Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tui T. Sutherland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tui T. Sutherland. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 listopada 2019

"Skrzydła Ognia: Przebudzenie Pełni" Tui S. Sutherland


Cykl o Skrzydłach Ognia był całkiem przyjemną opowieścią dla młodszego czytelnika (dla tych, którzy nie bardzo kojarzą, opowiadał o piątce smocząt wskazanych przez przepowiednię, których przeznaczeniem miało być jakoby zakończenie dwudziestoletniej wojny między pretendentkami do trony Królestwa Piasku). Był też całkiem zgrabnie zamkniętą całością. Ale jak doświadczenie fantasy (a także tej konkretnej autorki) uczy, żadna historia nie jest na tyle zamknięta, aby nie można było czegoś jeszcze dopisać. Bo chociaż przeznaczenie Smocząt Przeznaczenia się dopełniło, to w świecie Pyrii można opowiedzieć jeszcze wiele historii.

wtorek, 13 marca 2018

"Skrzydła Ognia: Najjaśniejsza noc" Tui T. Sutherland

Wreszcie doczekaliśmy się zamknięcia pięcioksięgu o Smoczętach Przeznaczenia. To znaczy, zakończyliśmy główną historie pięciu smocząt z przepowiedni, bo jak dotąd autorka już zdążyła natłuc kolejne pięć tomów kontynuacji (tym razem głównym bohaterem każdego czyniąc postacie drugoplanowe głównej serii; chyba mają to u nas wydawać. I tak, będę to dalej czytać). Ostatnia narratorką została Słoneczko, „wybrakowana” Piaskoskrzydła członkini ekipy. Przyznam, że byłam bardzo ciekawa tego tomu, głównie dlatego, że narracja z punktu widzenia Słoneczka mogła być  nietypowa.

W zamieszaniu, jakie zostało wywołane ostatnimi wydarzeniami na wyspie Nocoskrzydłych, Słoneczko zostaje porwana. Udaje jej się co prawda uciec, ale poznawszy plany porywaczy, chce przeszkodzić w ich realizacji – w tym celu musi udać się na teren Piaskoskrzydłych. Czy idealistyczna, pogodna smoczyca bez szczególnych (żeby nie powiedzieć „żadnych”) umiejętności bojowych będzie w stanie dopiąć swego?

Tego tomu byłam ciekawa głównie dlatego, że tym razem narratorką miała być postać, której wcześniej prawie nie użyczano głosu. Słoneczko bowiem przez swoich przyjaciół była zawsze gremialnie ignorowana – łatwo ignorować kogoś, kto jest mały, cichy i wiecznie pogodny. Zwykle uważa się go za uroczego i niezbędnego dla równowagi w grupie, ale trochę bezużytecznego w chwilach, kiedy trzeba działać albo podejmować ważne decyzje. W „Najjasniejszej nocy” autorka na przykładzie Słoneczka pokazuje, jak bardzo frustrujące dla samego zainteresowanego może być tego typu podejście. Okazuje się, że mała smoczyca miałaby swoim przyjaciołom do zaoferowania znacznie więcej, niż mogliby podejrzewać – gdyby tylko dali jej dojść do słowa.

Słoneczko w czasie swojej samotnej przygody przechodzi swoistą przemianę. Teraz nadchodzi jej kolej na odnalezienie utraconej rodziny – dzięki temu bohaterka nabiera pewności siebie i może określić własne miejsce w świecie (poczucie tożsamości młodej smoczycy mocno ucierpiało na skutek rewelacji ujawnionych w poprzednim tomie). To subtelna przemiana, ale dzięki niej Słoneczko przestaje być ignorowana – uczy się, jak może przedstawiać własne racje tak, żeby ich wysłuchano. Młoda Piaskoskrzydła nie porzuca przy tym swojego idealizmu i pogody ducha – wręcz przeciwnie, łagodna natura i wrodzona skłonność do mediacji zamiast bijatyki sprawia, że nie tylko ocali własna skórę, ale też doprowadzi do finału całej tej kabały z przepowiednią.

Rozwiązanie głównego wątku fabularnego znajduję ciekawym – nie rozczarowałam się. Acz muszę przyznać, że od pewnego momentu rzeczy dzieją się zbyt szybko i rozwiązanie intrygi, która dojrzewała od pięciu tomów na właściwie kilkunastu stronach pozostawia pewien niedosyt. Można to było chyba trochę lepiej zrównoważyć.

Ogólnie „Skrzydła Ognia” to bardzo fajny cykl dla młodszego czytelnika. Polecam – gdybym miała jedenaście lat, byłabym zachwycona.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Mag.

Tytuł: Skrzyła Ognia: Najjaśniejsza noc
Autor: Tui T. Sutherland
Tytuł oryginalny: Wings of Fire. Book Five: The Brightest Night
Tłumacz: Małgorzata Strzelec
Cykl: Skrzydła Ognia
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2018
Stron: 294

środa, 18 października 2017

"Skrzydła Ognia: Mroczny sekret" Tui T. Sutherland

Minęło sporo czasu, odkąd ostatnio odwiedziłam Pyrrię. Wydawnictwo zafundowało fanom serii ponad roczną przerwę i to w dość niefortunnym miejscu, bo ostatnio skończyło się cliffhangerem. Mnie osobiście poprzedni tom trochę rozczarował, ale muszę przyznać, że historia Gwiezdnego Lotnika (bo to z jego perspektywy poznajemy wydarzenia „Mrocznego sekretu”) to zupełnie nowa jakość. Autorka strzeliła z grubej rury.

No i UWAGA, SPOILERY! Głownie do tej, ale i do poprzednich części.

Gwiezdny Lotnik został porwany przez swoich pobratymców, Nocoskrzydłe, do ich tajemniczego królestwa. Co prawda okoliczności przybycia nie były najszczęśliwsze, a pierwsze wrażenie nie nastraja optymistycznie, ale młody smok ciągle ma nadzieję, że jego rodzaj okaże się tak wspaniały, jak mówią  ukochane zwoje. Przecież przerażający, wredny i okrutny Wieszcz (jedyny przedstawiciel własnego gatunku, jakiego Lotnik kiedykolwiek poznał) nie może być reprezentatywny, prawda?

Jak dotąd autorka, przedstawiając nam społeczności poszczególnych gatunków smoków zamieszkujących Pyrrię, była raczej umiarkowana. Owszem, każda miała swoje wady, swoją niekoniecznie pozytywną charakterystykę i często okrutne obyczaje, ale szczerze mówiąc, nie było to nic, czego nie możnaby się spodziewać po fantasy dla młodszego czytelnika (znaczy, są krwawe walki między smokami i padają trupy, ale dla mnie to nie jest nic, czego bym się nie spodziewała po akurat tym cyklu…). Tymczasem teraz… cóż, stworzyła nacjonalistów.

Społeczność Nocoskrzydłych ma dwa główne problemy. Pierwszy (i jedyny, jaki zauważają), to fakt, że ich królestwo umiera. Wyspa, na której dotąd mieszkały, została jakieś dziesięć lat wcześniej zmieniona w pustkowie przez wybuch wulkanu, więc przetrzebiona populacja smoków głoduje, a z powodu zanieczyszczenia powietrza pyłem i wyziewami wciąż aktywnego wulkanu wykluwa się niewiele młodych. Zrozumiałe, że w takich warunkach smoki będą desperacko poszukiwać przestrzeni do życia. I każde rozwiązanie dające szanse na sukces będzie dobre. Nawet jeśli obejmuje wybicie i zniewolenie (w dowolnej kolejności i proporcjach) innego ze smoczych gatunków.

Przy czym to samo w sobie nie jest dziwne – potrafię zrozumieć desperację narodu, który za wszelką cenę chce znaleźć takie miejsce do życia, które nie zabija ich dzieci. Ale Nocoskrzydłe są przy tym głęboko przekonane o swojej wyższości nad innymi smokami. Wierzą, że mają prawo je wykorzystywać i traktować instrumentalnie, że są nadsmokami, których naturalnym przeznaczeniem jest rozkazywać każdemu, komu chęć rozkazywania wyrażą. Mamy więc scenkę że smoczym odpowiednikiem doktora Mengele, który każe porywać i torturuje łagodne Deszczoskrzydłe, aby prowadzić badania nad ich jadem – przy czym traktuje swoje prawo do poświęcania innego rodzaju smoków w imię nauki jako oczywistość. Kiedy Gwiezdny Lotnik zwraca mu uwagę, że jest de facto katem, naukowiec jest głęboko wstrząśnięty. Wychowano go w przekonaniu, że inne smoki można traktować jak zwierzęta laboratoryjne i potrzeba było kogoś z zewnątrz, żeby zauważyć, że coś tu jest nie tak. Owszem, organizująca walki gladiatorów między pojmanymi jeńcami królowa Nieboskrzydłych też była okrutna, ale było to prymitywne okrucieństwo silniejszego - który wie, że kiedyś już może silniejszy nie być, ale tymczasem cieszy się chwilą. Tutaj mamy okrucieństwo systemowe, wynikające z głębokiego przeświadczenia o własnej wyższości,uświęcającej wszelkie występki.

I w takie otoczenie tafia idealistyczny Gwiezdny Lotnik. Który naczytał się w (pisanych oczywiście przez Nocoskrzydłe) zwojach o wspaniałości i rozlicznych zaletach własnej rasy. Który dodatkowo jest bierny z natury, brak mu przebojowości, a jego sposób radzenia sobie z problemami polega na czekaniu, aż same się rozwiążą. I któremu brutalne zderzenie z rzeczywistością uświadomi, że tym razem musi działać, bo dojdzie do katastrofy, której konsekwencje poniosą dwa smocze gatunki. Przyznam, że w przeciwieństwie do poprzednich tomów "Mroczny sekret" nie mówi nam, jaka przemiana zaszła w jego głównym bohaterze - końcowe wydarzenia powieści były dla Lotnika bardzo traumatyczne i pewnie dopiero w kolejnej części dowiemy się, jakie ostatecznie wywarły na nim piętno. Widać, że autorka powoli odchodzi od prostego schematu weryfikacji dziecięcych marzeń swoich bohaterów i zaczyna stawiać na ich dojrzewanie jako proces, nie akt (co było zasygnalizowane już w poprzedniej części).

Z pewnością jest to tom bardziej udany niż poprzedni: dzieje się więcej, a i ciężar wydarzeń zdaje się bardziej znaczący dla fabuły całości cyklu. Bardzo przyjemnie czyta mi się o młodych smokach. I chętnie będę czytać kolejne tomy.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Mag

Tytuł: Skrzyła Ognia: Mroczny sekret
Autor: Tui T. Sutherland
Tytuł oryginalny: Wings of Fire. Book Four: The Dark Secret
Tłumacz: Małgorzata Strzelec
Cykl: Skrzydła Ognia
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2017
Stron: 278

piątek, 29 lipca 2016

"Skrzydła Ognia: Ukryte królestwo" Tui S. Sutherland

Jestem po lekturze trzeciego tomu „Skrzydeł Ognia”. Dla tych, którzy nie wiedzą, o co chodzi, wyjaśniam – jest to cykl o przygodach piątki młodocianych wybrańców (przeznaczony dla młodszych miłośników fantastyki), mających według przepowiedni zakończyć trwającą od wielu lat wojnę. Zasadniczo od wielu innych cykli tego typu różni się tym, że wybrańcy są smokami. Akurat trzeciego tomu byłam ciekawa, bo opowiadać ma o nieco wyalienowanej, izolującej się od grupy członkini zespołu, której właściwie nie powinno w nim być. Brzmi ciekawie, prawda? Cóż, przyznam, że nieco się rozczarowałam.

Po ucieczce z pałacu w Królestwie Morza, nasze dzielne smoczęta udały się do Królestwa Lasu Deszczowego w nadziei, że uzyskają pomoc dla rannego towarzysza. Gloria jest bardziej podekscytowana od reszty, ponieważ nareszcie będzie mogła zobaczyć dom swojego plemienia i spotkać towarzystwo własnego rodzaju. Deszczoskrzydłe mają na całym świecie opinię leniwych, bezużytecznych pacyfistów, ale młoda smoczyca liczy na to, że opinie są mocno przesadzone. Czy pobratymcy ją rozczarują?

Ja wiem, że to powieść dla dzieci, ale miałam pewne oczekiwania. Widzicie, Gloria jest w specyficznej sytuacji – przepowiednia o niej nie mówi. Owszem, wykluła się odpowiedniego dnia, ale o jej gatunku nikt nie wspominał. Dlatego przez dwa poprzednie tomy była kreowana na postać nieco izolującą się od grupy, nie dlatego, że grupa ją odrzuca, ale dlatego, że smoczyca czuła, że do niej nie należy (pomimo szczerych zapewnień przyjaciół). Liczyłam, że w tomie poświęconym Glorii (bo to z jej perspektywy prowadzona jest narracja w „Ukrytym królestwie”) będzie o tym wyalienowaniu i próbach szukania miejsca w grupie trochę więcej. Tymczasem autorka wolała się raczej skupić na plemieniu Glorii, niż na niej samej.

Same Deszczoskrzydłe jawią mi się jako grupa łuskowatych hippisów. To brzydzący się przemocą pacyfiści, wychowujący dzieci wspólnotowo i nie zakładają rodzin (nawet używki mają – słońce działa na nie mniej więcej tak, jak na ludzi trawka). Autorka na ich przykładzie próbowała chyba pokazać, że egzystowanie tak pokojowo nastawionej społeczności, mającej na dodatek w głębokim poważaniu to, co się dzieje poza ich lasem, jest głęboko niewłaściwe i do niczego dobrego nie prowadzi, podobnie jak głęboka niefrasobliwość. Owszem, mają swoje zalety (Deszczoskrzydłe wszystkie konflikty rozwiązują pokojowo i bez ofiar oraz opiekują się tymi członkami społeczności, którzy takiej opieki wymagają – czego nie można powiedzieć o wszystkich smoczych nacjach), ale głęboki pacyfizm i odcięcie od świata sprawia, że leśne smoki są nie tylko bezbronne wobec niebezpieczeństwa, ale także zupełnie go nieświadome. Cóż, jak dla mnie ten motyw znacznie lepiej rozegrała Dorota Terakowska w „Córce czarownic”.

„Ukryte królestwo” to właściwie jedyny jak dotąd tom w cyklu, który nie oferuje zamkniętego zakończenia. Poprzednio, mimo iż istnienie ciągu dalszego powieści było oczywiste, mieliśmy do czynienia z zamkniętymi rozdziałami. Teraz przerwano nam lekturę w połowie opowieści. Cóż, mimo drobnego rozczarowania, kolejna część zapowiada się o wiele ciekawiej i może nieco rozjaśni nam tę część intrygi, która znacząco wykracza poza jednotomowe rozdziały (a i ona nabiera rumieńców). Czekam.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Mag.

Tytuł: Skrzyła Ognia: Ukryte królestwo
Autor: Tui T. Sutherland
Tytuł oryginalny: Wings of Fire. Book Three: The Hidden Kingom
Tłumacz: Małgorzata Strzelec
Cykl: Skrzydła Ognia
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2016
Stron: 284

wtorek, 19 kwietnia 2016

"Skrzydła Ognia: Zaginiona sukcesorka" Tui S. Sutherland

Za mną drugi tom „Skrzydeł Ognia” (o pierwszym pisałam tutaj). Tym razem wydarzenia poznajemy z perspektywy Tsunami, co wymusza drobne zmiany. W przeciwieństwie do Łupka, który był prostolinijnym, niewinnym przytulakiem Tsunami bardziej przypomina zadziorną nastolatkę z pierwszymi objawami buntu dorastania. Ale jej historia pozostaje zajmująca. Ach, recenzja zawiera drobne spoilery względem tomu pierwszego.

Po wydarzeniach ze „Smoczego proroctwa” grupa przyjaciół postanawia, skoro już znaleźli się blisko brzegu, odnaleźć rodzinę Tsunami, morskiej smoczycy. Wiedzą już, że pochodzi ona z królewskiego rodu, liczą więc, że w pałacu znajdą schronienie, a sama Tsunami bardzo pragnie poznać matkę i konstruuje sobie w myślach jej idealny obraz. Czy marzenia wygrają konfrontację z rzeczywistością?

Drugi tom cyklu, jak zwykle w tego typu seriach bywa, ma spory walor krajoznawczy – poznajemy w nim Królestwo Morza. Dowiadujemy się sporo o zwyczajach Morskoskrzydłych, o smoczej rodzinie królewskiej i organizacji państwa. Dowiadujemy się też, ze Smoczętom Przeznaczenia towarzyszy intryg, której nie są świadome co dodatkowo dodaje cyklowi głębi.

Tsunami jest bardzo ciekawą narratorką – gdyby była człowiekiem, byłaby nastoletnią chłopczycą, dobrą, ale krnąbrną i narwaną (wygląda też na to, że jest bardziej rozwinięta od swoich przyjaciół, bo podczas gdy Łupka czy Słoneczko możnaby porównać do dzieciaków dziesięcioletnich, Tsunami zdaje się mieć jakieś czternaście lat). Uważa się za wojowniczkę i często najpierw działa, a potem myśli, co niekoniecznie zyskuje jej przychylność przyjaciół. Ona sama w głębi duszy wie, że nie zawsze ma rację (a w trakcie wydarzeń przedstawionych w książce dojrzewa na tyle, by zdobyć się na przyznanie tego przed samą sobą), ale postępować inaczej dopiero będzie musiała się nauczyć. 

Dla mnie najciekawszą częścią fabuły były interakcje Tsunami i jej matki (pozostałe smoczęta przeznaczenia zostały mocno zmarginalizowane w „Zaginionej sukcesorce” i właściwie nie spełniają znaczącej roli fabularnej). Młoda smoczyca musi skonfrontować swoje idealne wyobrażenie z rzeczywistością. Autorka przedstawiła tutaj w skondensowanej formie ten aspekt dojrzewania, kiedy dzieci zaczynają zauważać, że ich rodzice nie są idealni (i ja się może na dzieciach nie znam ale wydaje mi się, że dla docelowych odbiorców „Skrzydeł Ognia” na poruszenie tego aspektu jest jeszcze trochę za wcześnie. Ale mogę się mylić). Tsunami dostrzega (a może to jednak czytelnik? Bo zarzuty nie są wypunktowane wprost, Sutherland sporo zostawia w gestii czytelnika), że jej matka mimo że z pewnością jest dobra, nie jest takim ideałem, jakim maluje się w swoich książkach. Poza tym bywa zaborcza i nadopiekuńcza co niesfornej smoczych niezbyt odpowiada. Niemniej, Tsunami bardzo dojrzale (mogłabym powiedzieć, że nieadekwatnie dojrzale, jeśli wziąć pod uwagę dotychczas budowany charakter postaci) przyjmuje wszystkie wydarzenia, jakie na nią spadają.

Tak na marginesie, właśnie zauważyłam, że Sutherrland sporo miejsca poświęca na relacje matek z córkami – w poprzednim tomie też znalazł się taki motyw, choć nie dotyczył żadnej z głównych postaci. To interesujące, bo rzadko spotykane w, było nie było, przygodowych powieściach dla dzieci i młodzieży. Są to często relacje problematyczne, choć spłycone na potrzeby młodszych czytelników czy też tylko sygnalizowane, niemniej zawsze nakreślone trafnie i dość realistycznie.

Ciągle uważam, że w kategorii fantastyki dla młodszego czytelnika „Skrzydła Ognia” winny zając wysoką pozycję. Fajnie się to czyta, nawet rodzice czytający dzieciom nie powinni się nudzić.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Mag

Tytuł: Skrzyła Ognia: Zaginiona sukcesorka
Autor: Tui T. Sutherland
Tytuł oryginalny: Wings of Fire. Book Two: The Lost Heir
Tłumacz: Małgorzata Strzelec
Cykl: Skrzydła Ognia
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2016
Stron: 266

piątek, 26 lutego 2016

"Skrzydła Ognia: Smocze proroctwo" Tui T. Sutherland

Od czasu do czasu zdarza się, że Mag wydaje książki dla dzieci (lub też młodszej młodzieży. W każdym razie, chodzi o odbiorców nieco młodszych niż ci, do których kieruje się książki young adult). Kiedy w zapowiedziach pojawił się pierwszy tom „Skrzydeł ognia”, sama momentalnie poczułam się dzieckiem. Bo cóż może być bardziej fascynującego dla niżej podpisanej niż książka, której głównymi bohaterami są smoki?

Fabularnie mamy tu typowe fantasy. Oto piątka wybrańców z przepowiedni, wychowanych w odosobnieniu i obarczonych misją uratowania świata (w tym przypadku konkretnie mają zakończyć wieloletnią wojnę. Swoją szosą, dwudziestoletnia smocza wojna przy naszej wojnie stuletniej czy Dwóch Róż nie wygląda jakoś szczególnie imponująco. W każdym razie nie aż tak, żeby wymagała przepowiedni). Wybrańcy jednak, jak to młodzież, postanawiają się nieco przedwcześnie wyrwać spod skrzydeł opiekunów. I tu zaczynają się problemy.

Diabeł (tutaj raczej diabełek) tkwi jednak w szczegółach. Pomijając fakt, że wybrańcami (jak i pozostałymi bohaterami powieści) są smoki, od samego początku nie wszystko idzie zgodnie z planem. Jaja Nieboskrzydłych (jednego z siedmiu smoczych plemion) nie udało się dostarczyć zgodnie z proroctwem, więc piąty smoczek jest raczej z łapanki niż z przepowiedni. Poza tym młodzież rosnąca od wyklucia w izolacji nie jest zbyt dobrze przygotowana do konfrontacji ze światem zewnętrznym – nie za bardzo wiedzą, jak zachowywać się wśród innych smoków i czego można się po nich spodziewać (a nadmienić należy, że nie wszyscy zainteresowani są rychłym końcem wojny. Zwłaszcza, że przepowiednia mówi o śmierci niektórych królowych). Ale najgorsze jest to, że nigdzie nie wspomniano, jak właściwie banda dzieciaków ma zakończyć wojnę.

„Smocze proroctwo” jest wyjątkowe o tyle, że zamiast trójki bohaterów (jak to przeważnie w młodzieżówkach) mamy ich pięcioro. Pozwala nam to obserwować przeróżne relacje w grupie. Głównym bohaterem tego tomy jest Łupek (na okładce; jak sądzę, ilustracja będzie przedstawiać główne postacie także w kolejnych tomach) – samiec z plemienia Błotoskrzydłych. Jak przystało na przedstawicieli jego rasy, jest największy i najsilniejszy w grupie. Ale wojownik z niego kiepski, bo serce ma złote a zapędy raczej opiekuńcze niż bojowe. Z czego wynikają jego rozterki, bo bardzo chciałby chronić przyjaciół, ale nie potrafi. Łupek wyrasta na nieformalnego lidera grupy, który przedkłada dobro przyjaciół ponad własne. I choć jest pełny wątpliwości co do swoich kompetencji i zdolności, reszta dość naturalnie i bez zbędnych deklaracji oddaje się pod jego opiekę.

A na początku ksiązki jest tak oto ilustrowana rozpiska smoczych ras.:)
„Reszta” też jest dość barwną grupą (i nie tylko o kolory łusek tu chodzi). Po Łupku, najbardziej znaczącą postacią wśród smoczą przeznaczenia jest Tsunami z Morskoskrzydłych. To urodzona wojowniczka, ale przy tym niepozbawiona rozsądku. Nocny Lotnik z Nocoskrzydłych pełni rolę „tego mądrego” – taka męska Hermiona, tylko bez jaj (tych metaforycznych), bo Lotnik na chwilę obecną kompletnie nie ma charyzmy i stanowi raczej tło. Podobnie ze Słoneczkiem z Piaskoskrzydłych, której przypadła rola radosnego promyczka. Jest o tyle ciekawsza od Nocnego Lotnika, że wykluła się wybrakowana. Powinna stanowić znaczną siłę bojową w ekipie, tymczasem jest niewyrośnięta i niejadowita, w przeciwieństwie do innych przedstawicieli swojej rasy. Ostatnia z piątki jest Gloria, smoczek nie ujęty w przepowiedni, a dosztukowany naprędce, żeby stan ilościowy się zgadzał. Gloria jest ciekawą postacią, dość przebiegłą, ale żyjącą dotąd w przeświadczeniu, że nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań i jest piątym kołem u wozu. Z tego powodu dystansuje się do reszty smocząt, choć one traktują ją jak członka grupy. 

Autorka potrafi przedstawiać rożne charaktery. Co prawda jej bohaterowie z konieczności są nieco uproszczeni, ale spektrum ich motywacji i uczuć pozostaje zaskakująco bogate jak na powieść dla dzieci. Przy czym smoki są jednak dość brutalne – wielu bohaterów dalszoplanowych czy epizodycznych ginie (w końcu sporo miejsca w fabule poświęcono walkom na arenie). Dzięki temu widać ich odrębność gatunkową (smoków, w sensie). Są znacznie bardziej egoistyczne niż uchodzi to w ludzkim społeczeństwie, wiele konfliktów rozwiązuje się poprzez walkę (a sceny walk są opisywane bardzo sugestywnie, więc nie wiem, czy książka nadaje się dla młodszych czy wrażliwych dzieciaków). Nie należy się jednak obawiać, że młody czytelnik wyniesie z lektury jakieś złe wzorce.

Okładka niemiecka. Chyba moja ulubiona.
Podoba mi się też świat wykreowany na potrzeby powieści. Jak wspominałam, mamy tam siedem ras smoków, tworzących społeczności o matriarchalnej strukturze, na czele których stoją królowe. Autorka każdej rasie przyporządkowała odrębne cechy, umiejętności i biologię, co bardzo się chwali. Taka dbałość o szczegóły niestety nie jest w powieściach dla dzieci oczywista, a Pyrria nie odstaje pod względem złożoności od przeciętnej Krainy fantasy. Przy czym rasy te prowadzą między sobą polityczne gierki, toczą wojny i borykają się z problemami tylko sobie właściwymi. Mogłabym się przyczepić, że podział jest zbyt oczywisty, że rodem z najbardziej oklepanych systemów RPG, ale się nie przyczepię. Bo to działa, zwłaszcza w połączeniu z pełnowymiarowymi (choć przykrojonymi do możliwości młodszego czytelnika) bohaterami.

Poza tym, to jest naprawdę świetnie wydana książka. Twarda oprawa, szyte kartki, wstążka-zakładka. Ilustracja na okładce w stylu disnejowskim może lekko kiczowata, ale przynajmniej od razu widać, dla kogo książka jest. Tłumaczenie też przyzwoite, choć tłumaczka musiała się nieco nagimnastykować, bo imiona postaci są znaczące i trzeba je było przełożyć, uwzględniając płeć bohaterów (i tak samiec Clay został Łupkiem, choć powinien był Gliną).

Podsumujmy może, bo nie wiem, czy wyraziłam się dosyć jasno. „Smocze proroctwo” to niewątpliwie książka dla dzieci (i młodszej młodzieży), ale czyta się to fenomenalnie. Ma świetnie skonstruowanych bohaterów o indywidualnych cechach i problemach, ma bardzo wartką akcję, która nie pozwoli się nudzić nawet najbardziej niecierpliwemu czytelnikowi i ma świetne smoki. Krótko mówiąc ma wszystko, co najlepsze. Nawet biorąc pod uwagę, że na target jestem o ładnych parę lat za stara, chcę więcej. Dużo więcej. Teraz.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Mag.



Tytuł: Skrzyła Ognia: Smocze proroctwo
Autor: Tui T. Sutherland
Tytuł oryginalny: Wings of Fire. Book One: The Dragonet Prophecy
Tłumacz: Małgorzata Strzelec
Cykl: Skrzydła Ognia
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2016
Stron: 284

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...