Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Science Fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Science Fiction. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 marca 2024

"Pamiętniki Mordbota: Wszystkie systemy czerwone. Sztuczny stan" Martha Wells

Martha'ę Wells znam jeszcze z wydanego lata temu przez Maga "Ucznia nekromanty". Był całkiem udanym i nagradzanym fantasy, ale miejsca w moim czytelniczym serduszku nie zagrzał. Dlatego do "Pamiętników Mordbota", które całkiem głośnym echem odbiły się w zachodnich bookmediach, podchodziłam z jakimś, ale nieprzesadnym, zaufaniem (najpierw przeczytałam na Legimi). I muszę przyznać, że to spotkanie było dużo bardziej udane niż pierwsze. 

poniedziałek, 6 marca 2023

"Kontakt" Carl Sagan


Kwestia klasyków gatunku (definiowanych jako powieści ważne dla tegoż gatunku formowania) jest dość skomplikowana, zwłaszcza w przypadku fantastyki. Z jednej strony warto znać choćby po to, żeby wiedzieć, skąd wzięły się niektóre klisze gatunkowe czy motywy. Z drugiej strony: te powieści często nie starzeją się zbyt dobrze. Przykładem choćby „Zmierzch”: nie da się ukryć że zapoczątkował potężny trent paranormal romance/romantasy, ale czytanie tego teraz to festiwal żenady. Chcę przez to powiedzieć, że sięgając po klasyki fantastyki nigdy nie ma pewności, czy trafi się perełka, czy wręcz przeciwnie.

wtorek, 18 października 2022

"Miłość, śmierć i roboty" antologia

Netflixowy serial „Miłość, śmierć i roboty” należy do moich ulubionych produkcji tej platformy. Wiedziałam, że większość odcinków w każdym sezonie to ekranizacje opowiadań i w marzyłam, żeby kiedyś te wszystkie pierwowzory przeczytać. Wydawnictwo Nowa Baśń zdawało się czytać mi w myślach i wydało oficjalna antologię serialu. A księgarnia TaniaKsiazka.pl była uprzejma udostępnić mi „Miłość, śmierć i roboty”.

wtorek, 12 kwietnia 2022

"Budowniczowie Pierścienia" Larry Niven


„Pierścień” Larry’ego Nivena jak się okazało, zestarzał się całkiem nieźle. Toteż kiedy wydawnictwo Zysk i s-ka ogłosiło, że planuje wydać kolejną część cyklu, poczułam się zainteresowana. A trochę czekać kazali; choć, bogiem a prawdą, jak kogoś mocno przypiliło, to bez problemu mógł sobie znaleźć książkę na rynku wtórnym, bo tytuł ma ponad 40 lat i był u nas wydawany. Sam Niven zresztą był jeszcze gorszy, bo drugi tom, wcześnie nieplanowany, napisał 10 lat po pierwszym. No ale przejdźmy do bardziej palącej kwestii: czy „Budowniczowie Pierścienia” zestarzeli się równie dobrze? 
 

środa, 8 grudnia 2021

"Pamięć zwana imperium" Arkady Martine

„Pamięć zwana imperium” to jedna z tych książek, o których usłyszałam, zanim wyszły po polsku. I już wtedy wydała mi się całkiem interesująca. Dlatego jak tylko wydawnictwo Zysk i s-ka umieściło ją w swoich zapowiedziach, wiedziałam, że absolutnie muszę przeczytać.

sobota, 16 października 2021

Antologia zajdlowa 2020


Ha, w tym roku mi się udało i przeczytałam wszystkie opowiadania nominowane do nagrody im. Janusza Zajdla. Pewnie pomógł w tym fakt, że było ich tylko pięć, a jedno znałam już wcześniej. I chociaż sama nie oddałam głosu, tak chętnie się z Wami podzielę wrażeniami z lektury tych tekstów (które przez jakiś czas były dostępne do pobrania za darmo, jak co roku). 

środa, 13 października 2021

"Harde baśnie" antologia


Harda Horda to jedna z tych inicjatyw w światku fantastycznym, która nieodmiennie budzi moje ciepłe uczucia. Takoż, kiedy pojawiła się opcja przeczytania kolejnej antologii grupy, „Hardych baśni” byłam zainteresowana. Poprzedni zbiór, „Harda horda”, bardzo miło mnie zaskoczył. I chyba w tym jest problem: wtedy nie wiedziałam czego się spodziewać. A teraz spodziewałam się bardzo wiele. I to chyba było za dużo.

piątek, 10 września 2021

"Gdyż jest nas wielu" Dennis E. Taylor


Wielokrotnie narzekałam, że pisanie o kolejnych tomach cykli jest zadaniem niewdzięcznym i trudnym, bo nie dość, że trzeba uważać na spoilery, to trudno coś nowego zwykle powiedzieć. Tutaj mamy do czynienia z zadaniem jeszcze bardziej niewdzięcznym. Bo widzicie, konstrukcja książek Taylora pozwala na dobrą sprawę podzielić je w dowolnym momencie, arbitralnie. I gdyby nie to, że pewien suspens został zachowany, byłabym przekonana, że tak właśnie się stało. „Gdyż jest nas wielu” jest bowiem idealna kontynuacją, podejmuje opowieść dokładnie w tym momencie, gdzie skończyła się w poprzednim tomie. Spokojnie mogłyby wyjść w omnibusie. Gdyby zapomnieć dodać karty tytułowej nikt by się nie zorientował, że to dwie książki.

wtorek, 22 czerwca 2021

"Projekt Hail Mary" Andy Weir


Kolejnym powieściom lubianych autorów zawsze towarzyszy dreszczyk emocji. Z jednej strony szykujesz się na miło spędzony czas i duża dawkę tego, co u autora lubisz, a z drugiej zawsze jest ta doza niepewności, czy tym razem podoła oczekiwaniom. Andy Weir zachwycił mnie „Marsjaninem”, ale potem rozczarował „Artemis”, dlatego do jego najnowszego dzieła podchodziłam z cała paletą emocji. Ale oczywiście musiałam przeczytać jak najszybciej, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, zamówiłam „Projekt Hail Mary” z księgarni TaniaKsiazka.pl. Aha, recenzja zawiera sekcję spoilerową, bo są pewne aspekty, które chcę omówić, ale które mogłyby niektórym trochę zepsuć niespodziankę. Ale będzie oznaczona.

środa, 31 marca 2021

"Zodiaki: Genokracja" Magdalena Kucenty

 
Czytanie debiutów to zawsze pewna loteria. Można trafić na perełkę, można na kompletną katastrofę, ale zwykle jednak trafia się na książki średnie, które dają nadzieję na rozwój autora w przyszłości. Magdalena Kucenty nie jest taką całkiem świeżą debiutantką, bo pisuje sporo opowiadań (te, które zdarzyło mi się przeczytać były całkiem udane), zawodowo zaś pisze scenariusze do gier. „Zodiaki: Genokracja” (które otrzymałam dzięki uprzejmości księgarni TaniaKsiazka.pl) to jednak jej pierwsza powieść, a przesiadka z krótkiej formy na długą choć zapewnia pewne profity, to bywa ryzykowna.

czwartek, 24 grudnia 2020

"Fantastyczne opowieści wigilijne" antologia


Mam słabość do antologii i zbiorów opowiadań. Szczególnym uczuciem darzę jednak antologie tematyczne. Wiecie, losowe (czy też, ściślej rzecz ujmując, według widzimisię redaktora) zbiory opowiadań są fajne, ale kiedy teksty dobierane (lub zamawiane) są według jakiegoś klucza, bywa znacznie ciekawiej. No i nic człowieka nie wybija z nastroju, co akurat przy tematyce świątecznej jest dość istotne.

piątek, 11 września 2020

"Harda Horda" antologia


Kilka lat temu usłyszałam o inicjatywie, jaką jest Harda Horda. Ot, dwanaście (a potem trzynaście) autorek postanowiło się nieoficjalnie zrzeszyć, aby wzajemnie się wspierać, doradzać i mieć większą silę przebicia w ramach promocji swoich tekstów. Przyznam, że od razu zaczęłam żywić do inicjatywy ciepłe uczucia, bo poza autorkami szeroko znanymi były w niej i te panie, które nie miały do tej pory szczęścia do wydawców (bo fakt, że coś się wydało, ale słuch o autorze zaginął niekoniecznie musi świadczyć o marności dzieła tudzież braku potencjału komercyjnego autora. Przykładem niech będzie tułająca się przez lata od jednego niszowego wydawcy do drugiego Agnieszka Hałas czy Marta Kisiel, którą po pierwszej książce wydawca spisał na straty).

Dwa lata temu SQN zaczął wydawać raz do roku wypasione, bogato ilustrowane antologie (na ten rok też były ponoć jakieś plany, ale pandemia pokrzyżowała). W 2018 były to „Inne światy”, w zeszłym roku wyszła w tym formacie „Harda Horda”. Tom zawierał po jednym opowiadaniu każdej zrzeszonej autorki, a poza tym mnóstwo bardzo ładnych ilustracji (niestety, czarnobiałych ku pewnemu mojemu ubolewaniu). Pozwólcie, że pochylę się nad każdym tekstem z osobna. Są na tyle różne, że nie ma sensu omawiać ich w jakikolwiek sposób zbiorczo.

czwartek, 28 maja 2020

"Pan Światła" Roger Zelazny


Z Zelaznym to jest tak, że pokochałam go po przeczytaniu słabo kojarzonej i wydanej u nas jedynie w czasopiśmie mikropowieści „Ciemna noc październikowa”. Co oznacza, że amberowskiego opus magnum jeszcze nie znam (choć czeka na półce, błyskając różowym jednorożcem), czyli zabieram się za znajomość z autorem od d… znaczy ten, od niewłaściwej strony. Za to zabieram się skrupulatnie, bo ściągając do domu wszystkie wznowienia jego twórczości, jakie trafią na półki księgarń (ech, żeby ktoś wypuścił dzieła zebrane kiedyś…). Tym razem ściągnęłam „Pana Światła”, powieść chyba najbardziej po amberowskim cyklu znaną. Wznowił ją Zysk, w tym dobrym tłumaczeniu, pięknej szacie graficznej i solidnym technicznie wydaniu. 

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

"Wydech" Ted Chiang


Kiedy człowiek sięga po autora niezwykle uznanego zawsze pozostaje obawa, że się rozczaruje. Sięgając po „Wydech” Teda Chianga nie byłam wyjątkiem. Autor ten nie jest może szeroko rozpoznawany (choć od chwili ekranizacji jednego z jego opowiadań z pewnością bardziej) i nie osiągnął u nas szalonej popularności, ma jednak etykietkę pisarza wybitnego i w pewnych kręgach fandomu nie wypada go nie znać. Jest też znany z bardzo niekomercyjnego trybu pisania: podczas gdy obecnie wydawcy wymagają od swoich autorów spłodzenia opasłego tomiszcza w maksymalnie dwa lata, a w międzyczasie najlepiej jeszcze kilku krótkich tekstów, Chiang pisze wyłącznie opowiadania. A i tych niewiele, bo jak dotąd nazbierało się ich na dwa nieduże zbiorki. Pozostawało pytanie, czy ilość przekłada się na jakość. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

"Nasze imię Legion, nasze imię Bob" Dennis E. Taylor


Jak być może niektórzy zauważyli, pewnym leitmotivem u mnie jest narzekanie na brak fantastyki środka. Takiej dla dorosłego czytelnika, ale nie potrzebującej na siłę udowadniać swojej dojrzałości przez wrzucanie w treść źle pojętego naturalizmu i przemocy. Ciężko u nas na coś takiego trafić, ale od czasu do czasu się zdarza. O dziwo, ostatnio znacznie częściej w science fiction niż w fantasy. Mam wrażenie, że twórcy space oper wychodzą z założenia, że nie muszą niczego udowadniać (może dlatego, że jest to jednak konwencja mało popularna wśród powieści YA). Tymczasem Mag niedawno wydał powieść Denisa E. Taylora „Nasze imię Legion, nasze imię Bob”, rzecz osobliwą, bo niemilitarną, za to nawiązującą do typowo naukowej futurystyki, tyle że bez wizjonerskiego zadęcia. Podchodziłam do niej z pewnymi obawami, ale pomysł na fabułę mnie skusił (a poza tym jest na Legimi). 

piątek, 10 kwietnia 2020

"Na ostrzu noża" Patrick Ness


Przyznam, że sama z siebie nigdy nie zainteresowałabym się powieścią Patricka Nessa. Wyglądała bowiem jak kolejna sztampowa młodzieżowa dystopia, jakich wiele swego czasu przewinęło się przez rynek wydawniczy. Jednak tłumaczka wypowiadała się bardzo pochlebnie o poziomie całej serii, więc postanowiłam zaryzykować i się zapoznać. I okazało się, że Ness swoim czytelnikom zaserwował coś, co technicznie wciąż jest powieścią młodzieżową i spełnia z grubsza wszystkie założenia definicji YA, ale jest też bardzo odmienne od tego, do czego rynek nas przyzwyczaił. Do tego stopnia, ze będę musiała powiedzieć kilka słów o zakończeniu, więc gdzieś tam dalej trafi się spoilerowy akapit. Ale spokojnie, oznaczę. 

sobota, 17 sierpnia 2019

"Pierścień" Larry Niven


Klasyka science fiction to jedna z tych działek fantastyki, po której zawsze oczekuje się jakiejś wielkiej Myśli czy Przekazu, względnie Poruszania Ważkich Kwestii. Generalnie próg wejścia niski nie jest. Jak się sięga po takiego Dicka, Bradbury’ego czy generalnie większość uznanych pisarzy, to można bardzo łatwo potwierdzić ten obraz. No ale są jeszcze powieści takie, jak „Pierścień”.

Louis Wu jest bardzo starym człowiekiem (choć różne odmładzające zabiegi sprawiają, że zdecydowanie nie wygląda na swój wiek) i z racji długowieczności nieco już znudzonym życiem. Na szczęście (?) na jego drodze staje przedstawiciel laleczników, rasy obcych bardzo zaawansowanej technologicznie, choć nieco paranoidalnej w obejściu, z propozycją. Ów obcy szuka członków pionierskiej ekspedycji do nowo odkrytego obiektu, niespotykanego wcześniej w Poznanym Wszechświecie. Do załogi dołączają również kzin, przedstawiciel wojowniczej rasy kosmitów oraz Teela Brown – dziewczyna, która po prostu ma szczęście w życiu.

piątek, 9 listopada 2018

"Wspólna orbita zamknięta" Becky Chambers

Pierwsza powieść Becky Chambers zachwyciła mnie. Nie dlatego, że jest jakąś wybitną literaturą, ale dlatego, że jest pełna ciepła i dobra i będzie dla mnie już chyba zawsze pełnić rolę kubka gorącego kakao w smutny, zimny wieczór. Nic więc dziwnego, że czekałam z niecierpliwością na kontynuację, która w tym roku ukazała się nakładem wydawnictwa Zysk i s-ka. Cóż, okazało się, że drugi tom nie do końca jest kontynuacją i nie do końca jest tak optymistyczny, jak tom pierwszy. Ale nie powiedziałabym, że to wada.

Lovelace musiała opuścić dotychczasowe, przynależne sobie miejsce na statku. Otrzymała nowe ciało (którego na dobrą sprawę nie chciała) i musi teraz nauczyć się żyć w roli, do której nie została zaprojektowana. Musi też nauczyć się pewnej konspiracji, bo ciało, które otrzymała, jest nielegalne. Ale z drugiej strony pozwala na całkiem nowe doznania, niedostępne dla SI statku dalekiego zasięgu, którą Lovelace przecież jest. Będzie musiała odkryć własną drogę.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Antologia zajdlowa 2018

W tym roku po raz pierwszy udało mi się przeczytać antologię zajdlowych opowiadań. Moja motywacja była tym silniejsza, że zbiór zawierał wszystkie nominowane teksty (w zeszłym roku niestety nie). W świetle tych faktów mogę stwierdzić, że nie zaskoczył mnie zwycięzca tegorocznej edycji plebiscytu. Co nie znaczy, że jestem wyborem czytelników jakoś szczególnie usatysfakcjonowana.

Przyznam, że zaczynając lekturę spodziewałam się czegoś więcej. Wiecie, dobre opowiadania są dobre, ale po nominacjach do najbardziej rozpoznawalnej polskiej nagrody gatunkowej spodziewałam się jednak choć trochę zachwytów. Tymczasem ogólny poziom tekstów jest mniej więcej taki sam, jak ogólny poziom tekstów w polskich antologiach fandomowych, jakie ostatnio miałam okazję czytywać... Nie, że zły. Raczej uśredniony.

Przejdźmy jednak do samych tekstów. Pozwólcie, że dla odmiany będę je omawiać w innej kolejności, niż autorzy ułożyli je w antologii. Zacznę więc od tekstu, który w tym roku zgarnął Zajdla, czyli od „Szaławiły” Marty Kisiel. Jak pisałam wyżej, nie dziwi mnie jego wygrana. Kisiel jest autorką o największym doświadczeniu spośród wszystkich nominowanych pisarzy i to widać – tekst czyta się najpłynniej i przyznam, że ze spora przyjemnością (co jest pewnym osiągnięciem, biorąc pod uwagę, że kompletnie nie znam uniwersum, do którego należy). To właśnie (razem z popularnością autorki) przyczyną zwycięstwa. Sama historia jest prosta (jak dla mnie nawet za prosta) i krzepiąca, główna bohaterka (czterdziestoletnia pani doktor, szukająca po licznych wojażach i pogrzebie toksycznej matki własnego miejsca na świecie) sympatyczna... No samograj.

Osobiście miałabym jednak dwóch innych faworytów (trochę na zasadzie, że Marta Kisiel już jednego Zajdla zgarnęła, niech da szansę innym). Pierwszym jest „Chwała” Przemysława Zańko, która nie dość, że jest dobrze napisana od strony technicznej, to jeszcze ciekawie recyklinguje mocno już wyeksploatowane motywy. Czyli Wojnę Trojańską (wiem, że to już bardziej topos, niż jakiś tam motyw, ale umówmy się - niewiele jest rzeczy w literaturze, do których nawiązywano częściej) oraz steampunk. Z tym, że autor nie poszedł na łatwiznę, przenosząc założenia homeryckiej opowieści w realnia plus-minus dziewiętnastego wieku. Raczej stworzył parową Starożytną Grecję. Ale akurat tło opisywanych wydarzeń jest najmniej istotne – Zańko bowiem napisał tekst mocno antywojenny z perspektywy najczęstszych ofiar wojny – kobiety i dziecka. A zresztą, co ja wam będę pisała – Ninedin zrobiła to lepiej, czytajcie u niej.

Drugim opowiadaniem jest cyberpunkowa „#Eudajmonia” Magdaleny Kucenty. To również dobrze napisany tekst z technicznego punktu widzenia. Mam jednak wrażenie, że trochę za dużo grzybków nam autorka do niego wrzuciła. Teoretycznie skupiła się na bohaterce i jej problemach z rozbitą psychiką i ogromną ilością nieprzepracowanych traum. Co jest wątkiem moim zdaniem najlepiej dopracowanym, jak na główny wątek przystało. Niemniej, mamy tu jeszcze: pytanie o cenę postępu, pochwałę wyższości reala nad wirtualem (która wypada chyba najsłabiej, bo jest poprowadzona ścieżką najbardziej oczywistych motywów), wątek budowania relacji z ludźmi, środowisko internetowych graczy oraz krytykę pewnych praktyk dużych korporacji. Wolałabym, żeby autorka kilka grzybków z tego barszczu wyłowiła.

Zdecydowanie słabiej wypadły dwa ostatnie teksty. „Ecce homo” Leszka Bigosa to kolejna wariacja na temat opowieści biblijnej na zasadzie „A co by było, gdyby Piłat nie skazał Jezusa”. Przyznam, że w polskim środowisku fantastycznym, w którym najpopularniejszą wariacją na temat niezmartwychwstałego Jezusa ciągle są inkwizytorskie teksty Piekary, opowiadanie Bigosa ma pewien urok. Przede wszystkim jest znacznie subtelniejsze niż można by się spodziewać. Zamiast wybijania zębów, przedmurza i oko za oko jest w nim melancholia, smutek i pewna rezygnacja. Niemniej, to trochę za mało.

„Diabolus ex machina”
Dawida Cieśli zdecydowanie najmniej przypadł mi do gustu. I w sumie trudno powiedzieć dlaczego. Technicznie jest nieco gorzej napisany, a w wykreowany świat czytelnik wkracza zdecydowanie mniej intuicyjnie niż można by oczekiwać (oraz: czy ja widzę nawiązania do Dukaja?). Autor ma kilka ciekawych pomysłów, ładnie gra znanymi „diabelskimi” motywami (jak cyrografy chociażby), odwołuje się do streampunkowego (clockpunkowego?) instrumentarium, ale to wszystko razem nie tworzy całości, która wzbudziłaby we mnie cieplejsze uczucia.

Nie wiem, czy poziom antologii jest reprezentacyjny dla wszystkich roczników. Podejrzewam, że im więcej znanych nazwisk, tym lepsza średnia. Z drugiej strony, dobrze, że pojawiają się w zajdlowym konkursie całkiem nowi autorzy. Przecież nie da się zbyt daleko zajechać na kilku oklepanych nazwiskach.
 
Antologię za darmo można pobrać tutaj.

poniedziałek, 9 lipca 2018

"Pułapka czasu" Madeleine L'Engle


Literatura dziecięco-młodzieżowa (zwłaszcza z naciskiem na dziecięcą) wydaje się być mocno zunifikowana – w końcu wszyscy (przynajmniej w zachodnim kręgu kulturowym) słyszeli o Muminkach, Pippi czy baśniach Andersena. Niemniej, każdy kraj ma własne dziecięce hity, nawet jeśli już nieco przyprószone kurzem zapomnienia i znane bardziej z popkulturowych odtworzeń niż oryginałów. Takim lekko zakurzonym oryginałem jest „Pułapka czasu” Madeline L'Engle. Wcześniej wydano ją u nas jako „Fałdkę w czasie”, ale chyba nie wzbudziła zainteresowania, bo wyszedł tylko jeden tom z pięciotomowego cyklu. Mag postanowił wznowić powieść (i chyba idzie mu lepiej niż poprzedniemu wydawcy, bo wyszły już dwie części) ze względu na ekranizację. Nieco zepsuł plany fakt, że film nie trafił do polskiej dystrybucji. No ale może przejdźmy do rzeczy.

Trzynastoletnia Meg ma problemy w szkole. Nie dość, że rówieśnicy robią sobie niewybredne żarty na temat jej rodziny, to jeszcze dziewczynka nie potrafi odnaleźć się w szkolnym systemie. No i oczywiście tęskni za ojcem, który zaginął w jednej z rządowych tajnych akcji (ale przecież nie może o tym powiedzieć tym kretynom w szkole, co tajne, to tajne). Pewnego dnia w jej domu zjawiają się dziwna staruszka, a w jakiś czas potem ona i jej dwie siostry zabierają Meg, jej małego, genialnego braciszka oraz kolegę ze szkoły w niesamowitą podróż. To jedyny sposób, aby odnaleźć i uratować ojca.

Książka powstała w latach sześćdziesiątych i przyznam szczerze, że nie zestarzała się jakoś bardzo źle (choć nieco rozczulił mnie obraz matki-naukowca, która swoje przełomowe eksperymenty robi na palniku w piwnicy). To typowa przygodówka w starym stylu, bez wyraźnych wątków romantycznych – fabuła liniowo przesuwa się z punktu A do B i kolejnych liter alfabetu, aż do satysfakcjonującego w sumie zakończenia, po drodze przekazując młodemu czytelnikowi co fajniejsze chrześcijańskie wartości (dość otwarcie zresztą; Lewis sugerował, że Aslan jest zbawicielem, L'Engle mówi, że Jezus grał po stronie dobrych), uczy także, że grunt to umieć zaakceptować siebie i przekuć swoje wady w zalety. Co może ją wyróżniać, to fakt, że nie jest to raczej powieść o dojrzewaniu (a przynajmniej nie na przestrzeni jednego tomu. Przyznam szczerze, że nie wiem, jak sytuacja rozwija się dalej). Owszem, Meg uczy się opanowywać swój gniew, ale mam wrażenie, że nie jest to zasługa jej samej, tylko zmiany zewnętrznych warunków.

Pozostali bohaterowie byli jacyś tacy płascy. Charles Wallace, kilkuletni genialny braciszek bohaterki wydawał mi się raczej niepokojący niż uroczy (o czym z kolei zapewniali mnie narrator i wszyscy bohaterowie), trzy niezwykłe siostry były zbyt obce i tylko Calvin, kolega ze szkoły, robił wrażenie sympatycznego chłopaka, który jakoś próbuje sobie radzić z problemami w domu. Niestety nie dostał zbyt wiele czasu antenowego.

Jest to jedna z tych powieści, która prezentuje wręcz archetypiczny podział na dobro i zło – mamy więc szlachetnych bohaterów i tajemniczą siłę, pożerającą wszechświat niczym Pustka Fantazjanę. Z tym, że o ile Pustka nie pozostawiała po sobie nic, o tyle Zło w „Pułapce czasu” subtelnie wypacza światy, na które wpływa. Moim skromnym zdaniem jest to znacznie ciekawszy zabieg, niż choćby osobowy Sauron.

„Pułapka czasu” posiada też walor edukacyjny – autorka wyjaśnia na przykład czym jest tessarakt i na czym polega podróż WARP (w powieści zwana tessarowaniem, ale nazwa jakoś się nie przyjęła). Wychodzi jej to całkiem nieźle, problem jednak polega na tym, że zdarzyło mi się czytać już książki znacznie bardziej kompleksowo (i równie przystępnie) zapoznające młodego czytelnika z zganieniami fizyki kwantowej.

Cóż, czytało się to nawet miło, ale „Pułapka czasu” nie przekonała mnie do kontynuowania znajomości z cyklem. Może to nieco przestarzałe rozłożenie akcentów fabularnych, może jestem po prostu za stara. Nie było jednak tak źle, żebym chciała wszystkim odradzać lekturę. Decyzję pozostawiam potencjalnym czytelnikom.
 
Ksiązkę otrzymałam od wydawnictwa Mag.

Tytuł: Pułapka czasu
Autor: Madeleine L'Engle
Tytuł oryginalny: A Wrincle in Time
Tłumacz: Anna Reszka
Cykl: Kwintet czasu
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2018
Stron: 196
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...