Nie lubię kryminałów. Wiecie, istnieje po prostu ograniczona ilość pomysłów, jakie można wykorzystać w realistycznych kryminałach, a ja może i szczególnie bystra nie jestem, ale całkiem nieźle mi idzie rozpoznawanie wzorców. Co zwykle skutkuje tym, że już w połowie książki nie tylko wiem, kto zabił, ale i dlaczego i tylko się wściekam na tego tępego głównego bohatera, że taki niedomyślny. Nieco inaczej sprawy się mają, kiedy autor zmieni założenia wyjściowe. Takie urban fantasy to w miażdżącej większości kryminały (na tym lub innym poziomie), ale autor ma znacznie więcej narzędzi do zaskakiwania czytelnika i mylenia mu ścieżek. Albo inny trik: wystarczy głównym bohaterem uczynić dziecko. Co prawda wtedy wiek docelowej grupy czytelników też się obniża, ale to nie znaczy, że ma się obniżać razem z jakością książki. Poszerza nam się paleta możliwych do wykorzystania przestępstw (dorosły czytelnik kryminałów będzie zawiedziony, jeśli nikt nie padnie trupem, w kryminałach dla młodszych czytelników denat może się objawić, ale przecież nie musi), ale też całkowicie zmienia nam się zakres czynności śledczych, jakie bohater może podjąć, a nic tak nie ożywia konwencji, jak ograniczenia. Na taki właśnie pomysł wpadła nie tylko nasza rodzima Joanna Chmielewska, ale też Kanadyjczyk Alan Bradley.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vesper. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vesper. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 sierpnia 2019
poniedziałek, 19 września 2011
Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal... - "Trzech panów w łódce, nie licząc psa" Jerome K. Jerome
Większości z nas (mam tu na myśli szczególnie młodych czytelników) literatura dziewiętnastego wieku kojarzy się z uprzykrzonymi szkolnymi lekturami. Jakieś opasłe tomiszcza, w których się ględzi niesłychanie rozwlekle o smutnej doli chłopa czy robotnika fabrycznego, jakieś niemiłosiernie długie opisy wiecznego smrodu, głodu i ubóstwa, które może i są świetne z literackiego punktu widzenia, ale tchną taką beznadzieją, że odechciewa się podziwiania ich kunsztu. Przynajmniej mi przychodziło do głowy powyższe, kiedy myślałam o utworach z XIX wieku. Aż tu nagle okazuje się, że wtedy powstawały także książki radosne i tryskające humorem. Mało tego, książki pisane w przyjemnym, gawędziarskim stylu, który w dodatku można nazwać erudycyjnym. Taka właśnie książką jest „Trzech panów w łódce, nie licząc psa”.
W tym miejscu powinno nastąpić słowo o treści utworu. Problem polega na tym, że nie bardzo ma on akcję, którą da się streścić. Ot, trójka dżentelmenów (i pies jednego z nich) postanawiają spędzić urlop pływając po Tamizie. I to w zasadzie wszystko, co mogę powiedzieć, bo tu rodzi się pewna rozbieżność między tym, co planował autor, tym, co mu wyszło według wydawcy i tym, co mu wyszło według mnie. Pan Jerome chciał napisać poważny przewodnik turystyczny po zabytkach, jakie można zwiedzić na trasie Kingston – Pangbourne. Z tego, że mu nie wyszło, sam zdawał sobie sprawę. Wydawcy zazwyczaj klasyfikują książkę jako powieść humorystyczną. Według czytelnika zaś (czytaj: „Moim skromnym zdaniem…”) jest to niesłychanie długi, poufały esej humorystyczny z wątkiem autobiograficznym. Bo cóż innego można powiedzieć o tekście, którego lwią część poświęcono na zabawne anegdoty, opowiastki historyczne czy retrospekcję?
Tyle że klasyfikacja gatunkowa jest tak naprawdę mało ważna. Najważniejszy jest subtelny, błyskotliwy, czasami złośliwy czy wręcz zjadliwy angielski humor. Może nie jest to powieść, przy której grożą nam salwy zwariowanego śmiechu, ale niewiele jest pozycji, które potrafią tak dobrze wprawiać w świetny nastrój. Niewiele też jest książek, które tak wybornie się czyta. Chyba żadna z nowości na rynku wydawniczym nie może pochwalić się językiem tak bogatym, tak subtelnym, a jednocześnie tak przystępnym i gawędziarskim, jak proza pana Jerome. A jeśli ktoś będzie mi w stanie wskazać taki tom, to będę bardzo wdzięczna – obiecuję przeczytać i stworzyć jakiś peanik pochwalny.
Cóż, pozostaje mi tylko złapać szczoteczkę do kurzy i pognać w zapomniane przez ludzi ostępy regałów z literaturą XIX wieku. Wierzę, że wiele ciekawych tytułów czeka jeszcze na odkurzenie (w sumie przydałby się jakiś przewodnik, żeby się czasem na jakiś odpowiednik pozytywistów polskich nie natknąć…), przypomnienie czy ponownie odkrycie. A więc uważajcie książki, przybywam!
Tytuł: Trzech panów w łódce, nie licząc psa
Autor: Jerome K. Jerome
Tytuł oryginalny: Three Men in a Boat, to Say Nothing of the Dog Tłumacz: Magdalena Gawlik-Małkowska
Wydawnictwo: Vesper
Rok: 2007
Stron: 244
Subskrybuj:
Posty (Atom)
