Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria Spektrum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria Spektrum. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 października 2011

Nasza historia;) - "Moja historia czytania" Alberto Manguel

Książeczkę pożyczyła mi JoannazKociewia. Dziękuję!

Książki o książkach to coś, co każdy mol książkowy lubi najbardziej. Może być to powieść o zapamiętałym czytelniku czy bibliofilu, może być popularnonaukowe opracowanie na temat czytelnictwa, ale chyba najlepsze są eseje. Ta forma pozwala na spojrzenie bardziej osobiste, kiedy czytając tekst myślimy „To o mnie!” (jak u Anne Fadiman). Ale pozwala też na spojrzenie bardziej globalne, na odnoszenie naszych własnych zwyczajów do historii ogólnej. I takie właśnie podejście prezentuje nam „Moja historia czytania” Alberto Manguela.

Autor jednak nie stara się przedstawić wszystkiego w sposób chronologiczny, drobiazgowo analizując aspekty czytelnictwa wedle wykładni wieków. Pozwolił sobie na swobodę, omawiając wybrane zagadnienia według własnych kryteriów. I tak, mamy tekst o historii czytania po cichu, które przez bardzo długi czas wcale nie było czymś oczywistym, o nauce czytania – czyli jak to drzewiej w szkołach bywało, o zakazanych lekturach – czyli cenzura przez wieki i tak dalej, i tak dalej. 

Oczywiście nie wszystkie teksty podobały mi się tak samo. Zdarzały się eseje nużące, które mimo szczerych chęci nie potrafiły mnie zainteresować. Bywały też perełki (i to całkiem sporo), które czytałam z wypiekami na twarzy, odnajdując tam coś o sobie. Chociażby tekst o zwyczaju czytania w łóżku –  jeden z tych, przy którym od razu pomyślałam „To o mnie!”. W pewnym sensie ta myśl odnosiła się też do rozdziału poświęconego historii uprzedzeń do czytających (czyli poszukiwaniom momentu, w którym człowiek z książką przestał być uważany za mędrca, a zaczął być postrzegany jako irytujący fantasta, który żyje tylko w świecie własnych imaginacji), zwłaszcza, że autor przy tej okazji poświęcił też sporo miejsca okularom. Niezwykle ciekawe były rozważania o cenzurze. To z nich dowiedziałam się, że w niektórych stanach jeszcze w połowie XIX wieku nie wolno było uczyć (ani uczyć się) czytać czarnoskórym, zarówno niewolnikom, jak i wolnym. Za to przewinienie groziło ciężkie pobicie, a nierzadko i stryczek. Działalność cenzorska w ogóle ma w USA dość bogatą tradycję, co zdaje się być gorzką ironią w kraju, który jest taki dumny z wolności własnych obywateli…

Zwyczaje pisarskie Manguela mogą sprawiać problem niektórym czytelnikom. Zwłaszcza tym, którzy nie lubią, kiedy cytuje się nieznane im książki. Wszystkie eseje są bowiem naszpikowane cytatami jak przysłowiowa dobra kasza skwarkami. A i język sprawia, że są trudniejsze w odbiorze, niż choćby eseje Fadiman. Moim zdaniem jednak warto się trochę wysilić.

Sądzę, że „Moja historia czytania” jest obowiązkową pozycją dla każdego mola. Pozwala poobcować ze świetnym, choć momentami przyciężkim stylem, poszerza wiedzę o własnej obsesji.;) a każdy przecież powinien własną obsesję znać jak najlepiej. I zawsze warto wiedzieć, która z postaci historycznych miała podobne zwyczaje do nas.

Tytuł: Moja historia czytania
Autor: Alberto Manguel
Tytuł oryginalny: A history of reading
Tłumacz: Hanna Jankowska
Wydawnictwo: Muza
Rok: 2003
Stron: 496

wtorek, 14 czerwca 2011

1000 i jeden "dziwactw" Japonii - "Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii" Rafał Tomański

Książkę wspaniałomyślnie pożyczyła mi JoannazKociewia, za co szczerze i serdecznie dziękuję.:)

Kiedyś już opisywałam książkę o Japonii. Żaliłam się wtedy, że za mało o mentalności i społeczności Japończyków, zaś za dużo o problemach gospodarczo-infrastrukturalnych kraju autor napisał. No i „Psy i demony” były już nieco podstarzałe. Ostatnio naprzeciw moim niespełnionym przez tamtą lekturę oczekiwaniom wyszedł polski autor – Rafał Tomański, podróżnik z zamiłowania i japonista z wykształcenia.

„Tatami kontra krzesła” to książka – synteza. Autor bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, że całej japońskiej mentalności nie da się przedstawić w jednym dziele (chyba, że byłoby ono wielotomową rozprawą naukową), dlatego obrał kierunek odwrotny – postanowił wyłowić co bardziej charakterystyczne fakty na temat Kraju Kwitnącej Wiśni, zmieszać je z najbardziej, według siebie, wartościowymi przemyśleniami i uzyskany produkt przedstawić w taki sposób, ażeby czytelnik mógł przynajmniej spróbować zrozumieć Japończyków. Moim zdaniem wyszło mu świetnie.

Stereotypy dotyczące Japończyków każdemu się obiły o uszy. Autor stara się je sprostować, lub, jeśli są z grubsza zgodne z prawdą, wyjaśnić ich przyczynę. I tak, wszyscy wiemy, że Japończycy to najpracowitszy naród świata, zdolny dosłownie zaharować się na śmierć z uśmiechem na ustach. Ale nieliczni tylko (teraz liczniejsi, bo książkę w blogosferze już chyba każdy czytał) wiedzą, że jeszcze sto lat temu Japończycy byli uważani za najbardziej leniwych i niesolidnych pracowników na świecie. Każdy wie, że potomkowie samurajów mają hopla na punkcie elektronicznych gadżetów, ale niewielu z nas zdaje sobie sprawę z jego rozmiarów. I jak bardzo oczekiwania co do wspomnianych gadżetów różnią się w kręgach cywilizacji zachodniej w stosunku do Kraju Kwitnącej Wiśni. Każdy wie, że największy sukces na japońskim rynku wydawniczym odnoszą komiksy, ale mało kto interesuje się najnowszymi trendami w japońskiej literaturze. Właśnie takie ciekawe zagadnienia porusza autor.

Oprócz tego pan Tomański pisze o tym, czego brak podczas tego typu lektur zawsze gdzieś na dnie mózgu odczuwałam, a mianowicie o języku, zarówno werbalnym, jak i niewerbalnym. Jak na ironię, ten pierwszy okazuje się wcale nie taki trudny, jak zwykło się powszechnie uważać (sam autor pisze, że w japońskim nie ma absolutnie żadnego dźwięku, który mógłby sprawiać problem Polakowi. Gorzej w drugą stronę.), za to na tym drugim nieświadomy niczego turysta może się nieźle przejechać. Co prawda pobicie za obrazę czci raczej mu nie grozi, ale niesmak u tubylców pozostanie. Zwłaszcza, że są oni bardzo wrażliwi na wszelkie odstępstwa od etykiety.

Mogłabym jeszcze o książce pana Tomańskiego dużo pisać, ale nie ma to większego sensu – gdybym chciała napisać o wszystkim, co mi się ciśnie na klawiaturę, musiałabym streścić całość. Tak więc idę dopisać sobie „Tatami kontra krzesła” do listy „must have”, Wam zaś drodzy czytelnicy radzę uczynić to samo, względnie biec czym prędzej do najbliższej księgarni w celu nabycia, abyście sami mogli odkryć smaczki Japonii.

Tytuł:Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii
Autor: Rafał Tomański
Wydawnictwo: Muza
Rok: 2011
Stron: 278

niedziela, 12 września 2010

O pasji czytania - "Jak powieść" Daniel Pennac


W piątek przyszła do mnie paczuszka od Joanny (dziękuję!). Były w niej dwie książki, które już dawno chciałam przeczytać. Postanowiłam wytężyć jednak silną wolę i zanim wezmę się za nowoprzybyłe, skończyć chociaż jedną z zaczętych. Położyłam więc na stoliku, aby czekały na odpowiedni moment. I tak na siebie nawzajem popatrywałyśmy, ja na nie, one na mnie. A potem przyszła mama i zabrała jedną. Wiedziona poczuciem solidarności, nie namyślając się długo, chwyciłam drugą. Przeczytałam w jeden wieczór. Było to „Jak powieść” Daniela Pennaca.

Na początku miałam mieszane uczucia. Spodziewałam się czegoś podobnego do „Ex librisu”, czyli esejów zwartych i o czytaniu jako takim. Tymczasem dostałam poradnik, jak nie zniechęcać dzieci do czytania przez rodzicielską nadgorliwość. Nie zniechęciłam się, jako iż, po pierwsze: na razie dzieci nie mam, ale kiedyś zapewne będę miała, więc wiedza taka z pewnością mi się przyda, a po drugie: wszystko było napisane świetnie, z humorem i pazurem. Dopiero dalej zaczęło się to, co tygrysy lubią najbardziej.

„Jak powieść” jest pochwałą czytania dla rozrywki. Czytamy nie dlatego, że „Trzeba czytać!”, że autor znany, że nie wypada nie czytać. Czytamy dlatego, że sprawia nam to przyjemność. Czytanie ma być czynnością niezwykle intymną i nikt nie ma prawa narzucać nam obowiązku czytania, ba, nikt nawet nie ma prawa narzucania nam lektur, ani nawet narzucania jedynie słusznej interpretacji. Wszystko to jest naszą intymną rozmową z autorem i nikt nie powinien próbować jej podsłuchiwać.

Mi osobiście najbliższy sercu wydał się krótki tekst traktujący o czasie na czytanie. Któż z nas, moli książkowych, nie słyszał nigdy odzywek w rodzaju: „Skąd ty masz tyle czasu na czytanie? Chyba nie masz w domu nic do roboty.”, „Lepiej zamiast czytać te głupoty do nauki byś się wziął, a nie czas marnujesz!”, „Szczęściara z ciebie, ja też bym chętnie coś przeczytała, ale nie mam czasu.” ? Chyba każdemu zdarzyło się prowadzić podobne wymiany zdań. Pennac podsumowuje to jednym trafnym zdaniem: „Skoro tylko pojawia się kwestia czasu na czytanie, to znaczy, że nie ma ochoty na czytanie.” [122] „Czas na czytanie jest zawsze czasem ukradzionym. (Tak samo z resztą jak czas na pisanie czy czas na kochanie).” [123] Wie to każdy zagorzały czytelnik. Sama często kradnę sobie godzinkę snu albo rezygnuję z przestawiania bibelotów na półkach, aby poczytać. Jednak ten, kto czytać nie lubi (i nie ma żadnej innej pasji, dla której analogicznie wykrada czas), nigdy tego nie zrozumie.

Wiele jeszcze było smaczków w tych krótkich esejach. Żeby wymienić wszystkie musiałabym przepisać pół książki, ale wtedy nie mielibyście po co jej czytać.;) Dlatego na zakończenie ograniczę się do wymienienia Nienaruszalnych Praw Czytelnika. Jest ich 10, a pogrubię te, z których nagminnie korzystam.;)
1. Prawo do nieczytania.
2. Prawo do przeskakiwania stron.
3. Prawo do niekończenia książki.
4. Prawo do czytania jeszcze raz.
5. Prawo do czytania byle czego.
6. Prawo do bovaryzmu (choroby przenoszonej przez tekst).
7. Prawo do czytania byle gdzie.
8. Prawo do czytania na wyrywki.
9. Prawo do czytania na głos.
10. Prawo do milczenia.

Tytuł: Jak powieść
Autor: Daniel Pennac
Tłumacz: Katarzyna Bieńkowska
Tytuł oryginalny: Comme un roman
Wydawnictwo: Muza
Rok: 2007
Stron: 171
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...