknej istnieją poza kuchnią, sypialnią pana męża i pokojem dziecinnym. W Estcarpie czarownice (kobiety władające Mocą) zarządzają państwem i jako urzędniczki są w tej historii widoczne. Poza jedną jawnie zbuntowaną przeciw dosłownie pokazanemu męskiemu uciskowi Loyse, „sensowne kobiety” po prostu są i samym tym faktem udowadniają swoją przydatność fabularną. Teraz wydaje się oczywiste, że dobra powieść fantasy musi przynajmniej kilka bohaterek zawierać, ale widocznie nie zawsze tak było.
 
Wznowienie powieści przez Naszą Księgarnię wiązało się również z nowym tłumaczeniem. I jak nie mogę wskazać, któremu z przekładów bliżej do oryginału, tak z całą pewnością stwierdzam, że nowy, dokonany przez Ewę Witecką, jest znacznie bardziej przyjazny współczesnemu czytelnikowi. Poprzedni miejscami czyta się jak wyimki z baśni polskich czy innych legend i mitów, a zważywszy, że swoją prozę Norton kierowała raczej do przeciętnego zjadacza popkultury, uproszczenie formy powinno jej wyjść na dobre.
 
Cóż, jeśli ktoś doszukiwałby się w „Świecie czarownic” ambitnej fantastyki przez duże „A”, to srodze się zawiedzie, bo dostanie stosunkowo prostą opowieść. Za to fani spragnieni prześledzenia pewnych trendów, chcący zobaczyć, jak się pisało dawniej, powinni być zadowoleni. Pani Norton miała bowiem dar pisania dobrych historii i kreowania ciekawych bohaterów na niewielkiej ilości stron, tak więc jej powieści sprawdzają się nawet w kategorii zwykłej rozrywki. „Świat czarownic” warto znać, a ja czekam już na kolejny tom.

Recenzja dla portalu Insimilion.

Tytuł: Świat czarownic
Autor: Andre Norton
Tłumacz: Ewa Witecka
Tytuł oryginalny:
The Witch World
Cykl: Świat czarownic
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok: 2013
Stron: 332
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...