Są takie cykle, które trzymają poziom od początku do końca. Jest to sytuacja o tyleż idealna, co rzadka. I „Pamiętniki Lady Trent” nie są przykładem takiego cyklu. To inny przypadek: taki, który zaczyna się dość rozczarowującą, ale zakończenie ma naprawdę mocne.
Izabela, posiadaczka tytułu Lady Trent, znamienita naukowczyni, a prywatnie dobiegająca czterdziestki, szczęśliwa w drugim małżeństwie matka prawie dorosłego syna, cierpi na pewien niedosyt. Mąż bowiem dokonuje odkryć na niwie lingwistyki (w której się specjalizuje), a ona odcina tylko kupony od dawnych dokonań. Los jednak bywa przewrotny i stawia na jej drodze pewnego Yelangijczyka, który przemierzył pół świata, aby ja poinformować, że znalazł zwłoki nieznanego gatunku smoka. Nie zrobił tego jednak z dobroci serca i miłości do nauki – chce znalezisko zamienić na poparcie polityczne swojej sprawy, o które Izabela, jako posiadaczka szlacheckiego tytułu, może zabiegać… Czegóż jednak nasza badaczka nie zrobi, aby móc szukać nowych gatunków w najwyższych i najbardziej niedostępnych górach świata?