Na polskim rynku chyba nie wydano ani jednej czysto fantastycznej powieści z Korei Południowej albo Japonii (choć uczciwie trzeba przyznać, że w przypadku tego drugiego kraju mangi nadrabiają z nawiązką). Za to od czasu do czasu pojawiają się tytuły mocno z pogranicza albo zanurzone w realizmie magicznym. A że mi realizm magiczny w wydaniu wschodnioazjatyckim przypadł do gustu bardziej niż polski czy „oryginalny” iberoamerykański, to zawsze z zainteresowaniem pochylam się nad takimi tytułami. Zresztą, nad „Zanim wystygnie kawa” Toshikazu Kawaguchi trudno się było nie pochylić, bo swego czasu piał o niej cały bookstagram.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Realizm magiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Realizm magiczny. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 listopada 2022
piątek, 21 lutego 2014
Sen we śnie w szkatułce z rzeczywistości - "Kąpiąc lwa" Jonathan Carroll
Moja znajomość z Jonathanem Carrollem przebiegała dość burzliwie. Zaczęła się od „Krainy Chichów”, która choć bardzo dobrze napisana i z charakterystycznym klimatem, trochę mnie rozczarowała. Myślę, że głównie za sprawą wygórowanych oczekiwań – w końcu Sapkowski do kanonu zaliczył i wszyscy chwalą… Niemniej wiedziałam, ze autor ma potencjał i nie zrażałam się mimo kilku czytelniczych prób zakończonych porażką. Niedawno Rebis wydał najnowszą powieść Carrolla, „Kąpiąc lwa”, która miała być jedną z najbardziej fantastycznych w dorobku autora. Postanowiłam spróbować.
Piątce ludzi z prowincjonalnego, amerykańskiego miasteczka śni się dziwny sen. Okazuje się, że został on zesłany przez tajemniczych mechaników – istoty dbające o zachowanie równowagi we wszechświecie i oznacza, że nasza piątka będzie niezbędna do odparcia ataku chaosu. Jakie tajemnice kryją życiorysy piątki bohaterów? Czy intencje mechaników są tak klarowne, jak ci zapewniają? I o co właściwie w tym wszystkim chodzi?
Po przeczytaniu powyższego akapitu można dojść do wniosku, że Carroll napisał typową powieść fantasy z garstką wybrańców wyruszających na wyprawę. Cóż, to błędne wrażenie. Gdybym nie wiedziała, że Jonathan Carroll należy do tych pisarzy, którzy odżegnują się o jakichkolwiek związków z fantastyką, mogłabym przypuszczać, że stworzył zgrabną dekonstrukcję najpopularniejszych w tym gatunku motywów. Ale ponieważ należy, to chyba jednak nie o to chodzi.
Jeśli jest jakiś gatunek, do którego można zakwalifikować „Kąpiąc lwa”, to byłby realizm magiczny. Carroll jest mistrzem jego odmiany, którą bardzo lubię – sprowadzającej rzeczywistość do surrealistycznego snu (a to dzięki temu, ze w przeciwieństwie do fantastyki, realizm magiczny nie pretenduje do tytułu „logicznego” czy – nomen omen – realistycznego, więc autor nie musi niczego wyjaśniać, wystarczy, żeby było wewnętrznie spójne w ramach powieści) i w „Kąpiąc lwa” dostajemy esencję tego stylu. Bohaterowie zaczynają swoją przygodę w, zdawałoby się znanych realiach, żeby powoli osuwać się w surrealizm rodem z obrazów Salvadora Dalego. Dodajmy do tego odrobinę kompozycji szkatułkowej (nawet po zakończeniu ciągle miałam wrażenie, że wszystkie wydarzenia w niej przedstawione od początku do końca były snem, choć autor raczej nie potwierdza tej hipotezy) i momentami psychodeliczny klimat, a otrzymamy powieść, której nie powstydziłaby się Uczta Wyobraźni.
Zostawmy na chwilę elementy niesamowite (jeszcze do nich wrócę) i pochylmy się nad bohaterami. Czego jak czego, ale umiejętności kreowania wiarygodnych postaci nie można autorowi odmówić. Tym razem (bo w „Krainie Chichów” było trochę inaczej) autor skupia się na statystycznych obywatelach, ludziach, których można spotkać w każdym dobrze prosperującym turystycznym miasteczku Stanów Zjednoczonych. Jest więc małżeństwo, które z Nowego Jorku przeniosło się w spokojniejsze okolice, ich przyjaciel i wspólnik w interesie, wdowiec-emeryt i właścicielka baru w szczęśliwym związku z kobietą swojego życia (a przynajmniej ma taką nadzieję). Krótko mówiąc – everymani. Każdy z nich ma własną historię i kompletny charakter, a dodatkowej pikanterii opowieści dodają ich wzajemne, skomplikowane i fantastycznie opisane relacje (ale jeśli ktoś oczekuje sensacyjnych romansów, uczuciowych przewrotów i „momentów”, to raczej nie w tej książce). Śmiem twierdzić, że nawet u czytelnika, który nie lubi fantastycznych wstawek, sama „sucha” konstrukcja bohaterów będzie w stanie wybronić powieść.
To, że bohaterowie są tak bardzo normalni sprawia, że wrzucenie ich w rzeczywistość surrealistycznego snu wywołuje dreszcz niepokoju. Sam sen co prawda jest tu tylko pretekstem, bo z czasem cała rzeczywistość się odkształca – niby składa się ze znanych elementów, ale ich połączenie wydaje się zupełnie przypadkowe i niepokojące. Przyznam się wam, że tego typu zabiegi przerażają mnie bardziej niż dowolnie wybrany horror (zwłaszcza rzucający w czytelnika makabrą), a zbudowanie takiego irracjonalnie alarmującego klimatu, który działa na wyobraźnię czytelnika jest nie lada wyzwaniem. Z którym Carroll sobie śpiewająco poradził.
„Kąpiąc lwa” to świetna powieść, śmiem twierdzić, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Polecam ją zwłaszcza miłośnikom dobrej literatury i tym, którzy lubią eksperyment w narracji (ale z drugiej strony nie jest to coś aż tak eksperymentalnego, żeby odstraszać formą). Chyba spróbuję jeszcze raz przeczytać starsze książki tego autora.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Rebis.
Tytuł: Kąpiąc lwa
Autor: Jonathan Carroll
Tytuł oryginalny: Bathing the Lion
Tłumacz: Jacek Wietecki
Seria: Salamandra
Wydawnictwo: Rebis
Rok: 2013
Stron: 320
Autor: Jonathan Carroll
Tytuł oryginalny: Bathing the Lion
Tłumacz: Jacek Wietecki
Seria: Salamandra
Wydawnictwo: Rebis
Rok: 2013
Stron: 320
Subskrybuj:
Posty (Atom)


