Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szwedzki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szwedzki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2020

"Dobry wilk" Lars Berge


 Przyznam, że „Dobry wilk” Larsa Berge był tym reportażem, który wzbudził moje zainteresowanie, jak tylko pojawił się w zapowiedziach. W końcu, wnioskując z opisu, spokojnie mógłby trafić do serii Menażeria… No ale mniejsza z tym, wypadek z udziałem dzikich zwierząt jest zawsze sprawą dość sensacyjną. Miałam jednak nadzieję, że autor wyjdzie poza poszukiwanie taniej sensacji i poszuka głębiej, przy okazji pisząc może co nieco o kondycji ogrodów zoologicznych jako takich (bo niestety nie jest tak, że są to placówki bez skazy) i o naszym stosunku do wilków. Nie zawiodłam się i od razu przyznam, że chciałabym, żeby ta książka była ze dwa razy dłuższa. 

sobota, 31 stycznia 2015

Komedia geriatryczna, czyli w sto lat dookoła świata - "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" Jonas Jonasson

Są powieści, które maja ogromną promocję w blogosferze. W okolicach premiery trudno się opędzić od notek o nich, w pewnym momencie człowiek zaczyna się bać zaglądać do lodówki. „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” właśnie do nich należał, ale szczerze mówiąc w czasie tej kampanii promocyjnej nie zapałałam chęcią przeczytania (choć zapamiętałam okładkę – strasznie mi się podoba). Więc jak rzucili edycję biedronkową w śmiesznych cenach, to się skusiłam. I nie żałuję.

Allan Karlsson kończy dziś sto lat, ale czuje się jeszcze całkiem dobrze. Nie za bardzo odpowiada mu spędzenie reszty życia w tym okropnym domu opieki, gdzie nawet kieliszka wychylić nie można. Toteż postanawia spontanicznie wyskoczyć przez okno (na parterze było). Na dalszy rozwój wydarzeń planu nie ma, ale dworzec wydaje mu się nienajgorszą opcją. To co potem się dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie, a na pewno oczekiwania Allana.

Czytając powieść Jonassona, miałam skojarzenia z prozą Chmielewskiej i to z najlepszych lat jej pisarstwa. Ta sama szalona akcja, nieprawdopodobne teorie i wątek śledztwa. Niemniej, sama konstrukcja powieści dość znacznie się rożni od tego, co królowa polskiego kryminału zwykła nam serwować. U Chmielewskiej to grupa przyjaciół próbuje rozwiązać zagadkę, często tworząc przy tym całkiem fantastyczne teorie. Tutaj poznajemy niejako grupę ściganych, którzy chcą przed stróżami prawa umknąć, za przyjaciół mając najbardziej nieprawdopodobne zbiegi okoliczności. To tak, jakby jedna z szalonych teorii bohaterów Chmielewskiej nagle okazała się prawdziwa.

Ale brawurowa ucieczka stulatka to tylko połowa fabuły powieści. Druga połowa to biografia Allana. Okazuje się, że stulatek, który zaczynał jako nieletni posłaniec w fabryce materiałów wybuchowych, stał się człowiekiem niezwykle bywałym i światowym. Dwudziesty wiek obfitował w zdarzenia brzemienne historycznie i najwyraźniej Alan w większość z nich był zamieszany. A kulisy tego zamieszania zdradzają dość osobliwe szczegóły.

Sam Allan niezwykle przypomina mi archetypowego wręcz Jasia z baśni. To taki chłopek-roztropek: szkół nie kończył, za przewodnika w życiu najczęściej miał chłopski rozum, ale z drugiej strony sprytu mu nie brakowało i w ciemię bity nie był. A że szczęście mu sprzyjało, to potrafił każdego zrobić w konia i jeszcze się ustawić. W dodatku Allan jest postacią ogromnie sympatyczną, więc czytelnik przyklaskuje mu, gdy kolejne pościgi wyprowadza w pole, a wrogów spotyka mniej lub bardziej zasłużona kara. To klasyczna baśń napisana we współczesnym języku.

Dodatkowe punkty ma u mnie autor za uczynienie bohaterami ludzi starych. Oczywiście, rodzi to dodatkowy potencjał komiczny (dziadek wodzący za nos policjantów zawsze będzie bardziej zabawny niż robiący to samo młodzik. Tylko z fanserwisem gorzej), ale mimo wszystko miło, gdy w plejadzie bohaterów młodych i w średnim wieku pojawi się osoba 70+ pełna werwy i pomysłów, a nie rozpamiętująca ze zgorzknieniem własne życie.

„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” tryska humorem (to naprawdę szalenie zabawna powieść, często dość absurdalna), ale autor komentuje w nim również sprawy poważne – jak choćby zimna wojna, afera Watergate czy masowe sterylizacje „niedostosowanych” w Szwecji (pisałam niedawno o książce, w której o tym ostatnim można poczytać na poważnie), sprowadzając je do absurdu i obnażając ich głupotę. Dzieje się to co prawda kosztem pewnych uproszczeń, ale zadaniem satyry nie jest przecież zabawa w niuanse.


Czy polecam „Stulatka...”? Owszem, to idealna powieść na poprawę humoru, świetnie napisana i z galerią barwnych, często historycznych postaci (o których nie wspominałam, bo spoiery – nie chcę wam psuć zabawy). Teraz z czystym sumieniem będę się mogła zabrać za ekranizację. Ciekawe, czy dorówna pierwowzorowi.

Tytuł: Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Autor: Jonas Jonasson
Tytuł oryginalny: Den hundredårige der kravlede ud ad vinduet og forsvandt
Tłumacz: Joanna Myszkowska-Mangold
Wydawnictwo: Świat Ksiązki
Rok: 2013
Stron: 416

środa, 21 stycznia 2015

Ciemna karta historii, czyli bardzo poważnie - "Higieniści" Maciej Zaremba Bielawski

To będzie bardzo krótka notka. Książka, o której będę pisać nie ma bohaterów, fabuły ani fascynującego świata przedstawionego, a ja nie jestem specjalistką w poruszanej dziedzinie, żeby ją jakoś szeroko komentować. Za to traktuje o sprawach, które raczej nie są znane szerszej publiczności. A zdecydowanie powinny być.

Szwecja to kraj, który kojarzy się raczej z powszechnym dobrobytem. Nawet czas drugiej wojny światowej nie jest szczególnie kojarzony z nazistowskimi okrucieństwami. Jednak istnieją takie karty w najnowszej historii kraju, o których szwedzki rząd woli nie pamiętać. Jedna z nich zawiera rozdział poświęcony masowym sterylizacjom Szwedów.

Maciej Zaremba Bielawski próbuje z jednej strony opisać zjawisko „higieny rasy” (i tu skupia się nie tylko na Szwecji, ale i na innych krajach, bo w dobie popularności eugeniki pomysły, aby sterylizować „niedostosowanych” obywateli pojawiały się wcale często. Nigdzie jednak nie osiągnęły takiej skali, jak w Szwecji), jak i wytropić wszystkie czynniki, które pozwoliły mu się rozwinąć. Przywołuje też przykłady poszczególnych ofiar systemu.

Najtrudniejsza jest odpowiedź na pytanie, jak doszło do tego, że w imię ograniczania wydatków socjalnych okaleczono dziesiątki tysięcy ludzi, często tylko na podstawie anonimowego doniesienia. Jak system, który w założeniu miał chronić osoby upośledzone przed takimi konsekwencjami działań, którym nie będą w stanie podołać (nie, żebym pochwalała sterylizację kogokolwiek dla jego własnego dobra, ale odnotujmy dobre intencje) w narzędzie systemowego okaleczania ludzi ubogich. A właściwie kobiet, bo sterylizacje dziwnym trafem dotyczyła głównie ich (wbrew logice, w końcu „źle prowadzący się” mężczyzna może teoretycznie odpowiadać za więcej niechcianych ciąż niż źle prowadząca się kobieta. Poza tym, wazektomia jest zabiegiem daleko prostszym, tańszym i bezpieczniejszym niż podwiązanie jajowodów lub usunięcie jajników).

Wadą książki jest sztywny, naukowy styl, który może odstraszyć część czytelników. Na szczęście naukowość tekstu polega tu głównie na używaniu fraz mało potoczystych i suchym języku, nie zaś na przesycie specjalistycznego słownictwa. Przekaz jest więc klarowny, choć może być trudno przyswajalny. Niemniej uważam, ze warto się nieco wysilić.

„Higieniści” to ostrzeżenie dane nam przez naszą własna historię. Myślę, ze każdy powinien się z nim zapoznać. Co zrobi później z tą wiedzą, jego sprawa. Ale przynajmniej będzie ostrzeżony. 

Tytuł: Higieniści. Z dziejów eugeniki
Autor: Maciej Zaremba Bielawski
Tytuł oryginalny: De rena och de andra: Om tvångssteriliseringar, rashygien och arvsynd
Tłumacz: Wojciech Chudoba
Wydawnictwo: Czarne
Rok: 2011
Stron: 428


PS. Recenzję sponsoruje JoannazKociewia, która pożyczyła mi książkę. Dzięki!:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...