Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 stycznia 2021

Podsumowanie roku 2020

To był dziwny rok. Dla mnie pełen zmian fundamentalnych nie tylko w życiu czytelniczym, ale tak ogólnie. I nie wszystkie były związane z pandemią. Powiedziałabym nawet, że akurat tutaj pandemia niewiele zmieniła, bo będąc najpierw w ograniczającej mobilność ciąży, a później z małym dzieckiem i tak raczej nigdzie by,m nie wychodziła. Największa różnica jest taka, że inni też nie wychodzili.

Wybawieniem czytelniczej egzystencji okazało się Legimi, bo jednak z niemowlakiem na ręku trudno czytać książki papierowe, zwłaszcza jeśli mają postać opasłego tomu w twardej okładce. Co prawda Legimi miałam już wcześniej, ale zmieniły się moje nawyki: teraz częściej niż zupełnie nowe książki czytam symultanicznie w ebookach to, co i tak mam w papierze. Niestety, nabawiłam się też złego zwyczaju czytania na telefonie, ale to akurat dlatego, że mój Kindle nie jest podświetlany, a elektronicznie czytam zwykle przy usypianiu młodej, kiedy bywa ciemno. Eksperymentowałam też z audiobookami, ale tylko po to, żeby się przekonać, że to nie dla mnie.

Jako ilustracja wpisu: 9 najpopularniejszych fotek na moim ksiązkowym Instagramie. Jakby ktoś miał ochotę zaobserwować: kronika.ksiazkoholika

Jakimś cudem udało mi się też wreszcie zaliczyć dwa postanowienia noworoczne, które podejmowałam od lat, bezskutecznie. Mianowicie udało mi się przeczytać w roku 53 książki (wliczając komiksy), z czego ponad 12 było ebookami. Toteż na ten rok nie czynię żadnych postanowień.

Ale dość już ogólników, przejdźmy do cyferek.

Przeczytałam więc 48 książek oraz 5 komiksów. Z tego aż 22 było ebookami (nie liczyłam tu książek czytanych w trybie mieszanym), widać więc wpływy Legimi. Jeśli chodzi o ilość czytanych tytułów miesięcznie, to rok był bardzo wyrównany: 3 do 5, więc nie będę wypisywała najobfitszych i najmniej obfitych miesięcy.

Pod względem ilości stron zanotowałam znaczny wzrost (o ok. 25%) - w tym roku przeczytałam 16 172 strony, aczkolwiek jest to liczba lekko niedoszacowana, bo nie mam pojęcia ile stron ma "Dragoneza". Daje to średnio 344 strony na książkę, czyli o 5 więcej niż w roku ubiegłym. Najgrubszy znowu był Jim Butcher ze swoimi "Zimnymi dniami (714 stron), a najcieńsze dwie książeczki z serii TED Books. "Wrząca rzeka" i "Jak będziemy żyć na Marsie" mają po 112 stron.

Liczyłam, że Legimi pozwoli mi ograniczyć zakupy książkowe, ale się przeliczyłam. W pierwszej połowie roku nawet dobrze się zapowiadało, był nawet miesiąc, kiedy nie kupiłam nic, ale... Później odkryłam internetowe antykwariaty. A później nawiązałam jeszcze nową współpracę i tak minimalistyczne założenia poszły się tarmosić w krzaki. W tym roku przybyło do mnie 117 książek... Z czego przeczytałam jedynie 37 (trzy to tytuły czytane dawno i kupione teraz).

Stosunek płci autorów w tym roku z nieznaczną przewagą kobiet: 20 panów i 22 panie. Do tego 6 książek napisanych przez zespoły mieszane. Jestem całkiem zadowolona z tego wyniku.

Tutaj powinna być sekcja wykresów, ale przyznam Wam szczerze, że piszę to późną nocą licząc, że młode nie obudzi się zanim skończę i nie chce mi się już ich składać. Więc będzie tylko opisowo.

Gatunkowo ku mojemu pewnemu zaskoczeniu, najwięcej przeczytałam fantasy - aż 15 sztuk. Do tego 7 książek SF, czyli fantastyka znowu w natarciu. Głównie dzięki zbiorom opowiadań, ale zawsze. Bardzo mocno trzyma się sekcja non-fiction: 12 reportaży i 11 książek popularnonaukowych  daje razem prawie połowę tegorocznych lektur. Poza tym komiksy i jakieś pojedyncze powieści obce, dziecięce i eseistyka.

Jeśli chodzi o narodowości, to czytałam książki autorów z 8 rożnych krajów (z wyłączeniem komiksów, bo te dodałyby jeszcze kolejne dwa). Najwięcej oczywiście pochodziło z USA (aż 20). Drugie miejsce ku zaskoczeniu absolutnie nikogo zajęła Polska z 13 autorami. Zaskakująco mało czytałam za to autorów brytyjskich, bo tylko 4. Do tego 3 Szwedów (to pewne zaskoczenie), dwie Holenderki i po jednym autorze z Australii, Niemiec i Peru.

Na koniec oczywiście hity 2020 roku (miały być też kity, ale doszłam do wniosku, że nie mogę wskazać obiektywnie złych książek. Raczej takie, które mnie rozczarowały, ale wiem, że istnieje target, któremu będą pasować jak ulał). Muszę przyznać, że czytelniczo był zaskakująco udany, bo podejrzanie łatwio było mi je wybrać. Oto one (kolejność losowa, a właściwie chronologiczna w porządku czytania):

  • "Dobry wilk" Lars Berge - świetny reportaż, trochę kryminalny, trochę mierzący się z zagadnieniem postrzegania przyrody przez współczesne społeczeństwo. Autor nieco gwiazdorzy, ale ma kilka ciekawych wniosków, a poza tym czyta się świetnie.
  • "Dramat zwierząt domowych" Achim Gruber - książka popularnonaukowa, napisana przez profesora patologii weterynaryjnej i kierowana do właścicieli, aby naświetlić im pewne mnie lub bardziej oczywiste mroczne strony wspólnych relacji ludzko-zwierzęcych. Niektóre rozdziały czyta się jakby były najnowszym odcinkiem jakiegoś "CSI", ale nie zawierają naukowych bzdur jak rzeczony serial.
  • "Służące do wszystkiego" Joanna Kuciel-Frydryszak - o tej książce jeszcze notki nie mam, ale spoko, będzie. To coś w rodzaju historycznego reportażu. Autorka postanowiła przedstawić losy jednej z najliczniejszych i, paradoksalnie, najbardziej zapomnianych grup społecznych międzywojennej (i nieco przedwojennej również) Polski, mianowicie służbę domową. Tą niewykwalifikowaną (bo wyrafinowani kucharze czy wyszkoleni kamerdynerzy i pokojówki to trochę co innego), często niepiśmienną, głównie żeńską. I śmiem twierdzić, że jej się udało. Portret z pewnością jest niepełny, ale za to na ile się dało kompleksowy i wyrazisty.
  • "Bezgwiezdne Morze" Erin Morgenstern - najlepsza powieść, jaką w tym roku przeczytałam. Morgenstern to jednak jakość sama w sobie, niewielu jestem w stanie wymienić autorów, którzy operują piórem na tym samym poziomie co ona.

I to tyle. Mam nadzieję, że nowy rok będzie stabilniejszy i bardziej udany. To są zawsze dobre wyznaczniki.

sobota, 4 stycznia 2020

Podsumowanie roku 2019

Przyznam szczerze, że rok 2019 nie była jakiś przełomowy w żadnym tego słowa znaczeniu. I przez dłuższy czas z tego powodu myślałam, ze był jakiś gorszy od poprzedniego, aż w końcu doszłam do wniosku, że nie. Ostatnio wszędzie można dostrzec parcie na samorozwój, kolekcjonowanie osiągnięć czy bezustanne spełnianie takich czy innych marzeń. I to jest ok, jeśli czujemy taką potrzebę, a nie przymus. Bo przyjemne i komfortowe życie w zgodzie ze sobą, nawet jeśli teoretycznie nie przemy do przodu, też jest ok i też jest osiągnięciem. A stabilizacja to nie to samo co stagnacja. Tak więc 2019 był dla mnie rokiem stabilizacji. 

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Podsumowanie roku 2018

Dziś ostatni dzień roku, czas więc na tradycyjne podsumowanie. Znowu wszystko będzie razem, bo nie ma za bardzo o czym pisać osobno.

Tradycyjnie - świnki morskie jako ilustracja podsumowania.
Rok 2018 to był dziwny rok. Towarzyszyły mu ambitne plany, które życie niestety w sporej części zamordowało. W nawale pracy zawodowej wypaliłam całą swoja twórczą energię, w związku z czym nie miałam już czego poświecić na doskonalenie własnych umiejętności, a wracałam zbyt zmęczona, żeby czytać. Tak więc moje konto na instagramie świeciło przez kilka miesięcy pustkami, czytanie uwiędło i mimo chęci nie udało mi się napisać tylu notek na bloga, ile bym sobie życzyła. A na dodatek pod koniec roku (i właściwie do tej pory) moje stado postanowiło zacząć dość poważnie chorować.

czwartek, 4 stycznia 2018

Podsumowanie roku 2017

Fala podsumowań już się prawie przelała przez blogosferę, pozostały w niej ostatnie krople, jak moja. Zazwyczaj robiłam podsumowanie w dwóch częściach, ale doszłam do wniosku, że w tym roku nie ma to sensu. Więc będzie jedno, trochę długie, ale trudno. Przynajmniej kilka obrazków powtykam, żeby Wam się lepiej czytało.
Tradycyjnie, świnki dla urozmaicenia pierwszej części.:)
Przyznam, że nie był to dla mnie najlepszy rok. Najgorszy też nie był. Właściwie był nijaki. Ale nie nijaki w barwie sytej stabilizacji, tylko raczej martwej stagnacji. Działo się niewiele, pomysłów i energii na rozwój brakowało i przez dłuższy czas towarzyszyło mi przekonanie, że to wszystko jest bezcelowe, że może powinnam spojrzeć wreszcie prawdzie w oczy i przyznać, że piszę zbyt słabe teksty, żeby przebić się do jakiejś szerszej publiczności. Nie pozbyłam się go do końca i pewnie nie pozbędę. Ale szkoda by mi było porzucić miejsce, które tyle lat tworzyłam.

Niemniej, jedna nowa idea się wykluła - wyzwanie Rok z Nebulą. Co prawda przez listopad i grudzień było zawieszone, ale bynajmniej go nie porzuciłam. Myślę, że jeśli uda mi się je szczęśliwie ukończyć, przy okazji kolejnych urodzin bloga wezmę na tapetę kolejną nagrodę.


Z zeszłorocznych postanowień w zasadzie udało mi się tylko w miarę regularnie prowadzić instagramowy profil (to jest dobry moment, żeby zacząć go obserwować, jeśli jeszcze tego nie robicie). No i rysowałam znacznie więcej, niż rok wcześniej, ale nie tyle, ile sobie założyłam. Co w sumie mało dziwi, bo zapomniałam, że w ogóle robiłam jakieś postanowienia. Dlatego w tym roku będą tylko dwa:
  • Przeczytać 52 książki - teraz już poważnie zabierzemy się do tematu. Poza tym nagromadziłam sobie tyle nieprzeczytanych książek, że czas najwyższy podjąć jakieś kroki.
  • Przeczytać co najmniej 12 ebooków - bo po coś tego Kindla mam.
Tymczasem możemy przejść do czytelniczej części podsumowania. Przeczytałam 41 książek. Nie jest to może najwybitniejszy wynik na świecie, ale szczerze mówiąc, spodziewała się niższego. A tak jest tylko o 6 mniej niż rok wcześniej. Niestety, tylko 4 z nich były ebookami - to niedobrze. Najbogatszym czytelniczo miesiącem był sierpień (5 książek), a najuboższymi styczeń i maj (tylko po 2 książki.

Przeczytałam łącznie 16090 stron, co daje średnio 392 strony na książkę. Znaczny spadek w stosunku do poprzedniego roku. Najgrubszy wolumin miał 714 stron (był to "Ogień przebudzenia" Ryana), a najkrótszy - 180 stron (i był to "Człowiek, który spadł na ziemię" Tevisa).

Tradycyjnie już ściąganie książek do domu idzie mi znacznie lepiej niż czytanie. I tak przybyło mi 111 tytułów (czyli o 2 mniej niż rok wcześniej - czyżby sukces?...), ale przeczytanych z nich mam tylko 33.

Stosunek autorów do autorek nieco się poprawił, bo co prawda pań przeczytałam 15, czyli tyle samo,co rok wcześniej, ale panów było mniej, bo tylko 25. Jedna książka była antologią opowiadań autorów obu płci.

Czas na kilka wykresów. Na początek może narodowości autorów.

Główne tendencje się utrzymują - najwięcej Anglosasów, zaraz za nimi Polacy. Widać trochę przesunięcie preferencji na wschód, bo w tym roku czytałam nieco więcej wschodniego fantasy, ale tak poza tym niewiele się zmieniło.

A jak sytuacja z gatunkami? Od razu zaznaczę, że podziału gatunkowego dokonałam dość arbitralnie :P
Proporcje są praktycznie identyczne jak w zeszłym roku, więc chyba nie ma sensu tego komentować - dodam tylko, że literatura non-fiction to głownie wszelkie "ekologicznie" książki.

Skoro statystyki mamy już za sobą, pozostaje tylko krótka lista książek najlepszych i najgorszych. Przyznam, że z wyznaczeniem takowej miałam problem, bo jakkolwiek sporo było tytułów dobrych, to zachwyty praktycznie nie występowały. Ale coś tam dało się wybrać.

Zachwyt roku: "Wśród obcych" Jo Walton


Książkę miałam w planach (i w domu) od dawna, ale przeczytałam ją dopiero w tym roku, w ramach Roku z Nebulą. Teoretycznie to fantasy, ale tak naprawdę wątek fantastyczny to tylko okrasa do bardzo smacznej i bez niego treści. Mało mamy na polskim rynku opowieści o dojrzewaniu nerda, zwłaszcza płci żeńskiej i zwłaszcza tak dobrze napisanych.

Najpiękniej o lesie: "Ukryte życie lasu" David Haskell


Mam wrażenie, że to niesamowicie niedoceniona książka, co jest o tyle niesprawiedliwe, że popularność zdobywa o rząd wielkości słabszy Wohlleben (serio, tak mnie rozczarował po Haskellu, ze mało mu brakowało do stania się najgorsza książką roku). Tymczasem tutaj mamy nie dość, że doktora nauk przyrodniczych, nie dość, że piszącego po literacku, a nie tylko przystępnie, nie dość, że nominowanego do Pulitzera (w pewnym sensie), to jeszcze piszącego bardzo zajmująco i mającego pomysł na własną książkę. Ludzie, co z wami? Brać, czytać, raz, raz!

Propsy za smoki: "Historia naturalna smoków" Marie Brennan

Przyznam, że nie jest to książka idealna - ma swoje wady, trochę brakuje jej równowagi. Niemniej, łączy w sobie elementy, które najbardziej mnie jarają i to łączy w sposób bardzo zgrabny.

...oraz...

Rozczarowanie roku: "Strażniczka książek" Mechthild Gläser 


Tak książka jest zła na bardzo wielu poziomach, ale przede wszystkim jest zła dlatego, że nie oferuje tego, co obiecuje. Szkoda na nią czasu.

piątek, 13 stycznia 2017

Książkowe podsumowanie 2016 roku

Ogólna część podsumowania rocznego nie napawała optymizmem. O dziwo, część książkowa wypada znacznie lepiej. Nie przedłużając więc, przejdźmy do rzeczy.

Trochę liczb i fikuśnych wykresów

Zacznijmy może od informacji, że nie udało mi się przeczytać tyle, ile mam wzrostu. I chyba sobie już ten event daruję.

W liczbie przeczytanych książek można w tym roku odnotować znaczący wzrost - przeczytałam 47 książek. Co prawda to nie są założone 52 książki, ale i tak o 13 więcej niż w zeszłym roku. Mam zamiar kontynuować swoją ekspansję i liczę, że pod koniec tego roku będzie co najmniej 52 (a jak nie będzie, to w sumie też nic wielkiego się nie stanie). Najbogatszym czytelniczo miesiącem był maj (7 książek), najuboższe były aż trzy, z tą samą niską ilością: czerwiec, sierpień i listopad, kiedy to przeczytałam tylko po 2 książki.

Z ebookami w tym roku było słabo - tylko 6. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać tylko, że nabrałam dziwnego zwyczaju symultanicznego czytania tej samej książki w formie elektronicznej i papierowej jednocześnie, a takich przypadków nie liczyłam jako ebooki. Niemniej, mam zamiar w tym roku czytać więcej elektronicznie.

Przeczytałam łącznie 20036 stron, czyli średnio na książkę wypada 426. To oznacza nie tylko, że czytałam o jedną książkę miesięcznie więcej niż w zeszłym roku, ale że były one też średnio o 40 stron grubsze. Co poczytuję sobie za niejaki sukces.

Oczywiście sprowadzanie książek do domu szło mi znacznie lepiej. Przybyło 113 różnych tytułów (większość w papierze, część w ebookach, niektóre w obu formatach). Kilku w międzyczasie się też pozbyłam na szczęście. Przeczytanych mam z tego 49 (nie dziwcie się, niektóre czytałam już kilka lat temu).

Czas na podział płciowy. Na 31 panów przypada 15 pań (jedna książka miała dwóch autorów różnej płci). Czyli jest progres - kolejny powód do zadowolenia.

Teraz czas na część z wykresami. Najpierw, klasycznie, narodowości autorów.

Znacznie mniej różnorodnie niż w zeszłym roku, ale i nie miałam parcia na zwiększanie różnorodności. Standardowo przeważają autorzy anglojęzyczni (jakieś 2/3), ale znacznie zwiększył się też udział polskich. To ostatnie poczytuję sobie za niejaki sukces.

Gatunkowo również bez zaskoczeń.


Ciągle widoczna postępującą ekspansję fantasy, kosztem SF. Choć zasadniczo bardziej kosztem SF rozwinęła się tu literatura faktu. Ten wzrost zainteresowania non-fiction wynika z faktu, że czytam znacznie więcej książek o zwierzętach, które najczęściej są właśnie długimi reportażami, wspomnieniami lub analizami przypadku, a wszystkie te grupy zaliczyłam do kategorii "non-fiction". Jeśli coś bym chciała zmienić, to może zwiększyć udział SF w zestawieniu.

Wyróżnienia

W kategorii najlepsza rozrywka roku otrzymuje: "Wiatrogon aeronauty"
Za bezpretensjonalną, przygodową historię, która nie próbuje być niczym innym i której jedynym zadaniem jest danie czytelnikowi czystej radości z lektury. Przy czym jest to też powieść technicznie dobrze napisana, z prawidłowo zbudowanymi, dającymi się lubić bohaterami. Krótko mówiąc - solidne, uczciwe rzemiosło ze sporą dozą wyobraźni (bo autor wymyślił naprawdę ciekawy świat).

W kategorii najlepsze non fiction otrzymuje: "Dwanaście srok za ogon"
Za garść świetnie napisanych esejów w stylu, który lubię najbardziej. Oraz za poruszenie tematyki ochrony przyrody w najlepszym stylu i udowodnienie, że żeby merytorycznie pisać o zwierzętach nie potrzeba tytułu naukowego.

W kategorii najlepszy debiut: "Idź i czekaj mrozów" 
Za prozę na poziomie wyższym, niż sugeruje staż pisarski oraz za to, że po Annie Brzezińskiej ktoś wreszcie przypomniał, że polska fantastyka nie składa się wyłącznie z twardych facetów z dużymi mieczami (lub spluwami, co kto woli). Za przypomnienie, że małe problemy też bywają ważne, a dobra historia niekoniecznie musi zawierać ratowanie świata.


wtorek, 10 stycznia 2017

Blogowe podsumowanie roku 2016

Rok 2016, mimo złego pijaru, jakiego sobie w internetach narobił, w moim przypadku miał szansę być całkiem dobrym rokiem. Poza bologowo było całkiem dobrze, blogowo też niezgorzej, choć niezbyt intensywnie. 

Niestety, zepsuł się pod koniec. Zaraz po świętach nagle i niespodziewanie straciłam najukochańszą ze swoich świnek morskich (tą, która kilka dni wcześniej życzyła Wam wesołych świąt). Co w oczywisty sposób zepsuło mi rok 2016. Do tej pory boli.

Ale miało być blogowe podsumowanie, a nie gorzkie żale. Wygląda na to, że tym razem będzie stosunkowo krótkie, bo nie mam za bardzo żadnych innowacyjnych pomysłów. Blog z rękodziełem dalej zamiera w stazie i mam poważne wątpliwości, czy chce go budzić (w związku z rzeczami, o których poniżej). Za to blog o świnkach morskich jest aktualizowany zrywami i pewnie tak mu już zostanie.
Co do notek, to mam sytuację odwrotną, niż w zeszłym roku - za mało mi tekstów okołoksiążkowych pomiędzy recenzjami.  Mogłabym też nieco więcej pisać o filmach, bo kilka tytułów bardzo chcę zrecenzować. Cóż może w tym roku się uda. Udawało mi się natomiast pisać dwie notki tygodniowo. W tym roku zamierzam do tego podejść luźniej - to znaczy, jak się uda to będą dwie, a jak nie, to nie.


Z rzeczy, które sobie obiecywałam w zeszłym roku niewiele wyszło. Z cyklu notek o smokach pojawiła się na razie jedna. Pozostałe też się pewnie pojawią, ale na razie brakuje mi materiałów (premiera trzeciej części HTTYD opóźnia się, ostatni tom Novik dopiero w tym roku, mam nadzieję). Z nienapisania cyklu notek o Harrym Potterze czuje się rozliczona, jako iż Misiael zaczął pisać swój, a on robi to lepiej niż ja. Dałam sobie też spokój z planami minimum.

A, z sukcesów to dostałam w tym roku swój pierwszy patronat medialny.:) Jeśli ktoś z Was jeszcze nie czytał "Idź i czekaj mrozów", to powinien jak najszybciej to niedopatrzenie nadrobić.

Teraz czas na weryfikację zeszłorocznych postanowień:
  • Nie przeczytałam 52 książek, jak sobie założyłam. Ale raz, przeczytałam ich więcej, niż rok temu, a dwa, niewiele zabrakło, więc nie czuję się tak do końca przegrana.
  • Nie przeczytałąm większej liczby ebooków. Natomiast sporo książek przeczytałam częściowo w ebooku, a częściowo w papierze. No cóż może teraz będzie lepiej.
  • Z 12 książek do przeczytania na ten rok przeczytałam tylko 4. Chyba nie będę się już w to bawić.
  • Poniekąd udało mi się publikować więcej notek na innych blogach. Szczególnie na świnkoblogu.
  • Trudno powiedzieć, czy udało mi się więcej rysować. W każdym razie powstało więcej szkiców kosztem bardziej dopracowanych obrazków.
A teraz czas na postanowienia na rok 2017, choć powyższa rozpiska pokazuje, że jestem w nich beznadziejna:
  • Przeczytać 52 książki. Gonienie króliczka jest fajne.
  • Czytać więcej ebooków. W końcu od czegoś ten czytnik mam.
  • Rysować codziennie. Cokolwiek, może być kilka kresek, ale codziennie,  w związku z...
  • ...założeniem konta na Instagramie. Konto zakładałam z myślą o zdobyciu motywacji w postaci lajków. Im więcej lajków i komci, tym większe prawdopodobieństwo regularniej publikacji i rysowania. Więc ten, zachęcam do obserwacji: KLIK!
Z uwagi na nowe konto na Instagramie zamykam też akcję "Jak to widzę". I tak był już dawno martwa, a jest szansa, że gzie indziej będzie więcej rysunków.

A na koniec tradycyjna autopromocja - kilka linków do najbardziej udanych zeszłorocznych notek. Miłej lektury.:)
Lung Tien Lien - seria "Temeraire" Naomi Novik 
PS. A teraz możecie mi podrzucać tytuły książek najbardziej fanartogennych, to sobie zrobię listę.;P

wtorek, 5 stycznia 2016

Książkowe podsumowanie 2015 roku

Rok niedawno się skończył, czas więc na kolejne podsumowanie. Tym razem rzecz dotyczy tego, co akurat w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy czytałam. Nie przedłużając, na początek trochę liczb.

Odrobina statystyk

W tym roku nie za bardzo mam się czym chwalić - przeczytałam tylko 34 ksiązki, czyli o 11 mniej niż w zeszłym. Galopująca tendencja spadkowa, z którą mam zamiar w tym roku walczyć, czytając najmniej jedna książkę tygodniowo (jestem racjonalistką i raczej nie zdarzy się, żebym przeczytała więcej, no ale). Najgorszym miesiącem był marzec, kiedy przeczytałam tylko jedną książkę, najlepszy zaś sierpień, kiedy to przeczytałam ich pięć (uroki urlopu, prawdaż).

Wśród przeczytanych książek 8 było ebookami. Niby to nie dużo, ale jednak prawie 1/4 wszystkiego, co przeczytałam. Oznacza to, ze posiadanie Kundla jednak znacząco wpłynęło na moją czytelniczą strukturę.

Te 34 ksiązki miały łącznie 13 193 strony. Daje to 388 stron na książkę, czyli o 10 więcej, niż w zeszłym roku. Z czego absolutnie nic nie wynika, bo to za mała różnica, żeby coś z niej wynikało. 

W przeciwieństwie do czytania, ściąganie książek do domu szło mi nadzwyczaj sprawnie. Wzbogaciłam się o 143 książki, czyli o 41 więcej niż w zeszłym roku (na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że kilku udało mi się w taki czy inny sposób pozbyć). Z tego przeczytane jest tylko 37 (niektóre czytałam wcześniej, ale dopiero w tym roku nabyłam własny egzemplarz).

Analiza ilościowa za nami, przejdźmy do jakościowej. Przeczytałam 27 książek napisanych przez panów i tylko 7 napisanych przez panie. Trochę słaby ten stosunek, ale zaważył na nim fakt, że kończyłam (lub kontynuowałam) sporo cykli zaczętych wcześniej, a wszystkie były męskiego autorstwa.

Jeśli chodzi o narodowości, nie było zaskoczenia:


Najwięcej pozycji z USA i Polski, najbardziej egzotycznym krajem jest RPA. I miażdżąca przewaga książek napisanych w języku angielskim (drugi był polski, no i po jednej napisanej po szwedzku, hiszpańsku i francusku).

Gatunkowo też bez zaskoczeń:


Równo połowa to fantasy, ale o dziwo książek tego gatunku przeczytałam stosunkowo mniej, niż rok wcześniej (wtedy stanowiły ok. 2/3 wszystkich pozycji). Znacząco za to wzrosła liczba pozycji SF. Standardowo również czytałam trochę powieści młodzieżowych, ale tak jak poprzednio nie wyróżniałam ich, bo wszystkie 6 należało o jakiegoś typu fantastyki.

Książkowe wyróżnienia

Statystyki już za nami, czas więc napisać o tym, co mi się podobało (lub nie) najbardziej w tym roku. Dodam tylko, że tym razem kategorii będzie mniej, bo i tekstów mniej przyswoiłam, więc i nie do wszystkich dało się coś wybrać.
 
Najlepsza powieść
"Pamięć wszystkich słów" Roberta M. Wegnera - najbardziej wyczekana premiera ubiegłego roku, autor jeden z moich ulubionych, to i nie dziwota, ze zgarnął laur pierwszeństwa. Zwłaszcza, że szczerze mówiąc, zbyt licznej konkurencji nie miał.

Najlepsza rola męska
Herbert Kruk - chyba mam słabość do magów w mieście, bo w zeszłym roku też taki wygrał. Fajny z niego gość i o dziwo nie jest detektywem. Zawsze to jakaś odmiana.

Najlepsze dekoracje
Eden - ta ciemna planeta bez gwiazdy była najbardziej fascynującym, najciekawszym i najpiękniejszym miejscem, do jakiego mnie w 2015 roku zabrały książki. Bardzo pomysłowe dekoracje.

wtorek, 29 grudnia 2015

Blogowe podsumowanie 2015 roku

Szczerze mówiąc, trudno mi powiedzieć, czy 2015 to był dobry rok. Z pewnością miewał swoje dobre i złe strony w moim blogożyciu, ale których było więcej - nie wiem. Może to podsumowanie mi powie.:)

Może najpierw kilka słów o moich innych blogach, jako że na nich osobnych podsumowań nie będzie. Ilość wpisów na blogu rękodzielniczym nie wzrosła niestety, a to oznacza, że i rękodzieła w tym roku niewiele robiłam. Co nie oznacza, że je sobie całkowicie odpuściłam, bo kurczę, bardzo bym chciała robić tego więcej (a kilka rzeczy czeka rozgrzebanych). Cóż, może teraz będzie lepiej.

Niemniej, moja blogoza się rozwija. Jak wiecie, w tym roku przybyły mi trzy lokatorki i jako rasowa blogerka, (prawie) od razu założyłam o nich bloga.:) Ten rozwija się całkiem prężnie i jak dotąd stuprocentowo realizuję plany z nim związane.

A dzisiejszy wpis ilustrują gify ze smokami. Raz do roku chyba mogę.
Co jest, co było i co zdarzy nam się
Jak zwykle nie udało mi się przczytać stu książek, ani też tyle, ile mam wzrostu. Najmniejsze zdziwienie świata.


Blogasek, jaki jest, każdy widzi. Trochę w tym roku odświeżyłam szatę graficzną i powiem Wam, że ogólnie jestem nawet z niej zadowolona. Poprawiłabym jeszcze to i owo w detalach wyglądu, ale ponieważ mam dwie lewe ręce do HTMLa to dopóki nie znajdę jakiejś dobrej duszy, która to zrobi za mnie, nie mam zamiaru w nich grzebać.

Z poziomu notek jestem raczej zadowolona. Z tematyki tylko połowicznie, bo o ile udało mi się zwiększyć liczbę postów okołoksiążkowych, to recenzji było żenująco mało. Głównie dlatego, że żenująco mało w tym roku czytałam. Mam zamiar to zmienić.

Mam też zamiar poważnie się wziąć za ten cykl notek o smokach, który obiecuje sobie od zeszłego stycznia i jak dotąd nic w tym kierunku nie zrobiłam. Chodzi mi po głowie od dwóch miesięcy taka jedna notka, może w najbliższy weekend pozwolę jej się wykluć.


Oraz, jako iż wreszcie mam całego Harry'ego Pottera w domu, ogłaszam uroczyście, że w tym roku odbędę relekturę, popartą też ponownym obejrzeniem ekranizacji. Każda książka i każdy film dostanie własna notkę na blogu - mam ambitny plan puszczać po parce miesięcznie. Trzymajcie kciuki.

Przydałoby się też częściej odzywać na cudzych blogach...

Weryfikacja postanowień
Skoro poboczności mamy już za sobą, wróćmy do meritum. W zeszłorocznym podsumowaniu zawarłam jakieś tam luźne postanowienia noworoczne. Warto byłoby zacząć podsumowanie od weryfikacji, czy cokolwiek z tych postanowień udało się zrealizować. Więc po kolei:
Zaliczyć to rachityczne wyzwanie, w którym biorę udział. Jest tak niewymagające, ze zwątpię w siebie, jeśli się nie uda.
Zrobione w jednej trzeciej, czyli jednak nie zrobione...
Publikować regularnie, trzy razy w tygodniu. Może od tego mi przybędzie czytelników.;)
Tutaj niby nie zrobione, ale jednak zrobione. Publikowanie trzy razy w tygodniu okazało się zbyt dużym obciążeniem, więc gdzieś tak w okolicach czerwca doszłam do wniosku, że trzeba mierzyć siły na zamiary i zeszłam do dwóch notek tygodniowo. Co okazało się idealnym rozwiązaniem dla mnie i od tej pory publikuję regularnie dwie notki tygodniowo. I tak zostanie.
Napisać dwanaście notek filmowych (gdybym napisała wreszcie o tych wszystkich filmach, o których o dawna chcę napisać, z pewnością by się udało. Z miejsca)
Totalna porażka - napisałam tylko dwie. Ale powiem Wam szczerze, że mnie to nie boli.
Pokonać barierę wiecznego szlifowania i publikować więcej nierecenzyjnych notek. Lista tematów, które chciałabym poruszyć jest długa jak paragon z supermarketu, tylko ciągle mi się wydaje, że to, co mam do powiedzenia jest wtórne i nudne. Cóż, najwyżej będziecie skazani na czytanie (lub nie) nudnych notek. Koniecznie muszę tez napisać kilka obiecanych notek o smokach, bo siedzą we mnie już tak długo, że niedługo zaczną mutować. 
O dziwo z tego się wywiązałam. Tylko te notki o smokach pozostało napisać.
Żwawiej zabrać się za akcję "Jak to widzę", bo zwyczajnie mi jej brakuje. Może chociaż raz na kwartał coś wrzucać?...
Totalna porażka - nie narysowałam nic. Może teraz...
No i wreszcie zmienić nagłówek na nowy, co obiecuję sobie od niepamiętnych czasów (ha ha, wiecie, tak noworoczny żarcik).
A to się udało.:) I o dziwo z nowego nagłówka jestem bardzo zadowolona.

Podsumowując - pół na pół. Czyli i tak lepiej, niż się spodziewałam.


Plan minimum
W tym roku wpadłam też na kilka pomysłów. Jednym z nich było wprowadzenie planu minimum, mające na celu usystematyzowanie tego, co czytam. Zwykle były to cztery książki wyznaczone do przeczytania w danym miesiącu. Nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że rzadko udawało mi się go wypełnić.

W planach minimum w tym roku uwzględniłam łącznie 18 książek. Przeczytałam 11 z nich. Nie jest to zły wynik, ale powinien być dużo lepszy. Można więc zapytać, czy jest sens kontynuowania. Cóż, ja go widzę, bo jakkolwiek z czytaniem bywało różnie, tak plan swoje założenia spełnił. Niemniej, mam zamiar jednak zmienić nieco jego formę. Od stycznia będą to tylko trzy książki, w tym jedna elektroniczna i jedna z wyzwania "12 książek na 2016". Pozostawi mi to więcej czasu na czytanie czegoś, co nie znajduje się w planie.


Postanowienia noworoczne:
  •  Przeczytać przynajmniej te 52 ksiązki. Serio, to nie jest jakiś wyczyn.
  • Czytać więcej ebooków.
  • Przeczytać te 12 wyzwaniowych książek.
  • Więcej notek na innych blogaskach.
  • Więcej rysowania. W szczególności do akcji "Jak to widzę?".
Autopromocja
Czyli standardowo, na koniec polecam pięć moich tegorocznych notek, które uważam za wyjątkowo udane (jeśli któreś jeszcze uważacie za wyjątkowo udane, to możecie mnie mile połechtać w komentarzach;)).:)

sobota, 3 stycznia 2015

Książkowe podsumowanie 2014 roku

W zeszłym roku czytałam niewiele książek, w tym chciałam ambitnie podwoić wynik. I co? I nico, bo okazuje się, że zamiast czytać więcej, czytałam mniej. Tradycyjnie też nie udało mi się przeczytać tyle, ile mam wzrostu (ani ukończyć żadnego innego wyzwania, jeśli o to chodzi) i troszke mi smutno z tego powodu. Może za rok.

Troszkę statystyk

Ale do rzeczy. W tym roku przeczytałam tylko 45 książek. Do tego dochodzą jeszcze 1 powtórka i 5 tomów mangi, ale tych nie wliczam. Z tego na recenzje nie doczekało się jeszcze 7 sztuk, ale nie martwcie się, doczekają się w 2015. Daruję sobie wykres miesięcznego rozkładu przeczytanych książek, bo nie bardzo jest co dzielić. Powiem tyle, że najlepiej wypadł lipiec i grudzień, kiedy to przeczytałam po 6 książek, najsłabiej zaś styczeń, luty i listopad, wszystkie z wynikiem 2 książek.

Tak wyglądała ilość przeczytanych książek od roku założenia bloga.
 Jak widać, zaliczam raczej stały spadek formy z każdym rokiem. Mam nadzieję, że 2015 coś w tym względzie zmieni.

Co ciekawe, mimo iż przeczytałam o 8 książek mniej niż w 2013, to sumaryczna liczba stron była mniejsza tylko o 299 i wynosiła 17 007. Tym samym statystyczna i uśredniona książka 2014 roku miała 378 stron i była o prawie 50 grubsza od tej z 2013.

Czytanie szło mi opornie, za to kupowanie wręcz przeciwnie. W tym roku trafiły do mnie 102 książki (rok wcześniej było ich 87, widać więc delikatny trend wzrostowy). Nie wszystkie chcę zatrzymać, część po przeczytaniu trafi na moją wymiankową półkę na LC (niektóre już tam są). Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku przybędzie do mnie nieco mniej książek, ale jeśli liczba będzie porównywalna, to nie będę płakać.

A jak to się rozkładało na autorów? Też znacznie lepiej niż w zeszłym roku - wtedy dysproporcja między paniami i panami wśród autorów była bardzo duża. Teraz panowie napisali 24 książki, a panie 21 (duetów mieszanych nie odnotowano). Nie zrobiłam tego specjalnie, ale jestem zadowolona, że tak wyszło i mam nadzieję, że ten równościowy trend utrzymam przez kolejnych dwanaście miesięcy.

Jeśli chodzi o kraj pochodzenia autora, to szału nie ma - moje tegoroczne lektury pochodziły z siedmiu różnych krajów. Najwięcej, bo prawie połowa, oczywiście z USA,  (gdybym robiła statystyki dla języka oryginału, byłoby jeszcze bardziej monotonnie - po angielsku napisano dwie trzecie z nich). Krajów egzotycznych nie zanotowano.

Tutaj intencjonalnie nie zamierzam niczego zmieniać. Nie mam ambicji czytania większej ilości wytworów polskich pisarzy (zwłaszcza, że na gruncie fantastyki nie mają mi zbyt wiele do zaoferowania), nie będę też wyszukiwać egzotycznych nazwisk. Choć jeśli wpadną mi w ręce, to nie pogardzę.

Gatunkowo też nie było zbyt różnorodnie - miażdżącą przewagę zdobyła fantastyka. Trafiło się też trochę literatury non-fiction i zbeletryzowanych wspomnień. Z tych dwóch gatunków mam nadzieję w 2015 roku przeczytać więcej.

Mam nadzieję, że wraz ze wzrostem ilości lektur, zwiększy się też ich różnorodność. Na wykresie nie uwzględniłam jednego gatunku: powieści młodzieżowej (dziecięcej też nie, ale z takich pozycji znalazłaby się tylko jedna, więc pozwólcie, że dodam ją do grona młodzieżowych). Było ich 7, ale ponieważ wszystkie należały do jakiejś odmiany fantasy, po prostu je tam włączyłam.

Książkowe wyróżnienia

Część statystyczną mamy już za sobą, czas na to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli wyróżnienia. Przyznam je w kilku kategoriach, jak to robiłam w zeszłym roku.


Najlepsza powieść:
"Jej wszystkie życia" Kate Atkinson - w tym roku konkurencja nie była zbyt zażarta - żadna książka nie otrzymała najwyższej noty, a wśród tych z prawie najwyższą dominowały bardzo fajne czytadła ze świetnymi bohaterami. Tym samym zwycięstwo powieści Kate Atkinson nie powinno dziwić.:)

Najlepsza książka non-fiction
"Czysta biała rasa" Frank Westerman - za pomysł pożenienia najbardziej pożądanej europejskiej rasy koni z opowieścią o historii najnowszej, a także za przystępne wykonanie. Dodatkowe wyróżnienie dla polskiego wydawcy za tytuł.

Najlepsze opowiadanie:
"Odrodzenie" Ken Liu - w tej kategorii konkurencja akurat była ostra, ale ostatecznie zdecydowałam, że wyróżnienie należy się Liu. Tylko on wzbudził we mnie chęć poświęcenia opowiadaniu osobnej notki. Maże kiedyś nawet wrócę do tego pomysłu.

Najlepsza rola męska:
Harry Dresden - zdecydowanie najciekawszy bohater tego roku. Podstępnie podbił moje fanowskie serduszko i chyba już tam pozostanie. Posterunkowy Grant nie miał szans.

Najlepsza rola damska:
Lesley May (okładkę drugiego tomu cyklu wstawiłam dlatego, że okładka pierwszego jako ilustracja do najlepszej roli damskiej wyglądałaby jeszcze śmieszniej) - tym razem to Karrin Murphy nie miała szans.;) Lesley ma wszystkie te cechy, które w bohaterkach literackich lubię. Nie dość, że jet bystra i niezłomna, to jeszcze prywatna katastrofa taje się dla niej pretekstem do rozwijania nowych umiejętności. Jestem bardzo ciekawa, co autor zrobi z nią dalej.

Najlepsza rola nieludzka:
Mogget - nie mogłam drugi rok z rzędu dać tego wyróżnienia Temeraire'owi, na szczęście Mogget wybawił mnie od tego, przy okazji pokonując po drodze domowego demona. Świetna, czysta kocia energia.

Teraz czas na dwa antywyróżnienia. Choć w przyszłym roku chyba wprowadę jeszcze jedną kategorię w tym aspekcie.

Najbrzydsza okładka:
Okładka "Próby złota" to najbardziej bezczelna, kiepsko zrobiona fotoszopka, z jaką się w tym roku zetknęłam. Wschodnia rzeźba z doklejonymi skrzydłami nietoperza (na palce których nałożono teksturę muru, żeby się za bardzo nie wyróżniały. Wyszło coś brzydkiego do kwadratu) i prawą łapą obrócona o 180 stopni, żeby wyglądała na trzymającą medalion... Kolejny tom nie jest co prawda dużo lepszy, ale przynajmniej nie była tak intensywnie torturowany Photoshopem. Strach pomyśleć, co dadzą w ostatnim.

Rozczarowanie roku:
Tak, wiem, ostrzegano mnie, że "Labirynt Śniących Książek" do "Miasta Śniących Książek" się nie umywa. Byłam na to przygotowana. Natomiast nie byłam przygotowana na ponad trzysta stron wstępu sprzedawanego jako pełnowartościowa powieść. A najgorsze jest to, że i tak kupię ciąg dalszy...

środa, 31 grudnia 2014

Blogowe podsumowanie 2014 roku

Ponieważ bardzo spodobała mi się idea dwuczęściowych podsumowań, będę ją kontynuować. Przynajmniej tak długo, aż wpadnie mi do głowy coś lepszego. Tymczasem zapraszam na podsumowanie mojego blogowego życia w 2014 roku.

Nie był to niestety rok szczególnie zadowalający. Napisałam w nim najmniej notek od czasu założenia - nie było ich nawet sto (choć z drugiej strony, niewiele brakowało). Bloga rękodzielniczego też całkiem przykrył kurz - jedna notka na kwartał to zdecydowanie nie jest wynik, którym możnaby się chwalić. I teraz nie mam się czym usprawiedliwiać, bo co prawda pozablogowo w moim życiu działo się sporo, ale znowuż nie tyle, żeby zarzucić czytanie. A czytałam zdecydowanie mniej. Co gorsza, w zamian ani nie pisałam, ani nie rysowałam, ani nie grałam, ani nie oglądałam więcej, więc szczerze mówiąc, nie wiem, na co poszedł ten czas. Niemniej, mam nadzieję, że idzie ku lepszemu, a i kilka założeń udało się zrealizować.

Na domiar złego wydaje mi się, że tegoroczne notki były gorszej jakości niż te z zeszłego roku. Chyba powinnam im poświęcać więcej uwagi.

Nie wiem, czy ktoś to zauważył, ale od połowy listopada postanowiłam poważniej potraktować to, co mam napisane w zakładce "O blogu" i publikować trzy notki tygodniowo. Jak dotąd trzymam się tego i mam nadzieję, że przez cały 2015 uda się ten stan rzeczy utrzymać. Fajnie jest w końcu robić coś porządnie.;)

Ciekawostką jest to, że pomimo mniejszej ilości opublikowanych notek, wejść miałam znaczniej więcej. Co prawda jest to jak sądzę głównie zasługa spambotów (blogaska rękodzielniczego, na którym nie mam zablokowanych anonimowych komentarzy spam zalewał mi rwącą rzeką. Teraz przyschła jakby), ale pewnie też fanpejdź na Fejsiku trochę pomógł - mam wrażenie, że niektórym łatwiej jest śledzić nowe notki właśnie tam. Niestety, ciągle nie rozgryzłam tajników działania Google Analytics i nie mam pojęcia, skąd konkretnie pochodzą nowe wejścia. W każdym razie, dziękuję Wam, że odwiedzacie i czytacie (a czasem nawet komentujecie):).

Napisałam w tym roku dwa zamyśleniowe wpisy. Nie znaczy to, że nie mam na nie pomysłów - mam całe mnóstwo, nawet teraz rozgrzebałam dwie notki. Problem w tym, że ciągle je szlifuję, czy to w głowie, czy w notkach roboczych i nie mogę jakoś zebrać się za kończenie i publikowanie. Ponieważ w 2015 chciałabym opublikować kilka zaczętych i kilka wpisów o smokach, ten wynik powinien ulec poprawie (i może wreszcie napiszę te wpisy o magii i o mapach, które ciągle chodzą mi po głowie).

Za to postanowienie pisania o filmach spełniłam w stopniu zadowalającym. Co prawda po cichutku liczyłam, że uda mi się opisywać jeden film na miesiąc, ale osiem w ciągu roku też nie jest złym wynikiem. Z innych plusów - udało mi się wrócić do recenzowania na bieżąco kolejnych numerów Nowej Fantastyki. 

Co chciałabym w kolejnym roku? Krótko w punktach (nie, to nie są postanowienia. Raczej spis luźnych sugestii. Postanowienia nie mają sensu w moim przypadku):
  • Zaliczyć to rachityczne wyzwanie, w którym biorę udział. Jest tak niewymagające, ze zwątpię w siebie, jeśli się nie uda.
  • Publikować regularnie, trzy razy w tygodniu. Może od tego mi przybędzie czytelników.;)
  • Napisać dwanaście notek filmowych (gdybym napisała wreszcie o tych wszystkich filmach, o których o dawna chcę napisać, z pewnością by się udało. Z miejsca) 
  • Pokonać barierę wiecznego szlifowania i publikować więcej nierecenzyjnych notek. Lista tematów, które chciałabym poruszyć jest długa jak paragon z supermarketu, tylko ciągle mi się wydaje, że to, co mam do powiedzenia jest wtórne i nudne. Cóż, najwyżej będziecie skazani na czytanie (lub nie) nudnych notek. Koniecznie muszę tez napisać kilka obiecanych notek o smokach, bo siedzą we mnie już tak długo, że niedługo zaczną mutować. 
  • Żwawiej zabrać się za akcję "Jak to widzę", bo zwyczajnie mi jej brakuje. Może chociaż raz na kwartał coś wrzucać?...
  • No i wreszcie zmienić nagłówek na nowy, co obiecuję sobie od niepamiętnych czasów (ha ha, wiecie, tak noworoczny żarcik).

Właściwie, przydałoby mi się więcej odwagi i weny twórczej.

A na koniec jeszcze autopromocja, bo kto nas pochwali, jak nie my sami. Oto więc dziesięć (a właściwie jedenaście) notek, które uważam za najbardziej udane w 2014 roku (kolejność z grubsza chronologiczna):

1. Recenzja książki "Grim. Pieczęć ognia" - zawiera szkic, który całkiem nieźle mi wyszedł. A i treść niezgorsza, jak sądzę.
2. Notka z akcji "Jak to widzę", czyli portret Nocnego Śpiewaka. Drugą notką z akcji w tym roku był Śmierć Szczurów, ale nieciekawie mi się zeskanował.
3. Nocia o "Kung fu Pandzie 2", zdecydowanie moja ulubiona spośród tegorocznych notek filmowych.
4. Recenzja "Rzek Londynu" Bena Aaronovitcha to chyba najpopularniejsza tegoroczna notka na moim blogu. A w każdym razie pojawiło się do niej najwięcej odnośników na innych blogach.
5. Recenzja "Dziewczyny w mechanicznym kołnierzu" Kady Cross to zdecydowanie moja ulubiona notka o kiepskiej książce w tym roku.
6. O "Brudnych ulicach Nieba" Williamsa napisałam jako o książce dobrej warsztatowo, ale kompletnie do mnie nie trafiającej.
7. Pierwsza notka o książce z Harrym Dresdenem. Notka jak notka, ale tą i kolejne polecam ze względu na komentarze Aletheiafelinei.:)
8. Jedne z nielicznych tegorocznych Zmyśleń, czyli jakich książek nigdy nie będę miała.
9. Skoro już popełniłam ten tekst z gatunku tl;dr o "Ametyście", to muszę go tu położyć.
10. A na koniec wstępna notka do tego cyklu o smokach. mam nadzieję, że ruszy w styczniu.

środa, 8 stycznia 2014

Podsumowanie roku 2013 część II - książkowa

Wróciłam już z wyjazdu (niby długi, ale chętnie zostałabym dłużej;)) więc zgodnie z obietnicą z poprzedniej części podsumowania, czas na etap książkowy. Zaczniemy może od odrobiny statystyk, a potem rozdamy nagrody i wyróżnienia.

Czytelniczo rok 2013 nie był zbyt dobrym rokiem. Przeczytałam tylko 53 książki (ładnie z tego wychodzi książka tygodniowo) + 3 powtórki, których nie wliczam. Do statystyk, od dwóch lat widać więc spadek. Nie powie, że mi ten stan rzeczy odpowiada, bo tyle ciekawych pozycji czeka na półce, ale w tym roku tak wiele działo się w moim życiu, że niestety na książki zabrakło miejsca - nowa praca, nowa pasja, ciągłe odkrywanie fascynacji starą... Cóż, w roku 2014 mam nadzieję poprawić wynik z 2-4 książek miesięcznie na 5-6. Zobaczymy, czy mi wyjdzie.

Te 53 książki miały łącznie 17306 stron, z czego wynika że przeciętny czytany przeze mnie w 2013 roku tom miał 326 i pół strony. Ot, rozmiar standardowej powieści dla kobiet.;) A jeśli już przy kobietach jesteśmy, to napisały 15 z tych książek (a 6 kolejnych były współautorkami). Wynik nie powala, ale nie zamierzam go intencjonalnie poprawiać. Może poprawi się sam.

Jeśli chodzi o rozkład gatunkowy to najwięcej - i tu najmniejsze zdziwienie świata - czytałam fantasy. To około 1/3 wszystkich książek przeczytanych w tym roku. Dziwniejsze jest to, że SF jest tylko o połowę mniej, choć trzeba przyznać, ze to raczej lekkie powieści są. Poza tym trochę książek wspomnieniowo-biograficznych, sporo popularnonaukowych (to zasługa serii Focusa) i jakieś pojedyncze sztuki literatury podróżniczej, non-fiction (poza wspomnieniowymi) i współczesnego mainstreamu. Z tego wszystkiego tylko 8 książek to powieści dziecięce i młodziezowe,co mnie dziwi - byłam przekonana, że przeczytałam tego więcej.

W tym roku udało mi się zrecenzować wszystkie przeczytane pozycje poza jedną (ale może to jeszcze naprawię, ciągle się waham). Niektóre recenzje utknęły w redakcjach, więc jeśli czekacie na "2312" czy "Republikę złodziei", to nie martwcie się, niedługo będą.

Czas na najciekawszą część programu, czyli moje osobiste literackie nagrody za rok 2013. Jedziemy.:)

Nagrodę dla najlepszej powieści otrzymuje:
(Pierwotnie miała być osobna nagroda dla powieści fantastyczniej i niefantastycznej, ale tych drugich przeczytałam w tym roku zdecydowanie zbyt mało). "Córka żelaznego smoka" Michaela Swanwicka. Konkurencja w tym roku była spora, a najpoważniejszym kontrkandydatem był "Portret pani Charbuque" Forda, ale ostatecznie na korzyść Swanwicka przemówiły smoki i niezwykle bogaty (dla niektórych nawet za bardzo) świat przedstawiony.

Nagrodę dla najlepszej książki non-fiction otrzymują:
"Szympansy z azylu Fauna" Andrewa Westolla. Poruszające połączenie solidnej, reporterskiej roboty z rzetelnymi informacjami i danymi naukowymi. Dodatkowy plus za właściwość poszerzania horyzontów i uwrażliwiania (ale bez szantażu emocjonalnego) na cierpienie naszych braci mniejszych.

Nagrodę dla najlepszego opowiadania otrzymuje:
"Poza Calais" Samanthy Henderson
Tutaj również konkurencja była ostra, ale ostatecznie przeważyła piękna, surrealistyczna, ale osadzona jednak w normalności wizja pani Henderson. Plus szczypta nostalgii i odrobina ekologii.

Nagrodę za najpiękniejszy tytuł otrzymuje:
"Biuro kotów znalezionych" Kingi Izdebskiej.

Nagrodę za najlepszą okładkę otrzymuje:
http://kronikaksiazkoholika.blogspot.com/2013/05/szalenstwo-tworzenia-i-inne-opowiadania.html

Nagrodę za najlepszą rolę męską otrzymuje:
Jean Tannen z cyklu "Niecni Dżentelmeni" Scotta Lyncha. Bo geniuszy występku w literaturze mamy na pęczki, ale ich prawdziwych przyjaciół można policzyć na palcach jednej ręki. Poza tym po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że Jeana znacznie bardziej da się lubić niż Locke'go.

Nagrodę za najlepszą rolę żeńską otrzymuje:
Sabetha z cyklu "Niecni Dżentelmeni" Scotta Lyncha. Wiem, że trochę monotonnie, ale tak się złożyło, że była jedną z najlepszych żeńskich kreacji poznanych (lub przypomnianych) w tym roku. Trzeba przyznać, że nie miała wielkiej konkurencji.

Nagrodę za najlepszą rolę nieludzką otrzymuje:
Temeraire z cyklu powieści Naomi Novik o tym samym tytule. Kiedyś napiszę całą długą notkę na temat tego, dlaczego zasługuje na wyróżnienie.;)

Nagrodę dla najlepszego duetu otrzymują:
Angua i Marchewa z cyklu "Świat Dysku" Terry'ego Pratchetta. Głównie za przepięknie poprowadzoną ewolucję ich wzajemnej relacji.

(Anty)Nagrodę dla rozczarowania roku otrzymuje:
"Umierająca Ziemia. Oczy Nadświata". Jacka Vance'a. Niby nie jest to szczególnie zła powieść, ale po wysłuchaniu tylu zachwytów, pochwał i zapewnień, że klasyka i warto, czuję się mocno rozczarowaną tą ramotką.

(Anty)Nagrodę za najbrzydszą okładkę otrzymują:
http://kronikaksiazkoholika.blogspot.com/2013/06/patchwork-fabularny-gobeliniarze.html




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...