Właściwie nie wiem, co ostatecznie przekonało mnie do sięgnięcia po książkę Franka Westermana. Może fakt, że obiecywała wyprawę w świat największych odkryć paleoantropologii? Może to, że jego poprzednia czytana przeze mnie książka bardzo się podobała (i wciąż uważam, że „Czysta biała rasa” to najlepszy trolling tytułem książki, jaki znam)? Może po prostu chęć przeczytania ciekawego reportażu z pogranicza nauki? Dość, że się skusiłam i w ramach współpracy z księgarnią TaniaKsiazka.pl „My, człowiekowate” do mnie trafiło. I borze szumiący, jak mnie rozczarowała ta książka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niderlandzki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niderlandzki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 kwietnia 2022
poniedziałek, 19 października 2020
"Cycki. Czuła biografia piersi" Corien van Zweden
Poprzednia książka wydawnictwa Mova z gatunku szeroko pojętej literatury faktu, jaką przeczytałam okazała się zaskakująco udana, postanowiłam więc pójść za ciosem. Tym razem poszłam w klimaty feministyczne i zamówiłam „Cycki. Czułą biografię piersi” z księgarni TaniaKsiazka.pl. Wbrew pozorom nie odeszłam od literatury faktu, bo książka Corien van Zweden to reportaż. Bardzo osobisty, ale jednak.
poniedziałek, 13 kwietnia 2020
"Dom ptaków" Eva Meijer
Wiecie, przeglądanie zapowiedzi ekoliteratury i porównywanie jej z tym, co wyszło za granicą jest dla mnie źródłem pewnej frustracji. Dlatego, że tacy choćby Anglosasi mają długą tradycję pisania o przyrodzie, a więc i pisze się u nich o niej więcej, i sporo już do tej pory napisano, a polski czytelnik ma niewielkie szanse poznania ułamka tego. W tym świetle fakt zaistnienia na polskim rynku „Domu ptaków” uważam za dość zabawny. Rzadko bowiem wydaje się u nas powieści biograficzne o kompletnie nieznanych na naszym rynku autorkach.
środa, 12 marca 2014
Wojenne losy czworonożnej arystokracji - "Czysta biała rasa" Frank Westerman
Wyobraźcie sobie, że wchodzicie na stronę zapowiedzi wydawniczych i widzicie książkę o tytule „Czysta biała rasa”. Do premiery jeszcze sporo czasu, więc nie ma ani okładki, ani opisu, ale wiecie, że wydawnictwo zajmuje się głównie reportażem, w tym także z II wojny światowej i tematami pokrewnymi. Co sobie pomyślicie? Cóż, ja byłam mocno zaskoczona, kiedy okazało się, że tytułowa rasa to nie blond aryjczycy, ale arystokratyczne konie – lipicany. Dla sprawiedliwości muszę jednak dodać, że i hitlerowskie Niemcy miały swój rozdział w historii tych zwierząt.
Podtytuł książki Franka Westermana brzmi „Cesarskie konie, genetyka i wielkie wojny” – idealnie opisuje zawartość. Znajdziemy tam bowiem krótki rys historyczny powstania rasy, jak i założenia Hiszpańskiej Dworskiej Szkoły Jazdy (która wcale nie leży w Hiszpanii), pojedziemy na wycieczkę do współczesnych stadnin, posłuchamy dość obszernego wykładu o Mendlu, Darwinie i Lamarcku a także propagandzie totalitaryzmów. Jednak najwięcej miejsca zajmuje historia wojennych tułaczek – bo lipicany uciekały przed wojną co najmniej czterokrotnie. Jak wysoko musiano je cenić, żeby zawsze znalazł się ktoś gotów zaryzykować życie dla bezpieczeństwa stada?
Autor twierdził, że poprzez badanie losów koni chce dowiedzieć się czegoś o naturze ludzi. Muszę przyznać, że udało mu się to przynajmniej w części. Westerman stawia pytania niedopowiedziane, a odpowiedzi, które uzyskuje, rodzą tylko jeszcze więcej wątpliwości. Bo cóż takiego jest w tych białych koniach (albo w ludziach), że armia amerykańska narażała swoich żołnierzy w akcji ewakuacyjnej stadniny lipicanów? Cóż jest w nich takiego, że wielu totalitarnych przywódców państwowych uważało je za dobro strategiczne? Być może chodzi o niezwykłe przymioty charakteru, może o dystyngowany wygląd (choć, jak pisał autor cytując jednego z rozmówców, każdy hodowca przyzna, że pod względem harmonii budowy lipicanowi daleko do ideału) a może po prostu o to, że biały ogier karnie wykonujący swój taniec był dobrem luksusowym, wyznacznikiem statusu? Cóż, na to pytanie czytelnik musi już odpowiedzieć sobie sam.
Westerman konstruuje swój obszerny reportaż tak, jak najbardziej to lubię – nie skupia się wyłącznie na „samej rzeczy”, ale często ucieka w dygresje. Dzięki temu czytelnik nie tylko może odpocząć od monotonii, ale i poszerza horyzonty. Po zastanowieniu można jednak dojść do wniosku, że dygresje wcale nie są dygresjami. Wątek poświęcony genetyce i różnemu do niej podejściu na początku dwudziestego wieku (eugeniczny zachód versus stawiający na kluczową rolę otoczenia wschód) ma ilustrować podejście do hodowli lipicanów w tym okresie, ale czy na pewno? A może to hodowla koni jest tylko pretekstem, ilustracją i próbą interpretacji trendu mającego znacznie większe znaczenie niż tylko w praktyce zootechnicznej. Może to wykład o dziejach genetyki mendlowskiej w Związku Radzieckim jest tu kluczowy, a jego wpływ na chów koni a tylko zobrazować sprawę?
Miłośnicy osobistych relacji również znajdą coś dla siebie. Mimo dość surowego stylu jest niezwykłe piękno i radość dziecięcych lat we fragmentach opisujących młodość autora spędzoną w sąsiedztwie szkółki jeździeckiej. Przypadkowo złożyło się tak, że w tej właśnie placówce przebywał jedyny podówczas w Holandii rozpłodowy ogier lipicana. Tym samym stylem opisana relacja syna nadzorcy stacji ogierów rozpłodowych z czasów Trzeciej Rzeszy również mogłaby być lekka i młodzieńcza, gdyby nie dotyczyła dość rozpaczliwej ucieczki przed armią Czerwoną. Styl Westermana, pozbawiony zbędnych ozdobników, ale lekki, konkretny i obrazowy idealnie nadaje się do destylacji faktów i emocji, choć czasem autor kładzie akcenty w sposób dość niepokojący. Ale nie wszystko, co dla mnie niepokojące, jest takie w rzeczywistości.
Komu poleciłabym „Czystą białą rasę”? oczywiście wszystkim miłośnikom dobrego reportażu i dobrej literatury faktu. Miłośnicy zwierząt również nie powinni być zawiedzeni, tak jak i ci, którzy lubią poczytać o historycznych zawirowaniach wojen. W zasadzie jestem skłonna stwierdzić, że jeśli ktoś nie dostaje wysypki na wspomnienie o niebeletrystyce, to z lektury „Czystej białej rasy” powinien być zadowolony. W końcu dobry reportaż czyta się jak powieść.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Czarne.
Tytuł: Czysta biała rasa. Cesarskie konie, genetyka i wielkie wojny
Autor: Frank Westerman
Tłumacz: Jadwiga Jędryas
Tytuł oryginalny: Dier, bovendier
Cykl: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Rok: 2014
Stron: 292
Książka bierze udział w wyzwaniu Klucznik.
sobota, 19 czerwca 2010
Baśń opowiedziana na nowo - "Róża i wieprz" Anne Provoost
Bardzo zaskoczyła mnie ta książka. Pozytywnie.
Przeczytawszy na okładce, że jest to książka adresowana do młodzieży, o dorastaniu i inspirowana baśnią „Piękna i Bestia”, obawiałam się, że będzie to nagromadzenie moralitetów na wątłych barkach miałkiej, pseudofantastycznej fabułki. Okazało się, że moje obawy były nieuzasadnione. Swoją drogą, albo ja mam zafałszowany obraz literatury młodzieżowej, albo strach pomyśleć, o czym pisze się w Belgii dla dorosłych, skoro tak wyglądają powieści młodzieżowe.
Sprawiła mi też niezły kłopot ta niewielka książeczka. Mianowicie, trudno ją zaklasyfikować. Nie jest baśnią, co, jak dla mnie, widać po pierwszoosobowej narracji i po osadzeniu akcji w okolicy późnośredniowiecznej Antwerpii, a nie „za górami, za lasami…”. Nie jest też fantasy, gdyż mimo wszędobylskich elfów (nie tych rodem z Tolkiena czy Sapkowskiego, ale tych małych, psotnych, o owadzich skrzydełkach) i surowych aniołów, magia nie wywiera żadnego wpływu na świat. Wydaje się zresztą, że te bajkowe postaci nie wszystkim bohaterom dane jest dostrzegać. Najbliżej jej chyba do realizmu magicznego, ale, ze względu na tak silną inspirację klasyczną baśnią, wolałabym nazwać (na własny użytek) dziełko pani Provoost baśnią współczesną.
„Róża i wieprz” jest napisana pięknym, lekko onirycznym stylem. Rzeczywiście, tak jak zapowiada notka z okładki, jest powieścią o dojrzewaniu, odnajdowaniu samej siebie. O cenie, jaką przychodzi płacić za urodę i jaką czasem trzeba ponieść za nieprzemyślane czyny. O tym, że potwór może stać się piękną i że ta uroda wcale nie przynosi szczęścia, a często ściąga nieszczęście na tych, którzy są nam bliscy.
Żałuję, że nigdy nie miałam okazji czytać jakiejś pracy, gdzie autor rozkłada baśnie na czynniki pierwsze. Pozwoliłoby mi to zapewne lepiej zrozumieć tą „wariację na temat” „Pięknej i Bestii”. Ktoś jednak, kto ma wiedzę w kwestii analizy baśni, będzie miał bez wątpienia dużo więcej radości i satysfakcji z czytania, mogąc obserwować, jak autorka wykorzystała znane symbole, jak zmieniła wymowę baśni i jak to wszystko ma się do oryginału.
„Różę i wieprza” mogę polecić dosłownie wszystkim, bo każdy znajdzie tam coś dla siebie. Sama na pewno jeszcze do niej wrócę, ale dopiero po zapoznaniu się z analizami baśni.
A. Provoost, Róża i wieprz, Sic!, Warszawa 2005, 132 s.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




