Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kłamca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kłamca. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 maja 2012

Wszyscy kłamią - "Kłamca 4: Kill'em all" Jakub Ćwiek

Lokiego – bohatera cyklu „Kłamca” Jakuba Ćwieka – można bardzo polubić. Cóż z tego, że to złośliwa bestia, co nie przepuści żadnej okazji, żeby wbić szpilę każdemu, kto się nawinie? Nadrabia wdziękiem niegrzecznego chłopca i poczuciem humoru. Tym bardziej rozczarowywała trzecia powieściowa odsłona cyklu, gdzie nordycki bóg nam się rozmył w kalejdoskopie niezbyt sensownych (jak się podówczas wydawało) wydarzeń. Na szczęście „Kłamca 4. Kill’em all” wypada już lepiej. Wciąż nie dorównuje opowiadaniom, ale da się czytać bez bólu.

Na Ziemi szaleje Apokalipsa. Plagi już odhaczyliśmy, czas więc na spektakularne bitwy armii aniołów i demonów. Te jednak, dziwnym trafem, rozgrywają się z dala od metropolii, gdzieś w okolicach pustynnych. Toteż Eros i Jenny, którzy utknęli w Paryżu, mają szansę jakoś z tego wyjść. Najlepiej zacząć od wyjścia z kryjówki, gdzie przeczekali deszcz siarki. Tyle że to nie takie łatwe. W podobnej sytuacji jest zresztą Bachus, przebywający w areszcie na Biegunie Północnym, gdzie zbuntowane karły wznieciły powstanie. A Loki? No cóż, pod pretekstem polowania na Antychrysta łajdaczy się beztrosko w Dolinie elfów z co nadobniejszymi dwórkami. Ten to się zawsze umiał urządzić.

Powieść ciągle pozostaje nieco chaotyczna, ale już zdecydowanie mniej, niż w tomie poprzednim. Wydarzenia zaczynają nabierać tempa i sensu, wątki dopasowują się do siebie niczym elementy układanki. Nie wszystkie co prawda budzą jednakowe zainteresowanie, ale z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. No i finał. Finał pierwsza klasa: ładnie spina wszystkie wydarzenia, które do tej pory miały miejsce, wyjaśnia to, co pozostawało niewyjaśnione i scala cały cykl piękną klamrą. Nie spodziewałam się po panu Ćwieku czegoś takiego.

A co z humorem? Cóż, Loki już nie jest takim żartownisiem, jakim był kiedyś. Co prawda wciąż rzuca ciętymi ripostami, ale śmieszą tylko czasem. Humoru sytuacyjnego też jakoś nie odnotowałam, chyba że do tego worka wrzucimy wszystkie „personalne” zbiegi okoliczności, ale one szczególnie zabawne nie były. Najmocniejszą stroną powieści są jednak nawiązania i aluzje do masy innych wytworów kultury i popkultury (piszę o nich przy humorze, bo ich wyłapanie zawsze wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika). Ta intertekstualność jest charakterystyczna dla wszystkich tomów cyklu, chociaż w „Kłamcy 4” wypada podobnie, jak w którejś odsłonie „Strasznego filmu”: same żarty, ale śmieszny co czwarty. Niemniej, wyłuskiwanie kolejnych aluzji (nawet do rodzimych fantastów) sprawia niezmienną przyjemność, nawet, jeśli nie można spokojnie przejść przez stronę, żeby się o dwie albo trzy nie potknąć.

Co z bohaterami? Cóż, raczej pozostają sobą, tylko na Lokiego pobyt w Dolinie elfów jakoś źle wpłynął – bardziej złośliwy się chłopak zrobił. Nie ma sensu spodziewać się głębokiej psychologizacji postaci, ale chyba nikt tego nie oczekiwał, prawda? Co ciekawe, w „Kłamcy 4” spotkamy wszystkich, którzy pojawili się w całym cyklu, o ile mieli jakąś ważniejszą rolę do odegrania. To powtórne zejście się jest ciekawym doświadczeniem.

Na koniec, po tych wszystkich narzekaniach, napiszę, że polecam tę książkę. Jako zwieńczenie cyklu prezentuje się znacznie lepiej, niż oczekiwałam i jest to chyba jedno z lepszych czytadeł, jakie ostatnio miałam w ręku. Pochłania się błyskawicznie, a że trzeba główkować nad nawiązaniami do innych dzieł, to przy okazji można potrenować mózg. Tylko jeśli już sobie kupicie, to nie dawajcie książki wrażliwej koleżance czy młodocianemu bratu – zdarzają się momenty brutalne i takie, które wymagają czerwonego kwadracika. Jeśli wam to nie przeszkadza – czytajcie.


Tytuł: Kłamca 4: Kill'em all.
Autor: Jakub Ćwiek
Cykl: Kłamca
Wydawnictwo: Fabryka słów
Rok:2012
Stron: 376

PS. Przypominam o mojej stałej akcji blogowej. Ciągle czekam na nowych kandydatów.:)

wtorek, 9 listopada 2010

Polscy bogowie? - "Kłamca 3: Ochłap sztandaru" Jakub Ćwiek


Skoro już się zbratałam z „Amerykańskimi bogami” dzięki Gaimanowi, postanowiłam pójść za ciosem i sprawdzić, co tam słychać u pewnego kłamcy z nordyckich mitów. Znajomość nasza rozpoczęła się już lat kilka temu, kiedy to bóg ów wystąpił w dwóch tomach opowiadań autorstwa Jakuba Ćwieka, o wdzięcznych tytułach: „Kłamca” i „Kłamca 2: Bóg marnotrawny”. Okazało się jednak, że Lokiemu (bo o nim mowa) mało było takiej sławy i postanowił zostać gwiazdą powieści…

Lucyfer już od dłuższego czasu przygotowywał tą przedwczesną Apokalipsę. Mimo, że Loki, obecnie na stanowisku faceta od brudnej roboty zastępów niebieskich, mocno mu swego czasu nabruździł, przygotowania ukończono i zaczęło się przedstawienie. Loki tymczasem zostaje oddelegowany do upolowania Antychrysta, przez co musiał odłożyć plany spędzenia kilku dni z własną dziewczyną. Zadanie wyeliminowania niemowlaka okazuje się jednak bardziej skomplikowane, niż myślał…

I tu dochodzimy do głównej bolączki polskiej fantasy. Mianowicie nasi rodzimi autorzy mają tyle świetnych pomysłów, że wychodzą im znakomite (a przynajmniej bardzo dobre) opowiadania, natomiast warsztatu do napisania powieści wystarcza im już rzadko kiedy i dostajemy dziełko najwyżej przeciętne (no, niektórym udaje się napisać świetne czytadło, co nie znaczy, że jest to od razu świetna książka…). Nie inaczej było w przypadku Lokiego. Opowiadania o Kłamcy, który ciągle gra swoim pracodawcom na nosie były świetnymi, rozrywkowymi kawałkami prozy, które czytało się szybko i bez przestojów, a niekiedy potrafiły czytelnika kompletnie zaskoczyć. Główną ich zaletą (i najlepszym, co w nich było), był oczywiście sam Loki. W powieści niestety się rozmył. A co gorsza nie dostaliśmy nic w zamian. Gdyby ta powieść była potrawą, użyłabym do niej określenia „rozgotowana”.

Bohaterowie oczywiście powracają, mamy tu więc nie tylko wszystkich głównych aktorów z dwóch poprzednich odsłon spektaklu, ale postacie wtedy epizodyczne, bohaterowie jednego opowiadania, wydają się urastać do rangi niekiedy kluczowej (chociaż trudno to ocenić na chwilę obecną). Niestety, są słabo dopracowani i prości jak konstrukcja cepa. Humor, mocna strona wcześniejszych opowiadań, bądź co bądź głównie sytuacyjny, występuje tu w przypadkach tak nielicznych, że można by je policzyć na palcach jednej ręki. Jedynie absurd pozostał na stałym poziomie, ale dla mnie akurat to nie koniecznie jest plus.

Fabuła nie jest zła a akcja mogłaby być wartka, gdyby nie została pocięta na drobne fragmenty, które wprowadzają tylko zamęt. Jakoś mi to utrudniło lekturę sprawiając, że około 100 strony straciłam pęd i dalej wlokłam się już tylko jak wół w kieracie. Dodatkowo książka urywa się w połowie akcji jak ucięta nożem i nawet nie jest to hollywoodzkie zakończenie w stylu chwila kulminacyjna, potem nowa zagadka (lub nierozwiązane dotąd problemy zyskują na ważności) i zapraszamy na część drugą. Tutaj ma miejsce scena, którą można by za kulminacyjną uznać, ale została tak wprawiona w akcję, że nie widać wcale jej wartości. Pozostało mi więc wrażenie, że ktoś po prostu przeciął książkę…

A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, iż mimo zawodu, jaki mi sprawiła trzecia odsłona „Kłamcy”, jeśli pojawi się czwarta, to po nią sięgnę. Bo się do tej całej hałastry mitycznych bogów i skrzydlatych aniołów przywiązałam. Pozostałym radzę jednak zacząć od dużo ciekawszych opowiadań, a dopiero potem zdecydować, czy kontynuować znajomość.

P.S. No i jeszcze okładka. Gdzie się podział przystojny blondyn z dwóch poprzednich tomów? Zamiast niego mamy jakiegoś zarośniętego, podstarzałego pseudofarmera z wariackim uśmiechem na nieogolonej twarzy. Fuj!

Tytuł: Kłamca 3: Ochłap sztandaru
Autor: Jakub Ćwiek
Cykl: Kłamca
Wydawnictwo: Fabryka słów
Rok:2010
Stron: 269
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...