Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kroniki Królobójcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kroniki Królobójcy. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 marca 2015

"Muzyka milczącego świata" Patrick Rothfuss

Dopisywanie opowiadań czy nowelek do popularnych cykli fantastycznych jest dość popularne na zachodzie – nawet te nieliczne z tłumaczonych u nas antologii zawierają sporo tekstów uzupełniających popularne serie. Niemniej, teksty takie ukazują się u nas raczej w czasopismach lub antologiach niezwiązanych z serią, do której nawiązują. Tym bardziej zaskakuje, że Rebis postanowił jednak wydać najnowszą nowelkę Rothfussa, chyba w ramach zadośćuczynienia fanom za przedłużające się oczekiwanie na pełnoprawny tom trzeci.

„Muzyka milczącego świata” z pewnością bowiem tomem trzecim nie jest. Na dobrą sprawę nie ma nawet fabuły. Ot, tydzień z życia Auri – nietypowej mieszkanki podziemi uniwersytetu. Nie ma tam potworów, skarbów ani wymyślnych pułapek, jak mogliby się spodziewać czytelnicy zaprawieni w sesjach RPG. Są za to rzeczy, które większość z nas uznałaby najwyżej za śmieci. Jednak dla Auri mają prawdziwą wartość.

Ta krótka opowieść to kawałek prozy zupełnie innej, niż ta, do jakiej przyzwyczaił nas autor. Rothfuss bawi się opisem, stara się pokazać zwykłe rzeczy w sposób niezwykły, taki, w jaki mogłaby je widzieć osoba zupełnie inaczej postrzegająca świat. Co prawda wielość opisów to nic nowego, akurat ten autor należy do nieposkromionych gaduł i potrafi przez kilkaset stron (co stanowi tak mniej więcej jedną trzecią powieści) rozwodzić się nad niuansami studenckiego życia, któremu zdążył już zresztą kilkaset stron poświęcić w tomie poprzednim. Tutaj jednak widać zmianę podejścia – dostajemy bohatera o zupełnie innej perspektywie spojrzenia, więc i akcenty opisów rozłożone są inaczej.

A właśnie, bohaterka. „Muzyka milczącego świata” to sztuka jednej aktorki – właściwie występuje tam tylko Auri, oczywiście o ile nie liczyć grona przedmiotów nieożywionych. Dla nas to tylko rzeczy, ale dla Auri to istoty o takich samych planach, ambicjach i emocjach jak ona – każda ma inny charakter i potrzeby, którymi trzeba się zająć. Jej dążenie do ułożenia rzeczy na odpowiednim, tylko dla niej właściwym miejscu (które zdaje się znać wyłącznie dziewczyna) nieodmiennie kojarzy mi się z objawami autyzmu.

Właściwie to, co o Auri napisano, rodzi więcej pytań, niż odpowiedzi. Jasne, akurat ta nowelka miała raczej przybliżyć nam postać tu i teraz, niż rozwiać mgłę tajemnicy otaczającą jej przeszłość. Ale to właśnie ta przeszłość jeszcze bardziej fascynuje. Po przeczytaniu „Muzyki…” mamy już właściwie pewność, że Auri była studentką i to dobrą. Co się stało, że zstąpiła w podziemia? Dlaczego jest inna i czy zawsze taka była? Czy ktoś jej szukał, kiedy zniknęła? Cóż, z jednej strony chciałabym poznać odpowiedzi na te pytania, z drugiej boję się, że mogłabym się rozczarować.

Autor już w pierwszych akapitach wstępu ostrzega, że oto trzymamy w rękach opowieść osadzoną w innej opowieści i nie ma sensu czytać tej pierwszej bez tej drugiej. Szczerze mówiąc, nie do końca podzielam jego zdanie. Owszem, lepiej poznać oba tomy „Kronik Królobójcy” zanim weźmiemy się za historię o Auri. Jednak „Muzyka milczącego świata” stanowi historię na wielu poziomach tak szczelnie owiniętą wokół Auri, że brak znajomości większego kawałka świata nieszczególnie przeszkadza. Szkoda tylko, że nie została wydana solidniej –opowieści i klimatycznym ilustracjom lepiej by było w twardej oprawie. Ta, którą mają, jest cokolwiek słabo klejona i chyba nie chcą w niej siedzieć.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Rebis.

Tytuł: Muzyka milczącego świata
Autor: Patrick Rothfuss
Tytuł oryginalny: The Slow Regard of Silent Things
Tłumacz: Mirosław P. Jabłoński
Cykl: Kroniki Królobójcy
Wydawnictwo: Rebis
Rok: 2015
Stron: 156

niedziela, 5 lutego 2012

It's a fear part 2! - "Strach mędrca" tom 2 Patrick Rothfuss

O tym, że ciężko jest pisać o kolejnych tomach (zwłaszcza drugich) cykli powie wam każdy, kto tego próbował. Po lekturze Strachu mędrca. Tom 2 jestem skłonna powiedzieć, że jeszcze trudniej pisać o drugiej części drugiego tomu. Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że w książce działo się stosunkowo niewiele, mogło być gorzej.

Poprzednio zostawiliśmy Kvothe’a gdy otrzymał od swojego pracodawcy kolejne zadanie, tym trudniejsze, że niezbyt przystające do umiejętności młodego muzykanta. Teraz mamy okazję obserwować, jak nasz ulubieniec je realizuje. Pod względem literackim nie mam tutaj nic do zarzucenia, jednak podczas czytania miałam wrażenie, że dzieje się coś niedobrego. Szybko okazało się, co. Otóż cały ten fragment (całkiem spory, bo około 1/3 powieści) do złudzenia przypomina sesję RPG. Mamy więc drużynę złożoną z najbardziej chyba w tych okolicznościach kanonicznych bohaterów, mamy jasno określony cel misji, nawet elementy humorystyczne są jako żywo wyjęte z rozgrywki. Doprawdy, brakowało mi tylko Mistrza Gry, zlecającego od czasu do czasu wykonanie testu na spostrzegawczość czy inną ogładę i rozdającego pod koniec misji punkty doświadczenia. Po pisarzu o potencjale Rothfussa nie spodziewałam się tego rodzaju zagrywki. Byłabym głęboko rozczarowana, gdyby nie niezwykle sprawne pióro i umiejętność wciągającego opisywania nawet banalnych, obozowych czynności. Oraz fakt, że autor mimo wszystko potrafił zaskoczyć czytelnika. 

"Strach mędrca. Tom 2" wydaje się ogólnie najsłabszą jak dotąd częścią cyklu (o ile można tak powiedzieć o czymś, co nigdy nie miało być samodzielnym bytem). Autorowi zdarza się przeciągać mało ważne epizody do granic wytrzymałości czytelnika, co w sposób nieunikniony prowadzi do powstawania dłużyzn. Nikt mi nie wmówi, że kilkunastostronicowe opisy czasu spędzonego sielsko w baśniowej krainie są kluczowe dla fabuły, jeśli bohater przez te wszystkie strony zajmuje się nicnierobieniem. I znowu autora ratuje tylko giętki język, bo tak zgrabnie ułożone słowa czyta się z przyjemnością, nawet, jeśli akurat nie mówią o niczym ciekawym.

Kolejnym rozczarowaniem był fakt, że nie tylko część druga drugiego tomu, ale nawet on cały, niewiele wnosi odpowiedzi na pytania postawione w tomie pierwszym (wyjaśnienie genezy kilku lakonicznie wspomnianych opowieści o wyczynach Kvothe’a raczej nie ratuje sytuacji). Przeczytałam ponad 1300 stron i nie jestem ani trochę mądrzejsza, niż wcześniej. Wszelkich zagadek i pytań jest dużo, więc obawiam się, że w tomie trzecim autor będzie musiał podawać ich rozwiązania z prędkością karabinu maszynowego — albo wydawcy będą zmuszeni podzielić go na cztery części…

Nie jest oczywiście tak, że książka przyniosła mi same rozczarowania. Jej zdecydowanie najmocniejszą stroną, poza językiem, są bohaterowie. Rothfuss ma niespotykany talent do tworzenia charakterystycznych i niejednoznacznych postaci. Tutaj stworzył ich całkiem sporo, a więc każdy czytelnik znajdzie sobie ulubieńca. Dodatkowo część z nich wywodzi się ze społeczności zupełnie odmiennej niż Kvothe, więc będzie okazja do podziwiania całkiem zgrabnie odmalowanego zderzenia kultur.

Po przeczytaniu tych wszystkich narzekań można dojść do wniosku, że drugi tom Strachu mędrca jest zdecydowanie gorszy od poprzedników. Nie jest to prawdą. Moje załamywanie rąk wynika głównie z faktu, że gdy autor przyzwyczaja czytelnika do opowieści nieskazitelnych, nawet najmniejszy błąd urasta do sporych rozmiarów. Jest też wyrazem frustracji fana, który czekał na odpowiedzi, a dostał tylko kolejne pytania. Wydaje mi się, że ktoś, kto względem książki miał mniejsze oczekiwania, nawet nie zauważyłby tych potknięć. No i nigdy nie wiadomo, jak można by odebrać książkę, gdyby wydano ją w jednym tomie — wtedy rozłożenie tempa akcji i kompozycja mogłyby wywołać zupełnie inne wrażenia.

Czy warto czytać? Oczywiście, że warto! Pomijając drobne mankamenty zakończenia Strachu mędrca, Kroniki Królobójcy to wspaniały cykl i niemądrze byłoby go nie poznać, a już całkiem głupio zniechęcać się w połowie przez kilka wpadek. Tak więc zachęcam wszystkich do sięgnięcia, a tych, którzy już przeczytali do czekania ze mną na tom trzeci.

Recenzja dla portalu Unreal Fantasy.

Tytuł: Strach mędrca tom 2
Autor: Patrick Rothfuss
Tytuł oryginalny: Wise Man's Fear
Tłumacz: Mirosław P. Jabłoński
Cykl: Kroniki Królobójcy
Wydawnictwo: Rebis
Rok: 2012
Stron: 640

poniedziałek, 30 stycznia 2012

It's a fear! - "Strach mędrca" tom 1 Patrick Rothfuss

Autorów potrafiących mnie zachwycić dzielę na dwie kategorie. Pierwszą z nich tworzą ludzie, którzy napisali coś, może i nie do końca doskonałego, z dostrzegalnymi błędami i pewnymi niedociągnięciami, jednak ich dzieło posiada co najmniej jedną zaletę, która sprawia, że przymykam oko na wady. Druga, to pisarze, którzy piszą tak, że nie jestem w stanie dostrzec żadnych wad. Patricka Rothfussa zaliczam do tej drugiej kategorii i mam nadzieję, że w niej pozostanie.

W gospodzie Ostaniec, gdzie diabeł nie mówi dobranoc tylko dlatego, że nie wie, gdzie to jest, siedzi trzech mężczyzn. Jeden z nich jest już dość wiekowy, mimo to jego pióro śmiga po karcie pergaminu z zadziwiającą prędkością. Drugi, o aparycji młodocianego łamacza serc niewieścich, słucha uważnie tego, co mówi trzeci — właściciel gospody, rudy facet po trzydziestce. Ale co takiego fascynującego mógłby mieć do powiedzenia właściciel wiejskiej oberży? Ano, całkiem sporo, jeśli się weźmie pod uwagę, że to nie żaden pierwszy lepszy karczmarz, tylko sam legendarny Kvothe, najpotężniejszy mag tych czasów. 

W "Strachu mędrca" Kvothe kontynuuje swoją opowieść, rozpoczętą w Imieniu wiatru. I chociaż to dopiero pierwszy tom drugiej części, to dzieje się sporo. Mag dalej wspomina swoje lata na Uniwersytecie, a nie była to bynajmniej sielanka. Wieczne spory z Ambrose’m przyjmują coraz poważniejsze formy, wymarzone zajęcia nie spełniają oczekiwań, ukochana kobieta pojawia się i znika bez ostrzeżenia, mecenasa jak nie było, tak nie ma, a na dodatek w sakiewce ciągle widać jedynie dno. Dla zmęczonych studenckimi klimatami mam jednak dobrą wiadomość: w pewnym momencie akcja razem z głównym bohaterem przenosi się na drugi koniec świata. A tam jak u znanego reżysera — zaczynamy od trzęsienia ziemi, a później napięcie rośnie.

Patrick Rothfuss trzyma formę. Jego słowa są gładkie niczym rzeczne otoczaki, a zdania zgrabne i niezwykle celne. Potrafi z równym polotem pisać o muzyce, alchemii, magii, rzemiośle czy studenckich pijatykach; i o czym by nie pisał, nigdy nie nudzi czytelnika. Gdybym miała do czynienia z innym autorem, pewnie dawno zniechęciłabym się i znudziła tymi wszystkimi detalami, ale Rothfuss potrafi sprawić, że każdy, co do jednego, wydaje się niezbędny. Dodatkowo pamięta o czytelniku, który mógł już nieco z pierwszego tomu zapomnieć, subtelnie wplata więc krótkie przypomnienia w rozmowy bohaterów, jakimś cudem unikając przy tym (jak i przy wszelkich innych wyjaśnieniach mechaniki świata) wykładowego tonu. Tak trzymać.

Zafascynował mnie świat stworzony w tej książce. Ma własne, niezwykle realistyczne detale, barwy, zapachy i faktury, które otulają czytelnika niczym projekcja 3D. Czułam, że towarzyszę bohaterom we wszystkich tych miejscach, do jakich gnały ich szaleństwa młodości. Czułam, że wraz z nimi siedzę w Ostańcu i słucham opowieści.

Trudno oceniać książkę, która jest pierwszą połową środka większej całości. Tym razem w drodze wyjątku jestem skłonna wybaczyć wydawnictwu rozbicie jednego tomu na dwa. Miało to na celu ochronę książek przed zniszczeniem, jak i pewną wygodę czytelników (bo taka ponadtysiącstronicowa cegła nie jest ani specjalnie poręczna, ani szczególnie trwała — zwłaszcza w miękkiej oprawie), ale chyba nie do końca się udało. Grzbiet mimo wszystko się łamie, a całość i tak jest dość ciężka, więc mam wątpliwości, czy nie lepsze byłoby jedno spasione tomiszcze, ale za to w twardej oprawie… Poza tym, plus dla Rebisu za biały papier, mapkę i profesjonalne wykonanie (chociaż jakby mniej profesjonalne niż zwykle — im bliżej końca, tym bardziej szwankuje korekta), minus za okropną okładkę. Na pocieszenie przyznam, że mimo kilku zastrzeżeń, zarówno ta, jak i większość innych książek wydawnictwa w kategorii "wykonanie" wypada dobrze.

Cóż, opowieść przerwano jak zwykle w najciekawszym momencie. Całe szczęście, że premiera dalszego ciągu już niedługo, bo miałabym trudności z doczekaniem się. W każdym razie Rothfuss jako jeden z nielicznych autorów jest wart tych wydawniczo-czytelniczych peanów pochwalnych, jakie się pojawiają na okładkach książek. To prawdziwe wydarzenie w fantasy — pisze świetnie, ciekawie i absorbująco, a co dziwniejsze, trzyma formę. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana!
 
 Recenzja dla portalu Unreal Fantasy.
 
Tytuł: Strach mędrca tom 1
Autor: Patrick Rothfuss
Tytuł oryginalny: Wise Man's Fear
Tłumacz: Mirosław P. Jabłoński
Cykl: Kroniki Królobójcy
Wydawnictwo: Rebis
Rok: 2011
Stron: 675
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...