Fantasy zwykło się pogardliwie
nazywać „bajkami dla dorosłych”. O tym, jak bardzo jest to nietrafiona obelga,
może świadczyć fakt, że o ile nawiązania do baśni są dość częste, o tyle
tekstów w całości na nich opartych nie ma znowu
tak wiele. Historia owszem, mitologia – jak najbardziej, ludowe podania też
niczego sobie, ale baśnie jakoś się popularnością nie cieszą. Powiew świeżości
w tym temacie, jak sądzę, można zawdzięczać filmom takim jak „Shrek” (tak,
wiem, że Pratchett był pierwszy, ale przez długi czas był też jako jedyny znany
szerszej publiczności), które pokazały, że baśnie można pięknie skompilować i
obśmiać ku uciesze gawiedzi, ubawionej wywracaniem znanych motywów na lewą
stronę. Szybciutko
zajęła się tym też fantastyka rozrywkowa. Na polski rynek na przykład niedługo
trafi „Paskuda & Co.” Magdaleny Kozak.
Jak ze wstępu wynika, mamy w
„Paskudzie…” do czynienia z motywem baśniowym – Królewną zamkniętą w wieży, z
której może ją uwolnić jedynie cny Rycerz na białym koniu. Aby jednak nie było
mu zbyt łatwo, wieży strzeże straszliwy smok i posępny Strażnik. Generalnie
więc dni mijają, podobne jeden do drugiego jak dwie krople wody: Królewna ze Strażnikiem,
znudzeni, grają w statki, i tylko smoczyca o wdzięcznym imieniu Paskuda od
czasu do czasu zje jakiegoś Rycerza. A wiadomo, że jak się zostawia młodą pannę
z przystojnym bodyguardem (zaś pozostali kandydaci są przedwcześnie
eliminowani), to wyniknąć z tego może tylko jedno.
„Paskuda & Co.” jest ni to
zbiorem opowiadań, ni to powieścią. Osobiście obstawiałabym raczej tę pierwszą
ewentualność, gdyż każdy rozdział to w zasadzie zamknięta historia. Z drugiej
strony, każda z tych zamkniętych historii jest napisana tak, aby wraz z
pozostałymi spleść się w łańcuszek większej opowieści. Pozostawmy jednak te rozważania
i przejdźmy do kwestii zasadniczej, mianowicie: co z jakością?
I tu zaczynają się problemy.
Przedstawione przez Magdalenę Kozak historyjki mają co najmniej tyle samo wad, ile
zalet. Autorka swoimi mocno sensacyjnymi powieściami przyzwyczaiła czytelników
do tego, że niedoskonałości językowe i prostotę (żeby nie powiedzieć dosadniej)
stylu maskuje wartką akcją, strzelaninami i paradą męskiej przyjaźni. Tutaj język
i styl są owszem, takie same jak wcześniej, tylko strzelanin zabrakło.
Dodatkowo krótka forma zdecydowanie autorce nie służy – historyjki nie są ani
szczególnie zabawne, ani błyskotliwe, ani nawet zaskakujące (jak to się skończy
można z detalami przewidzieć gdzieś tak w połowie książki). Trochę mogą boleć
też przerysowani aż do przesady bohaterowie, który to zabieg Kozak stosuje ze
zmiennym szczęściem – raz wychodzi zabawnie, innym razem wręcz przeciwnie (co
najlepiej podsumowuje fakt, że najsympatyczniejszą i najbardziej wyrazistą
postacią jest przygłupi smok).
„Paskuda…” to jednak książka nie
tak beznadziejna, jak mogłoby się wydawać. Mimo ogólnej przewidywalności,
klimat całej opowieści jest sympatyczny i najbliżej mu chyba do wyżej
wymienionego „Shreka” (chociaż brakuje polotu, błyskotliwości i humoru filmu).
Lekki opar absurdu znakomicie uzupełnia całość. Trójka mieszkańców wieży
również budzi sympatię (poza Królewną – mam
nadzieję, że dziewczę ma lat naście, bo w przeciwnym wypadku jej zachowanie nie mieści się w głowie), zaś ich relacje naszkicowane
żywo i z humorem. No i na koniec – książkę czyta się błyskawicznie.
Szczerze mówiąc, po „Paskudzie…”
spodziewałam się czegoś więcej. Tym czymś najprawdopodobniej była sensacja i
zaskakująca akcja. Trochę szkoda, że nie wyszło. Mimo tego „Paskuda & Co.”
pozostaje bardzo przyjemnym czytadłem. Takim, do którego co prawda się nie
wraca, za to pochłania z przyjemnością i kończy w stanie prawdziwego
odprężenia.
Recenzja dla portalu Insimilion.
Tytuł: Paskuda & Co.
Autor: Magdalena Kozak
Wydawnictwo: Fabryka słów
Rok: 2012
Stron: 300
Autor: Magdalena Kozak
Wydawnictwo: Fabryka słów
Rok: 2012
Stron: 300
