Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prywata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prywata. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 czerwca 2016

Sto lat, sto lat czyli 6 urodziny bloga

Tak naprawdę pierwsza notka tutaj ukazała się 15 czerwca, więc urodziny właściwie dopiero jutro, niemniej, skoro przypomniało mi się na czas, że są, trzeba było łapać okazję. W końcu przez ostatnie kilka lat o nich zapominałam.


Właściwie nie bardzo wiem, o czym powinna być taka notka urodzinowa. Nie będę przecież pisać o tym, jak blog diametralnie zmienił moje życie, otworzył mi oczy i pchnął na drogę samorealizacji, bo nie zmienił, nie otworzył i nie pchnął. Za to stał się takim moim i tylko moim zakątkiem w sieci, który odwiedzają fajni ludzie. Bo czytelników mam bardzo fajnych.:) Pomyślałam więc, że najpierw zrobię krótkie podsumowanie tych sześciu lat, a potem zarzucę Was statystykami.;)

Bloga założyłam na Blogspocie, bo wydawał mi się platformą najprzystępniejszą dla tych, którzy chcieliby pisać, ale kompletnie nie mają pojęcia, co to jest HTML i jak to się robi. Po czym zaczęłam pisać o książkach. Pierwsza notka wyszła bardzo nieporadna, bo po napisaniu trzystu słów przestraszyłam się, że nikt nie będzie chciał czytać aż tak długiego postu i czym prędzej go zakończyłam.;) Kolejne były już lepsze. Wtedy chciałam zostać Poważnym Recenzentem i bardzo starałam się, żeby moje posty prezentowały opinie jak najbardziej obiektywne, a każdy kolejny post był lepszy od poprzedniego. Wydawało mi się, że jeśli będę pisać naprawdę dobre notki, to wydawnictwa do mnie przylecą i same zaczną podtykać swoje książki pod nos, a największe portale literackie zaproszą mnie do współpracy.

Z perspektywy czasu wiem, że najdziwniejsze było to, że rzeczywiście po pół roku zgłosiło się do mnie z własnej woli kilka portali (jeden obecnie nieistniejący). Tłumaczę to sobie faktem, że fantastyka wtedy nie była jeszcze tak bardzo na topie i w blogosferze książkowej mój blogaś był jednym z nielicznych zajmujących się nią. Współpraca z portalami była fajna i wiele mi dała - ktoś w końcu mógł mi na przykład powiedzieć, że składnia użyta w danym zdaniu sprawia, że czytelnik odczytuje przekaz dokładnie odwrotny do zamierzonego. Polecam portale każdemu początkującemu blogerowi z ambicjami. To była era prosperity, kiedy wydawało mi się, że wszystko mogę, a na blogu książkowym może da się nawet coś zarobić.

Na szczęście jakieś trzy lata temu zmądrzałam. Postanowiłam pisać recki bardziej osobiste, bo zaczęła do mnie przemawiać idea, że na blogu czytelnicy szukają człowieka, a nie suchej informacji. Do tej pory do mnie przemawia. Poza tym zaczęłam wyraźnie dostrzegać, że nigdy nie osiągnę poziomu, jaki prezentują ci podziwiani przeze mnie blogerzy, bo najzwyczajniej w świecie daru do pisania nie mam i poza pewną przyzwoitą jakość nigdy nie wyjdę. I tak pozostało do dziś. Piszę takie notki, jakie mi się podoba, a do współpracy z wydawnictwami mam ciągle podejście entuzjastyczne, choć coraz bardziej rozsądne (kiedyś zdarzało mi się i kilkanaście pozycji do recenzji miesięcznie (choć przyznaję, raczej sporadycznie), teraz trzymam się rozsądniejszych liczb). W końcu jeśli ktoś chce mi dać to, co chcę mieć (a więc przeczytać, a więc zrecenzować na blogu, bo każdą książkę recenzuję), to czemu mam nie brać.;) Ale najbardziej i tak cenię sobie swoich czytelników. Bo książki mogłabym sobie kupić, ale ludzi do porozmawiania o nich trudno zdobyć.

Chaotyczny rozdział wspominkowy już za nami, więc teraz obiecane statystyki i kolorowe wykresy (no dobrze, bez wykresów, bo rozmach mojego pierwotnego planu mnie przerósł jednak). Przez 6 lat napisałam 713 notek, które łącznie nazbierały ponad 404500 odsłon. Co jest wynikiem zbyt wysokim, żeby obnosić się z niszowością blogaska, ale zbyt niskim, żeby stanowić jakieś osiągnięcie. ;) 

I to chyba tyle. Jakby czegoś Wam w tej notce brakowało, to dajcie znać w komentarzach, chętnie odpiszę.:) I dzięki, że jesteście. :*

A tu jeszcze położę listę moich ulubionych notek. Nie tych obiektywnie najlepszych czy najpopularniejszych, ale moich ulubionych, całkiem subiektywnie.

1.  Gratka dla entomologa - "Imperium Czerni i Złota" Adrian Tchaikovsky
2. Wcale nie złota - "Żmija" Andrzej Sapkowski 
3. [Moje smoki] Lung Tien Lien - seria "Temeraire" Naomi Novik
4. "Gdzie dawniej śpiewał ptak" Kate Wilhelm
5. Zmyślenia #12: Chłopakom, których kiedyś kochałam i o tym, dlaczego jednych kocham dalej a innych nie
6. Film ostatnio widziałam #2 - "Kung Fu Panda 2"
7. Wznieść się na skrzydłach gromu - "Tancerze burzy" Jay Kristoff
8. Jazda po wertepach - "Time riders: Jeźdźcy w czasie" Alex Scarrow
9. Godny następca Harry'ego P. - "Złodziej pioruna" Rick Riordan 

piątek, 25 marca 2016

Internetowy Dzień Życzliwości czyli #IDŻ bo tak

Dzisiaj miała być notka o czymś innym (konkretnie o "Ślepym stadzie" Brunnera. Nic straconego, będzie we wtorek), ale przeczytałam notkę Zwierza Popkulturowego i nagle poczułam, że muszę wlać w internety trochę życzliwości (to pewnie przez tego Brunnera. Jak się czyta takie rzeczy, to człowiek zaczyna pragnąć kwiatów, tęczy, świnek morskich i różowych kucyponków). W wyniku tego uczucia postanowiłam napisać tę oto laurkę dla ludzi (i instytucji), które robią dobre rzeczy w internetach i czasem w realu. Niech każdy dostanie swoją odrobinę życzliwości.

Fotki świnek idealnie pasują do tematu.
 Różowe wiaderko życzliwości dla Genius Creations
Za to, że robią coś bardzo ważnego dla polskiej fantastyki - sprawiają, że w ogóle ukazują się ksiązki debiutantów. Wiem, że nie robią tego z pobudek czysto altruistycznych, bo wydawnictwo ma na siebie zarabiać, no ale nie umniejsza to zasług. Pewnie, poziom ich ksiązek bywa różny, ale przecież chodzi o to, żeby dawać szansę nowym, a nie zajeżdżać tuzów rodzimej pop-fantastyki. Poza tym przynajmniej kilku ciekawym nazwiskom pomogli zaistnieć i to im się bardzo chwali (a poza tym ksiązki mają tanie. Zwłaszcza, jeśli poczekać na jakąś promocję w MadBooks).

Niebieskie wiaderko życzliwości dla Maga
Bo wydają bardzo ładne książki. Just so. No dobra, wydają też kilka moich ulubionych serii i autorów i tak się złożyło, że akurat w tej chwili tych ulubionych serii wydają najwięcej spośród wszystkich wydawnictw.:)


Kubeczek (z Power Rangers, dowolnie wybranymi) parującej życzliwości dla Misiaela
Za to, że pisze bardzo fajne notki o postaciach ze starych kreskówek, wygrzebuje brudne sekrety siostrzeńców Donalda i przypomina mi tytuły filmów, które chciałam sobie powtórzyć, ale nie wiedziałam, jakie właściwie tytuły mają. A także za robienie tego riserczu, którego mi by się nie chciało robić.

Czarny kubeczek parującej życzliwości dla Kruka
Za to, że pisze wspaniałe notki o fantastyce (głownie starej, ale czekam na coś mniej leciwego) i  za pomysł stworzenia pseudoprzewodnika po starej polskiej fantastyce dla młodego czytelnika (młodszego to znaczy takiego, który w latach osiemdziesiątych dopiero się rodził. Albo i to jeszcze nie). Jakby jeszcze pisał częściej, to dostałby dwa kubeczki.

Hobbici kubeczek parującej życzliwości dla Serenity
Bo to jedna z nielicznych osób, z którą mogę pogadać o książkach nie tylko w sieci. Oraz za łowienie dla mnie autografów.;)


A także po kubeczku życzliwości dla wszystkich moich czytelników i dla wszystkich innych blogerów, nie wymienionych tu z linku, którzy przychodzą tu komentować i którzy piszą o ciekawych tytułach, dzięki czemu nabieram ochoty na ich przeczytanie. Bez Was to miejsce byłoby bardzo smutne i uboższe.:)

PS. Chciałabym też Wam wszystkim życzyć smacznego jajka i Wesołego Alleluja.:)

piątek, 18 grudnia 2015

Najgrubsze książki w mojej biblioteczce

Na blogach nastała moda na chwalenie się najgrubszymi książkami w domowej biblioteczce, ostatnio na przykład Ciacho się chwalił. Pomyślałam więc, że i ja się pochwalę, w końcu każdy pomysł na notkę jest dobry.;)

Do konkursu stanęły ksiązki, które akurat mam w domu (czyli nie są w rozjazdach po świecie) i te, które mam w formie papierowej (dlatego "Droga Królów" na przykład się nie załapała). Szczerze mówiąc, nie mam zbyt dużo grubasów, moje półki opanowały książki średnio grube - takie na 400 do 700 stron. Ale dziesiątkę grubszych udało się zebrać.


Najgrubsze leżą najniżej i od nich zaczniemy.:)

1. "Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley (1350 stron)
Klasyk, więc jak zobaczyłam go w księgarni po dwie dyszki sztuka, to od razu wzięłam. Oczywiście nie znaczy to, że go przeczytałam, a ponieważ nie przeczytałam, zamiast zajmować poczesne miejsce na regale, kisi się gdzieś z tyłu półki z nieprzeczytanymi. Niemniej, lubię to wydanie - okładkę ma paskudną, ale grzbiet prezentuje się odpowiednio.

2. "Fionavarski Gobelin" Guy Gavriel Kuy (1308 stron)
Tę książkę dla odmiany czytałam.  Gdybym czytała ją teraz, nie wiem, czy oceniłabym ją tak samo, ale kilka rzeczy bardzo mi się w niej podobało (smok na przykład. Nawet na okładce jest) i ogólnie jest to lektura, którą czyta się bardzo miło, choć nie zaskakuje.

3. "Wyprawa skrytobójcy" Robin Hoob (995 stron)
Mam całą tą trylogię, ale oczywiście Hoob jeszcze nie czytałam, czego się trochę wstydzę i chcę nadrobić. Może w przyszłym roku.

4. "Mroczne Materie" Philip Pullman (960 stron)
To wydanie jest paskudne. Ale innego omnibusa w Polsce nie wydano, a mi bardzo zależało na posiadaniu całej trylogii, bo bardzo mi się podobała. Pewnie jakby się pojawiło ładniejsze, to bym wimieniła, ale cóż.

5. "Ziemiomorze" Ursula K. Le Guin (944 strony)
Na takie wydanie czekałam całe lata, więc nic dziwnego, że jak tylko się pojawiło, zaraz się w nie zaopatrzyłam. Oczywiście przeczytałam to jeszcze w czasach przedblogowych (dobra, ostatni już w blogowych), ale jak najdzie mnie ochota na relekturę, to z pewnością zdam z niej raport.

6. "Sześć światów Hain" Ursula K. Le Guin (944 strony)
Sytuacja analogiczna do "Ziemiomorza", tyle że z sześciu światów Hain jak dotąd znam tylko trzy (raz, dwa, trzy). Ale resztę również mam zamiar poznać.

7. "Pod kopułą" Stephen King (928 stron)
Książka zakupiona pod wpływem chwili i zachwytu niewiele wcześniej czytanym "Bastionem". Nie czytałam i właściwie nie wiem, co teraz mam z nią począć. Pewnie kiedyś przeczytam...

8. "Imajica" Clive Barker (928 stron)
Książka z najbardziej przeze mnie nie czytanej serii. Więc też nieczytana.;)

9. "Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk (912 stron)
Tak książka mnie onieśmiela. Ale w końcu się z nią zmierzę.

10. "Wszystkie lektury nadobowiązkowe" Wisława Szymborska (848 stron)
Świeżynka urodzinowa, jeszcze nie prezentowana na żadnym stosiku. Chciałam się przekonać, jak ludzie pióra piszą o ksiązkach, ale na to mam jeszcze dużo czasu.

A na koniec jeszcze mały dodatek, czyli pięć najgrubszych książek w kolekcji Lubego.:)


piątek, 11 grudnia 2015

Kochany Święty Mikołaju, czyli co Moreni chciałaby znaleźć pod choinką

Zauważyłam, że to bardzo popularny ostatnio temat notek, więc czemu by nie napisać własnej. Oczywiście powszechnie wiadomo, że Moreni byłaby najszczęśliwsza, gdyby mogła znaleźć po choinką smocze jajo, ale póki co to niewykonalne, więc będzie musiała zadowolić się książkami (no dobrze, jest jeszcze parę rzeczy, które chciałabym dostać, ale to blog o książkach, więc skupmy się na książkach). A nuż jakiś Mikołaj przeczyta i się zastosuje.

1. "Okup Krwi" Marcin Jamiołkowski
Książkę już czytałam, a nawet mam całkiem zgrabnego ebooka, ale wiecie - to jest pozycja z opcja na złowienie autografu. A trudno zdobyć autograf na ebooku. Poza tym jest to mimo wszystko najlepsze polskie urban fantasy, jakie zdarzyło mi się czytać, więc chyba wypadałoby mieć całość na półce.

2. "Wodny nóż" Paolo Bacigalupi
Co Uczta Wyobraźni, to Uczta Wyobraźni. A że poprzedniej książki tego autora w wydaniu z tej serii nie zdążyłam kupić, teraz nie mam zamiaru popełniać tego samego błędu. Co oznacza, że i tak ją kupię, najprawdopodobniej w styczniu, razem z kolejną książką z serii. Ale wiecie, jakby jakiś Mikołaj zechciał zadziałać, zawsze byłaby jedna książka mniej do kupienia za miesiąc.;)

3. "Upadek Hyperiona" Dan Simmons
Mam "Hyperiona" w wersji artefaktowej. Jeszcze go nie czytałam, więc nie wiem, czy mi się spodoba. Co za tym idzie, nie wiem, czy będę miała ochotę na kontynuację. Ale i tak chce mieć tę książkę - to przecież Artefakty, a obiecałam sobie zdobyć wszystko z tej serii. Poza tym nie znalazłam nigdzie negatywnej opinii na temat tej powieści, więc chyba będzie dobrze.

4. "Rada mniejszości" Kate Griffin
Ostatni tom serii, z której mam wszystkie poprzednie, ale nie czytałam żadnego. Niemniej, mam zamiar stać się szczęśliwą posiadaczką "Rady mniejszości". Bo wiecie, jeszcze cykl mi sie spodoba i zostanę tak bez ostatniego tomu, z własnej winy, zwłaszcza, że wydawca odgrażał się, że nakład nie będzie duży. To byłoby straszne...

5. "Łotrzyki" - antologia
To bym bardzo chciała przeczytać. W przeciwieństwie do "Niebezpiecznych kobiet" zbiór zdaje się nie składać przede wszystkim z tekstów należących do cykli, więc prawdopodobieństwo, że trafię na coś, czego nie zrozumiem, jest relatywnie niskie. A do łotrzyków zawsze miałam słabość. Poza tym to spore tomisko pięknie prezentowałoby sie na półce. No i na okładce jest smok.

6. "Harry Potter i Insygnia Śmierci" J. K. Rowling
To jedyny tom, którego mi brakuje do kolekcji. Bez niego nie mogę zacząć relektury cyklu, bo obiecałam sobie, że zrobię ją dopiero, jak uzbieram wszystkie. A bardzo chciałabym sprawdzić, jak odbiorę tę lekturę po latach. No i  jak ostatecznie wypada książka w porównaniu z serią filmów

7. Jakaś fajna kolorowanka z plus-minus realistycznymi zwierzakami
Bo czemu nie - zawsze lubiłam rysować zwierzęta (jak byłam dzieckiem postanowiłam narysować każdy gatunek kręgowca, jaki istnieje. Oczywicie nie udało się, ale niektóre z tych rysunków mam do dziś;)), a takie na przykład ptaki są stworzone do kolorowania. Poza tym te wszystkie abstrakcyjne mandale i inne wymysły raczej mnie irytują niż bawią.

Tak więc gdyby w pobliżu kręcił się jakiś Mikołaj, to niech się nie krępuje inspirować powyższą listą.:)

wtorek, 8 grudnia 2015

Rok z Kundlem, czyli przemyślenia okołoebookowe

Dzisiaj mija równo rok od momentu, kiedy dostałam swojego Kindla 7 (dalej zwanego pieszczotliwie Kundlem). Z tej okazji chciałabym was uraczyć notką podsumowująca rok posiadania czytnika. Bo co prawda nie jest tak, że zamierzam kompletnie porzucić papier, ale parę rzeczy się zmieniło (lub ułatwiło).

Może zacznę od pewnej deklaracji – nigdy nie byłam wrogo nastawiona wobec ebooków. Zawsze uważałam, że to ciekawe rozwiązanie, ale kompletnie nie do czytania na zwykłym, ciekłokrystalicznym ekranie (wypalało mi oczy). Z drugiej strony, jakoś zawsze znajdowałam lepsze zastosowanie dla tych kilku stówek, które musiałabym wydać na czytnik (dla tych, którzy twierdzą, że to jednorazowy wydatek o wartości dziesięciu książek, mam tylko jedno zdanie: ebooki też trzeba kupować. A ja jednak jakoś zawsze wolałam kupić sobie te dziesięć książek;)). Więc kiedy ktoś wydał je za mnie i na urodziny dostałam Kundla, to bardzo się cieszyłam.

I nie, nie mam zamiaru całkowicie rezygnować z książek papierowych. Uwielbiam piękne przedmioty i takie przecudnej urody cegły jak choćby nowe omnibusy Le Guin od Prószyńskiego znalazłyby się na mojej półce nawet, gdybym miała ich elektroniczne wydania w pięciu językach. Podobnie z Wegnerem, choć on akurat moim zdaniem jest przeciętnie ładny (za to nieprzeciętnie solidny) i kilkoma innymi autorami, do których przyciąga mnie nie uroda wydań, ale perspektywa zdobycia autografu. Ale…


…ale coraz częściej podczas lektury opasłego tomiska nawiedza mnie myśl, że o ileż wygodniej czytałoby mi się na Kundlu. Nie tylko wygodniej, ale i szybciej, bo mogłabym sobie ustawić wygodnie dużą czcionkę, zamiast wpatrywać się z wysiłkiem w drobny maczek na wielkiej stronie. Coraz częściej zastanawiam się nad posiadaniem w domu multiformatu – papieru do ozdoby, jako swoistego trofeum i żelaznej kopii zapasowej, których żadne wygaśnięcie licencji ani awaria sprzętu mi nie zabierze, a pliku jako wersji użytkowej, do czytania zawsze i wszędzie. Nawet w warunkach, w których obawiałabym się uszkodzenia mojej pięknej książki.

I wiecie co? Wcale mnie ta myśl nie przeraża. Dobrze mi z nią i coraz bardziej skłaniam się ku marzeniu, że będę kiedyś miała wszystkie ważne dla mnie książki w multiformacie, a te nieważne tylko w plikach. I dobrze mi z tym, choć prawdopodobnie nieszczególnie wpłynęłoby to na zwiększenie wolnej przestrzeni w mieszkaniu.


Kundel jest super, bo pozwala czytać szybko i wygodnie. Pozwala całą swoją biblioteczkę zabrać wszędzie, gdzie choć raz na dwa tygodnie będziemy mieli możliwość podłączenia się do prądu (albo i raz na miesiąc, to zależy od tego, jak szybko czytacie i jak duża czcionka jest dla was komfortowa – większa czcionka = mniej tekstu na stronie = więcej przewracania stron = szybsze zużycie baterii). Bo nawet w zagraconej torebce się nie uszkodzi, o ile wsadzi się go w najlichsze etui (torebki też nie uszkodzi, co opasłe tomiszcze może zrobić). Bo się go fajnie trzyma i w ogóle to bardzo sympatyczny zwierz.

Papier jest super, bo jest piękny. Idealnie nadaje się do kolekcjonowania i można na nim zdobyć osobistą dedykację od ulubionego autora albo kogoś nam bliskiego. Można do nich nabrać osobistego stosunku, w przeciwieństwie do plików. Pięknie się sprawdzają w wystroju wnętrz. A poza tym czytając książkę, wygląda się o wiele inteligentniej.

A co Wy macie do powiedzenia o czytnikach?

piątek, 26 czerwca 2015

O tym, jak zaświniłam mieszkanie

Doszłam do tego momentu w swoim życiu, że zaczęło mi ogromnie brakować w domu futra. Bo w domu rodzinnym jakieś futro zawsze było - często raczej podwórkowe czy łańcuchowe, ale wystarczyło otworzyć drzwi i zawołać "kici, kici", żeby mieć kogo pogłaskać. Chciałam mieć kogo pogłaskać i "na swoim", a od niedawna warunki mi na to pozwalają. Poza tym Luby już dawno obiecał mi dowolnie wybrane zwierzę - miał to być jego wkład w budowanie naszego wspólnego domu.:) Zaczęły się poszukiwania.

Na początku myślałam oczywiście o kocie, bo u rodziców najwięcej było kotów i były od zawsze. Ale po zastanowieniu doszłam do wniosku, że chyba jednak na kota nie jestem gotowa. Nie mam do zwierzęcia na tyle zaufania, żeby puścić je luzem po mieszkaniu pod moją nieobecność. Poza tym, jak niektórzy może zauważyli, czasem zajmuję się handmadem i mam mnóstwo specyfików do niego w biurku, często w szklanych butelkach. A moje biurko ma otwarte półki, nie szafki, więc zwierze tak aktywne jak kot mogłoby łatwo taką butelkę ściągnąć pod moją nieobecność... Tak więc na razie kot odpada.

Pozostało mi przejrzeć zwierzęta "klatkowe". Na początku faworytem był szczur, ale jednasz szczur i książki to nie jest najlepsze połączenie (poza tym to niestety chorowite stworzenia). Po porównaniu "szkudności", interaktywności i wymagań obu stron (tzn. mnie i kolejnych gatunków) doszłam do wniosku, że najlepszym towarzyszem Moreni będą świnki morskie. I tak dziewiętnastego czerwca pojawiły się u nas Momo i Appa, dwie panny rasy rex.

Ta czerwona (ciemniejsza) to Appa, ta szafranowa (jaśniejsza) to Momo.
W sumie planowałam swojego zwierzaka nazwać Zergling, bo niewiele jest zwierząt, do których to imię nie pasuje. Niestety, jednymi z nich są właśnie świnki morskie, a poza tym, co z drugim zwierzakiem (świnki, tak samo jak szczury, to zwierzęta stadne i barbarzyństwem byłoby trzymanie w domu tylko jednego)? Wybrałam więc imiona pary bohaterów jednego z moich ulubionych seriali animowanych. Co prawda z charakterami nie trafiłam, bo Momo jest bardziej zrównoważona i odważniejsza, a Appa to mała panikara, ale chyba im to nie przeszkadza.:)

Jedzenie sensem życia.
Jak na razie panienki bardzo niechętnie pozwalają (to akurat eufemizm, prawdaż) się głaskać, czy brać na ręce, ale z każdym dniem jest coraz lepiej (w krytycznej sytuacji zawsze można przekupić je ogórkiem). Jedzą, rosną i popcorningują sobie (niestety, jak na razie tego nie udało mi się nagrać, bo świniory wstydzą się aparatu. Ale jeśli mi się uda, nie omieszkam was popcorningującymi prosiakami poszczuć, bo widok jest przepocieszny). Cóż, pozostaje wam się przygotować na znacznie częstsze pojawianie się świnek na blogu i fanpejdżu - zwłaszcza na fanpejdżu. Będziecie musieli jakoś z tym żyć.

Na koniec dodam jeszcze, że ja swoje świnki kupiłam (co prawda w dobrym i sprawdzonym miejscu, ale jednak kupiłam), ale jeśli też zastanawiacie się nad takim zwierzakiem, może warto rozważyć adopcję. Na stronie Stowarzyszenia Pomocy Świnkom Morskim możecie znaleźć wiele świnek, które czekają na nowy dom - świnek zdrowych, oswojonych i bez "wkładki" w przypadku samiczek. Może któraś czeka niedaleko was na nowy dom.

I jeszcze filmik z Momo. Bo mogę.


sobota, 11 kwietnia 2015

100 pytań do blogera (po raz kolejny)

Jakieś półtora roku temu w blogosferze była modna zabawa w sto pytań do - też wzięłam w niej udział. Potem modny stał się Ask i nie trzeba już było specjalnych notek, żeby czytelnicy mogli zadać szczere pytania, a blogerzy podbudować swoje ego. Oczywiście też miałam Aska. No właśnie, miałam, bo kilka dni temu postanowiłam go zamknąć. Zwierzem popkulturalnym nie jestem, więc na profilu nic się nie działo, a ja nie lubię mnożyć bytów i rozsiewać nieużywanych kont po internetach.

Dlatego ogłaszam wszem i wobec, że macie oto ostatnią okazję zadać Moreni pytanie!:) (a przynajmniej jedyną i niepowtarzalną okazję zadania pytania w specjalnie do tego przeznaczonym miejscu)

Zabawa, tak jak poprzednio, potrwa miesiąc albo do uzyskania magicznej liczby 100 pytań (nie, żebym spodziewała się ją osiągnąć), na które zdecyduję się odpowiedzieć (pominę pytania wulgarne lub takie, które uznam za zbyt osobiste, ale nie spodziewam się ich otrzymać;)). Wtedy pojawi się notka z odpowiedziami. Oczywiście pytania mogą dotyczyć dowolnej tematyki i można ich zadawać dowolną ilość.

Gdzie można zadawać pytania? Ano tutaj, w komentarzach pod notką. Albo na fanpejdżu bloga na Fejsie - przypnę go później do strony.

Pozostaje więc życzyć miłej zabawy.:)

sobota, 14 marca 2015

To była przyjemność, panie Pratchett

Chyba nie jestem szczególnie dobrym blogerem. Znaczy, powinnam się rzucać na newsy i komentować na bieżąco. Na przykład taką śmierć autora. A ja nie potrafię – muszę rzecz przemyśleć, coś tam sobie ułożyć w głowie, żeby mieć jaką taką pewność, że napiszę mniej więcej to, co chciałam napisać. Więc kiedy ta notka się ukaże, pewnie będzie jednym z ostatnich, jeśli nie ostatnim, komentarzem. Ale pewne wydarzenia muszę przemyśleć, a właściwie przemyśleć, co mam na ich temat do powiedzenia. Zwłaszcza, gdy umiera ktoś, kto okazuje się zaskakująco bliski, choć nawet go o to nie podejrzewaliśmy. 

JAK SIĘ NAZYWA TO UCZUCIE W GŁOWIE, UCZUCIE TĘSKNEGO ŻALU, ŻE RZECZY SĄ TAKIE, JAKIE NAJWYRAŹNIEJ SĄ?
- Chyba smutek, panie. A teraz... 
JESTEM ZASMUTKOWANY 
(Mort)

Rzadko w ogóle rusza mnie śmierć osoby sławnej. Jestem raczej z tych, którzy smutno westchną: „Cóż, szkoda” i pójdą dalej. Zazwyczaj nie przywiązuję się do osób których nie znam, a jeśli chodzi o autorów, to znacznie bardziej mnie boli śmierć stworzonych przez nich postaci. Ale kiedy dowiedziałam się, że sir Terry nie żyje, zrobiło mi się bardzo, bardzo smutno. Tak jakby umarł ktoś z moich dobrych znajomych. To dziwne, ale tego autora traktowałam nie jako człowieka, który pisze uwielbiane przeze mnie książki, ale jak ojca moich najlepszych przyjaciół. Bo sporo postaci stworzonych przez Pratchetta mogę do tego grona zaliczyć. 

Nie powiem, że na książkach Pratchetta się wychowałam, bo poznałam go dość późno (nie uraczę was opowieścią, jak to małoletnia ja odkrywała fantastykę na zakurzonych, bibliotecznych regałach, a Świat Dysku był jej przewodnikiem) ale mam wrażenie, jakby w moim życiu był obecny od zawsze. To taka naturalna przeciwwaga dla Tolkiena: czytasz Profesora i wiesz, że fantasy to niekoniecznie opowieści o groźnych smokach i biuściastych księżniczkach ratowanych przez muskularnych barbarzyńców, że może to być pełna rozmachu opowieść o honorze, braterstwie i walce w słusznej sprawie. I kiedy kolejny autorzy do znudzenia cię w tym utwierdzają (dorzucając tylko tu i ówdzie trochę naturalistycznych flaków), sięgasz po Pratchetta. I nagle okazuje się, że można inaczej, z humorem i satyrycznym komentarzem odnośnie rzeczywistości, ale ciągle z fascynującą przygodą i świetnymi bohaterami. Nagle też okazuje się, że połowa zabawnych tekstów kolegów z fandomu to cytaty. W fandomie wstyd nie znać Pratchetta. I chyba nie ma nikogo, kto by nie znał. 

Należę do tych szczęśliwców (?), którzy jeszcze spory kawałek Świata Dysku mają przed sobą (bo jakkolwiek uwielbiam, muszę sobie dawkować), więc z przyjaciółmi spotkam się wiele razy, a może nawet poznam nowych. Ale w końcu dojdę do momentu, kiedy następnego spotkanie nie będzie. I nie będzie oczekiwania na nie, tak jak dotąd. Nikt już nie będzie się zastanawiał, o czym też Pratchett napisze kolejną książkę. Jakiś rozdział się skończył, kolejny stały element mojego czytelniczego życia okazał się bardziej kruchy, niż bym sobie tego życzyła. Podobno pisanie Świata Dysku ma przejąć po sir Terrym córka, ale to już nie będzie to samo. Nie zrozumcie mnie źle, być może talentem literackim i zrozumieniem świata tworzonego nawet dorównuje ojcu, ale nie będzie przecież nim…

Przykro mi panie Terry, że musiał pan odejść. Wielka to strata dla fandomu i dla mnie osobiście, bo nie dość, że bezpowrotnie straciłam możliwość uzyskania pańskiego autografu (nie żeby kiedykolwiek jakaś realna była, ale zawsze mogłam mieć nadzieję), to już nie opowie mi pan nowych historii. Nikomu już ich pan nie opowie. Chyba że Śmierci, on zawsze umiał być cierpliwym słuchaczem. I choć poczucie humoru ma specyficzne, mam nadzieję, że będzie się dobrze bawił przy pańskich historiach. 

– Ale zaraz, ty jesteś Śmierć! Tak?
– TAK, ISTOTNIE.
– Jestem twoim fanem! Zawsze chciałem cię poznać, wiesz?
(Złodziej czasu)

środa, 11 lutego 2015

Moje zakładki

Już od dawna nosiłam się z zamiarem pokazania mojej skromnej kolekcji zakładek. Nigdy nie zbierałam ich intencjonalnie, ale mam naturę chomika - kiedy coś do mnie trafia, chomikuję to. Dlatego pieczołowicie odkładałam wszelkie zakładki reklamowe, chowam to, co czasem dodają do książek i tak dalej. Trochę też oszukuję - uwielbiam malować albo wyklejać zakładki (kiedyś próbowałam je rysować, ale domowe metody laminowania nieszczególnie się sprawdzały. Kiedyś pewnie do tego wrócę, jak wreszcie zbiorę się na wizytę u introligatora i zadanie kilku pytań), więc sama uzupełniam swoją kolekcję.

Ale przechodząc do rzeczy, oto pierwsza część kolekcji:

To większość moich zakładek magnetycznych - czyli najbardziej użytkowa część zbiorów. Uwielbiam zakładki magnetyczne - jeszcze żadnej nie udało mi się zgubić ani do cna zniszczyć. Większość z tego, co widać na zdjęciu, zwyczajnie kupiłam, wyjątki od tej reguły są dwa. Pierwszy to czarny po lewej - był dołączony do trylogii Nixa. Drógi to różowa zakładeczka z DKK z czasów, kiedy jeszcze się w nim udzielałam.

A tutaj zakładki tekturowe, oczywiście z uroczymi zwierzątkami. Pięć od lewej kupiłam kiedyś w supermarkecie, bo czemu nie. Trzy po prawej to prezenty od Lubego - każda z dedykacją.:)

Kiedyś portal Nakanapie.pl miał taką promocję z zakładkami - na odwrocie każdej był kod rabatowy na ebooki. Zakładki tworzyły kolekcję czterech wzorów. Mam je wszystkie. I strasznie, ale to strasznie mi się podobają, piękne te wzorki.

To z kolei kolekcja z czasów jeszcze zamierzchlejszych, czyli tych, w których istniał jeszcze wysyłkowy Klub Książki Świata Książki. Zakładki dodawano do zamówień, które spełniały jakieś tam, już dawno zapomniane, kryteria. Tak się złożyło, że mam wszystkie zakładki z serii.:) Są wydrukowane na takim fajnym, fakturowym papierze.

A to z kolei promocyjne zakładki mojego wydziału. Wszystkie, jakie wypuścili w czasie moich studiów.

Miszmasz reklamowy, czyli najlepszy dowód na to, że jeśli nie chcecie, aby Moreni wyrzuciła waszą ulotkę zaraz po dostaniu jej w swoje łapki, zróbcie ją w formie zakładki do książek. Więc mam tu dwie "sowie" zakładki Selkara (świetny pomysł na serię swoją drogą, te sówki niesamowicie mi się podobają, aż żałuję, że nie mam ich więcej), reklamówkę Lubimyczytać.pl, reklamówkę olsztyńskiego planetarium (ta niebieska), reklamówkę Tajemnicy Poliszynela - uroczej księgarnio-kawiarni, która już niestety nie istnieje (ta z czerwonym kubkiem) i oczywiście zakładka z DKK.

A tu zakładki-reklamówki książek. Moją ulubioną jest oczywiście ta reklamująca "Dziewiątego maga" - choć książkę przeczytałabym chyba tylko w ramach czytania kiepskiej literatury, to nowe wydanie dostało przepiękne okładki ze smokami. Te grafiki bym sobie chętnie na ścianie powiesiła. (Ciekawostka - z reklamowanych na zakładkach książek czytałam tylko jedną;)).

Te dwie nie pasowały mi do żadnej innej kategorii. Czerwoną mam jeszcze z podstawówki, na drugiej stronie ma dziesięć przykazań. Tą z kwiatkami kuzynka przywiozła mi z wycieczki nad Morze Śródziemne - po drugiej stronie są trzy ujęcia Jerozolimy.

Czas na rzeczy ciekawsze, czyli rękodzieło. To powyżej jest akurat zdobyczne. Skórzaną z wilczymi łapami kupiłam sobie na zeszłorocznym Coperniconie. Trzy pozostałe to wygrane w blogowych konkursach.

Oszukańcza część kolekcji, czyli moje samoróby.:) Dokładniej można je sobie obejrzeć na moim drugim blogu (który częściej nie żyje niż żyje, ale służy mi głównie jako galeria). Trochę dekupażu materiałami gotowymi, trochę dekupażu materiałem własnym i trochę malowania.

To już oszustwo totalne, bo te zakładki zrobiłam dla Lubego (tzn. tej z Kotem Simona akurat nie, ale ją chciał). Ma jeszcze trzecią, z rysowanym ołówkiem aniołem, ale akurat nie było jej pod ręką. Też można je dokładniej obejrzeć na drugim blogu.

I tak o, na razie tyle. W chwili, kiedy ukaże się ten post, liczba samoróbek wzrośnie zapewne o jeden, ale to też prędzej czy później zobaczycie na drugim blogu. Poszerzania kolekcji o inne trofea narazie nie planuję, ale kto wie.:)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Unboxing urodzinowy:)

Jak wskazuje już sam tytuł posta, dziś coś, czego jeszcze na tym blogu nie było, czyli pierwszy unboxing. Ale okazja też jest wyjątkowa, powiedziałabym, że wręcz na miarę rewolucji (a przynajmniej tak przewiduję; jak bardzo rewolucyjna będzie ta rewolucja, okaże się w praniu). Otóż dziś są moje urodziny, a w związku z tym mój Luby (który jest najlepszym facetem na świecie i *tu wstaw dowolną liczbę dowolnie wybranych superlatyw i peanów pochwalnych*, i w ogóle) sprezentował mi coś, o czym od dawna marzyłam. A jest to nowiutki i pachnący świeżością Kindle Touch 2014! *tutaj wiele spontanicznych wyrazów radości, skakanie, klaskanie uszami i takie tam*


 Tak to wyglądało przed rozpakowaniem. Luby mieszka 300 km ode mnie, więc w doręczeniu prezentu pomagała Poczta Polska, które paczkę przyniosła mi pod same drzwi w godzinach rozsądnie wieczornych.

Pudełko po otwarciu. Na wierzchu kartka z życzeniami, pod spodem morze folii bombelkowej. Też integralnej części prezentu.;)

A to główna część prezentu, pozbawiona pudła, folii i nieistotnych dla tej prezentacji elementów słodkich.;) Kindle w pudełku i eleganckie etui.:) Pudełko jest bez folii, bo Luby wcześniej zarejestrował dla mnie sprzęcik.

Po wysunięciu z kolorowej koperty ukazuje się takie oto pudełeczko. A w środku...

...Kindelek twarzą do ziemi.;)

Tak wygląda wyłączony, odwrócony "twarzą do klienta". W pudełku została namiastka instrukcji (rozbudowana wersja w języku angielskim - lub jak sądzę w innym, jeśli wybrało się inny język menu - jest wgrana na urządzenie. Świetny pomysł, swoją drogą) i karta gwarancyjna. I kabel.

A oto cała zawartość pudełka. Kindelek już włączony (aczkolwiek jest to ekran już po dokonaniu rejestracji urządzenia).

Kindelek ubrany, czyli w swoim wypasionym etui.:)

A tak wygląda trzymany w łapie.

Na teraz to już wszystko. Idę się teraz zapaść w moim wielkim, zielonym fotelu ze styropianowych kulek i korzystać. Jak już trochę pokorzystam i obeznam się z tymi wszystkimi bajerami jak pisanie notatek czy zaznaczanie fragmentów, to obiecuję spisać wrażenia.:)

środa, 6 sierpnia 2014

Nie piszę recenzji, bo robię zakładki

Tytuł mówi wszystko - wczoraj miałam skończyć tekst o "Krwi tyranów", żeby was nim dziś uraczyć, ale robienie zakładek skutecznie mi to uniemożliwiło. Toteż zamiast recenzji będzie dziś autopromocja - zapraszam do oglądania smerfnych zakładek na moim drugim blogu:

Kliku klik.

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Bo w ferworze świątecznych przygotowań spokój też będzie Wam potrzebny...:)


A teraz pozwólcie, że udam się grzebać we flakach. Parujących.;)
Wesołych i smacznych raz jeszcze!:)

piątek, 4 października 2013

Moreni odpowiada czyli 100 pytań do blogera

Jak zapewne pamiętacie (albo i nie) miesiąc temu rozpoczęłam zabawę blogową - Wy zadawaliście pytania, a ja miałam na nie odpowiedzieć. Tytułowych stu pytań nie udało się co prawda zebrać, ale nawet jedną trzecią tego (czyli tyle pytań, ile akurat zadaliście) uważam za ogromny sukces. Nie przedłużając więc, biorę się za odpowiadanie.


1. Twój ulubiony napój w trakcie lektury?
Herbata, najlepiej biała jaśminowa, ale nie jestem wybredna (tylko proszę, nie zielona).

2. Czy używasz zakładek co o nich myślisz? 
Używam i nie mogłabym bez nich żyć. Mam sporą kolekcję przeróżnych (może kiedyś się nią pochwalę), ale najbardziej lubię te magnetyczne, bo trudniej je zgubić.

3. Z jakim, nieżyjącym już, pisarzem spotkałabyś się najchętniej?
To jest dość trudne pytanie, bo większość moich ulubionych pisarzy jednak jeszcze żyje.;) Ale jeśli już mam wybrać kogoś martwego, to byłby to profesor Tolkien. Wydawał się być rozsądnym, miłym i niezwykle inteligentnym człowiekiem, a jego Śródziemie kryje tyle niewiadomych, że na pewno byłoby o co pytać.

4. Czy masz jakiś ulubiony zespół/wokalistę/wokalistkę?
Szczerze mówiąc, nie. Przywiązuję się raczej do konkretnych utworów lub całych gatunków, tak pośrednie rozwiązanie jak wokalista czy zespół to nie dla mnie.;)

5. Jaka była pierwsza książka, którą wspominasz?
Pierwsza książka, którą wspominam to była mała, dziecięca książeczka z tekturowymi kartkami. Opowiadała historię o piesku, któremu śniło się, że rybki ukradły mu kość.;) Niektóre ilustracje pamiętam do dziś ze szczegółami.

6. Jak i kiedy zdałaś sobie sprawę, że Twoje zdolności plastyczne są wyjątkowe i zdecydowanie wyrastają ponad przeciętność?
Właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiałam - jestem perfekcjonistką i jeśli moja praca nie zadowala mnie, automatycznie uznaję, że jest poniżej przeciętnej. Chyba fakt, że inni nie potrafią rysować tak jak ja dotarł do mnie gdzieś na początku gimnazjum. Zbiegło się to z początkiem "świadomego" rysowania, bo właśnie wtedy zaczęłam z rozmysłem pracować nad warsztatem.

7. Do jakiego zwierzęcia jesteś duchowo najbardziej podobna?
Do kota.:)

8. Szpilki czy trampki?
Trampki oczywiście. A najlepiej glany.;)

9. Co w sobie najbardziej lubisz?
Chyba umiejętność rysowania (wiecznie niewystarczającą oczywiście).

10. Lubisz czekoladę?
Oczywiście. Jak można nie lubić czekolady?

11. Jaki masz kolor oczu?
Zielony.

12. Pies czy kot?
Kot.

13. Ulubiony serial? 
Nie mam. Ja generalnie nieserialowa jestem, rzadko mnie ta formuła przykuwa do odbiornika.

14. Gdybyś napisała książkę to o czym ona by była?
O smokach.;) Ale na szczęście ani nigdy nie miałam ambicji pisarskich, ani pisać nie umiem, więc świat nigdy nie ujrzy mojego wiekopomnego dzieła.

15. Gdybyś mogla przeprowadzić wywiad z jedną ze sławnych osób (kultura, literatura, sztuka polityka) kto by to był?
Naomi Novik. Mam do niej tyle pytań o smoki, ze prawdopodobnie dla nikogo oprócz mnie ten wywiad nie byłby interesujący.;)

16. Czy mogłabyś/mógłbyś narysować głównych bohaterów z książki Atramentowy Świat?
Smolipalucha już rysowałam, jest tutaj (choć przyznam, że wybitny rysunek to nie jest, ale ja tak mówię o wszystkich swoich starszych pracach). A co do reszty...Cóż, planuję jeszcze w tym roku wznowić akcję "Jak to widzę?" (kopnijcie mnie w tyłek, żebym wreszcie zrobiła dla niej nowe logo) - wtedy będzie można zgłaszać nowych bohaterów.

17. Czego nie lubisz najbardziej w książkach?
Kiedy są nudne i przegadane. I kiedy autor tak dalece nie ma pomysłu na postać kobiecą, że pozostaje mu tylko kobieta z anatomią.


18. Co sprawia Ci kłopoty w codziennym życiu?
Wstawanie przed dziewiątą.


19. Czy gdybyś miała wybór, urodziłabyś się w środku wojny - bogata czy w pokoju, lecz biedna, nie mająca co jeść, pić i gdzie mieszkać?
Chyba w czasie pokoju, byle w jakiejś ciepłej (i w miarę wilgotnej) strefie klimatycznej. Jak klimat łagodny, to i o wode nietrudno, a i jakieś jedzenie się kiedyś znajdzie.;)

20. Którego z polskich pisarzy cenisz najbardziej i za co?
Chyba Wegnera, za całokształt - nie dość, że świetnie pisze, to nie grozi mi rozbicie się o jego osobiste poglądy czy paskudny charakter.

21. Dlaczego lubisz mężczyzn o aparycji nordyckiego drwala? 
Jak wiadomo, nordycki drwal jest wysokim, dobrze zbudowanym blondynem.W przeciwieństwie do kobiet, którym jasne włosy zazwyczaj służą, przystojnego blondyna trudno znaleźć, więc jak się już znajdzie, to należy podziwiać. A do dużych facetów zawsze miałam słabość.;)

22. Elfy czy krasnoludy?
A to zależy do czego. Do nauki i sztuki raczej elfy, bo ze mnie to byłby taki inżynier, jak z koziej rzyci waltornia, a i na jubilera się nie nadaję. Ale do towarzystwa raczej krasnoludy, zawsze to lepiej, jak ma kto nachałowi w karczmie przywalić.;)

23. Film, który musisz koniecznie zobaczyć to...?
Trochę tego jest. Ale na razie pierwsze miejsce absolutnie okopuje "Pacific Rim", bo to ładne i dużo fajerwerków.

24. Czego zabrakło ci na Coperniconie?
A czegoś powinno? Nie wiem, nie znam się, nawet nie mam z czym porównać. Chyba obycia najbardziej.;)

25. Jeśli miałabyś przefarbować włosy na jakiś kolor, jaki kolor wybrałabyś?
Rudy.

26. Czy jest jakaś książka, o której słyszałaś wiele i wiesz, że końmi cię do niej nie przyciągną? 
Zważywszy na moje masochistyczne zapędy wolałabym niczego nie deklarować, ale jeśli istnieje taka książka, to jest nią "Gra o Ferrin" Katarzyny Michalak.

27. Dowiadujesz się, że twoja sąsiadka została zamordowana i zaczynasz prowadzić własne śledztwo w tej sprawie. Możesz poprosić o pomoc pięć bohaterów/ek literackich, kogo (i dlaczego) wybierzesz?
1. Sherlock Holmes - oczywisty numer jeden, bo przydałby się ktoś, kto ze zbrodniami ma doświadczenie, a ja kryminałów zasadniczo nie czytam, więc nie bardzo wiem, kogo jeszcze mogłabym wybrać. Zresztą, ci współcześni detektywi to bez laboratorium kryminalistycznego ani rusz, a skąd ja im takie wytrzasnę?
2. Sierżant Angua - bo jeśli ktoś ma wyniuchać przestępcę, to tylko ona. No i w przeciwieństwie do czworonogów w służbie policji, sama zda raport z tego, co wyniuchała.;)
3. Lobsag - bo któż dysponuje większą mocą obliczeniową niż komputer, który utrzymuje, że jest reinkarnacją tybetańskiego mechanika? No i w przeciwieństwie do zwykłej AI, która zawsze może się zbuntować, z nim będzie można się dogadać.
4. Ej - bo wierny, czujny, czworonożny towarzysz zawsze się przydaje w krytycznych sytuacjach.
5. Cały oddział Czerwonych Szóstek z Górskiej Straży - bo gdyby morderca okazał się niebezpiecznym psychopatą, to przydadzą się ludzie z doświadczeniem w łapaniu najbardziej bezwzględnych zbirów.

28. Gdybyś miała się wybrać na bal w baśniowym królestwie i mogła założyć absolutnie dowolną wymarzoną suknię, z dowolnej epoki, to jaką kreację byś wybrała? Opisz fason, kolory, biżuterię etc. 
Kurczę, trudno powiedzieć. Pewnie skorzystałabym z okazji, spełniła swoje dziecięce marzenie i wystąpiła w stroju w stylu księżniczek Disneya.:) Względnie  w steampunkowej kreacji w odcieniach czerwieni, takiej z gorsetem i spódnica z długim trenem, ale przodem nad kolano. Do tego stylizowana, bursztynowa biżuteria, bo lubię bursztyn i bardzo pasuje mi do steampunkowej stylistyki. A zamiast diademu - misternie zdobione, lekkie gogle.;) I koniecznie długie buty na niewielkim obcasie.

29. Boisz się myszy i/lub pająków?
Nie, choć do małych pająków podchodzę z dystansem. Za to te dużei kudłate są szalenie fascynujące.:)

30. Czy odczuwasz pokrewieństwo duchowe z jakąś bohaterką książkową, a jeśli tak, to z jaką?

Mam skłonności do odczuwania więzi z każdą sympatyczną bohaterką o cechach wyglądu zbliżonych do mojego (wiem, dziwne zboczenie, ale każdy jakieś ma). Ale ostatnią bohaterką, z którą odczuwałam pokrewieństwo duchowe, była chyba Ania Shirley.


31. Gdzie wolisz spędzać wczasy: góry, las, morze czy miasto?
Nad wodą - nie ważne, słoną czy słodką. Uwielbiam się moczyć, choć nie umiem pływać. Ale górom też nie mówię nie, w końcu nigdy nie byłam, więc nawet nie bardzo wiem, czego mogłabym nie lubić.;)

32. Gdybyś mogła w sobie zmienić jedną jedyną rzecz, co by to było?
Wyrugowałabym swoje lenistwo i skłonność do prokrastynacji i zamieniła się w pracowitą, świetnie zorganizowaną pszczółkę.

poniedziałek, 16 września 2013

Wszyscy mają, mam i ja! A właściwie mój blog ma!

Nadejszła wreszcie ta wiekopomna chwila - mój blog doczekał się własnego fanpejdża, o takiego:

Kliknięcie w obrazek przeniesie na stronę.

Problem polega na tym, że wcale nie umiem Fejsbuka. Za wszystkie podpowiedzi i rady będę wdzięczna (a już zwłaszcza za tą, jak wstawić gadżet o fanpejdżu do kolumny bocznej. Czy jakiejkolwiek innej).

No i tego, można lajkować.;)

PS. Jutro relacja z Coperniconu.:)

środa, 4 września 2013

100 pytań do blogera

"100 pytań do blogera" to krążący po sieci zabawa, do której może przyłączyć się każdy. Polega ona na tym, ze bloger zamieszcza u siebie na blogu (lub na fanpejdżu) post, pod którym czytelnicy mogą zadawać pytania. Kiedy pytań uzbiera się setka, bloger zbiera je wszystkie do kupy i odpowiada w specjalnie do tego przeznaczonym wpisie. Już od jakiegoś czasu mnie kusiło, żeby coś takiego zorganizować. Powstrzymywał mnie głównie fakt, że sto to jednak trochę dużo jak dla płotki mojego pokroju. Niemniej, spróbujmy, prawda (najwyżej odpowiedzi będzie mniej imponująca liczba)?:)


Przejdźmy więc do konkretów: moi Drodzy Czytelnicy, chciałabym Was zaprosić do zabawy w "100 pytań do".:) Liczba pytań na jednego czytacza nie jest ograniczona, ale od razu zastrzegam, że komentarze zawierające treści wulgarne będę usuwać. Zabawa będzie trwała do chwili uzbierania stu pytań, na które będę w stanie odpowiedzieć lub przez okrągły miesiąc.:) Zapraszam.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Już wiem, co mam czytać

Tydzień temu pytałam Was, co mi polecicie do czytania, bo mam tyle opcji, że nie potrafię wybrać. Nie spodziewałam się takiego odzewu, wszystkim polecającym dziękuję.:) Pora przejść do tego, co polecaliście.

Otóż najwięcej osób chciałoby, żebym przeczytała "Córkę Krwawych" Anne Bishop, co też uczynię jeszcze w tym miesiącu (a potem wreszcie zabiorę się za kolejne tomy, bo Grendella z Milvanną w końcu stracą cierpliwość, zamordują mnie i tyle mnie będziecie widzieli). Wrażeniami oczywiście się podzielę.

Chciałabym też przyznać wyróżnienie Orderu z Ziemniaka im. Anonimowego Książkoholika za polecankę, która podbiła me serce. Autorką jest Kasejusz:

Czy ja dobrze widzę: "Lwy Al-Rassanu" czekają w kolejce? I "Pieśń dla Arbonne", i "Lewa ręka ciemności"? Autorzy są tak znani i piszą tak fajnie, że chyba nie trzeba ich specjalnie polecać. To powiem tak: przeczytaj "Pieśń...", jeśli chcesz się dowiedzieć, jak (nie) postępować, kiedy podrywa cię niski trubadur o rzadkich włosach i żółtych zębach. ;)
Wiecie, nigdy nie wiadomo, kiedy pokraczny trubadur zacznie mnie stalkować. Lepiej się przygotować. Zacznę we wrześniu.:)

wtorek, 6 sierpnia 2013

Co mam czytać?

Przyszło lato, upał, lenistwo wisi w powietrzu, a ja mam problemy ze skleceniem porządnej recenzji, w związku z czym blogowi grozi posucha (ileż można na zapychaczach jechać). Lato to też czas wygłupów i rożnych dziwnych pomysłów. Właśnie na jeden wpadłam. 

Otóż co prawda nie chce mi się pisać, ale czytać jak najbardziej. Tylko że ostatnio zauważyłam, że nie bardzo wiem, na co miałabym ochotę. Dlatego pomyślałam, że zaproszę Was, brać blogersko-czytelniczą, do pomocy. Chcielibyście coś szczególnie mi polecić? Czekacie na opinie o jakimś konkretnym tytule i nie możecie się doczekać? Chcecie wykazać się poczuciem humoru? Zaproponujcie mi coś w komentarzach.:) Tutaj znajduje się lista tytułów, które zalegają na mojej półce, można wybrać dowolny do rekomendacji - uzasadnienia mile widziane, im bardziej absurdalne, tym lepiej.;) Która książka zdobędzie najwięcej głosów poparcia (czyli, jak podejrzewam, całe dwa), wygrywa. Czas: siedem dni. Ja ze swojej strony obiecuję wybrany tytuł przeczytać jeszcze w tym miesiącu i (jeśli tekstu nie trzeba będzie wepchnąć w machinę redakcyjną) od razu skrobnąć kilka słów.

Więc co polecicie?:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...