Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30 dni z książką. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30 dni z książką. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 października 2013

Dzień 10 - Pierwsza książka przeczytana przez ciebie

Nie mam stuprocentowej pewności, czy "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren były pierwszą książką, jaką przeczytałam samodzielnie, choć jeśli pominąć wszystkie książeczki Disneya, w których było więcej obrazków niż treści, jest to wielce prawdopodobne. Poza tym lubę tak myśleć.

Nie należałam do tych dzieciaków, które w wieku czterech lat już płynnie składały literki - nauczyłam się czytać dopiero w przedszkolu, a szczyt umiejętności osiągnęłam w drugiej klasie. Wtedy też, jako nagrodę na koniec roku szkolnego otrzymałam rzeczoną książeczkę (kompletną - sprzedawanie pojedynczych rozdziałów jako osobnych książek, te wszystkie "Boże Narodzenia..." i "Wielkanoce w Bullerbyn" zawsze budziły moją głęboką niechęć). A ponieważ była to moja pierwsza książka, w której było więcej tekstu niż obrazków (i były czarnobiałe - wydawało mi się to wtedy takie dorosła;)), postanowiłam w wakacje ją przeczytać. I wsiąkłam kompletnie. Do dziś mam na półce ten szkolny egzemplarz.^^

poniedziałek, 21 października 2013

Dzień 9 - Książka wielokrotnie przez ciebie czytana

Jest sporo książkę, do których zaglądałam więcej niż raz. Chociażby powieści o smokach Novik (tak, mimochodem będę wspominać o nich w prawie każdym punkcie, powinniście się z resztą już przyzwyczaić;)), opowiadania wiedźmińskie czy weterynaryjna proza Nika Trouta. Ale ostatecznie doszłam do wniosku, ze książkami, które najczęściej podczytuję bądź to fragmentami, bądź to w całości, są te o przygodach małego czarodzieja.

Gdy w Polsce wyszedł "Harry Potter i kamień filozoficzny", byłam akurat w czwartej klasie - czyli miałam mniej więcej tyle samo lat, co bohater powieści. Przeczytałam dość szybko - kolega pożyczył. Niemniej, na własny egzemplarz musiałam poczekać ponad dziesięć lat. Dotąd nie mam jeszcze wszystkich tomów (choć już zgromadziłam "większą połowę"), dlatego podczytuję a to tom pierwszy, a to fragmenty czwartego, do piątego też zajrzę. Kompletna relektura po zebraniu całości.:)

środa, 16 października 2013

Dzień 8 - Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być

Dużo jest takich książek. Oczywiście chciałam tu wstawić moją uwielbianą Novik, ale pojawiła się w dniu pierwszym, więc sobie odpuszczę. Kilka książek z Uczty Wyobraźni też sobie zasłużyło na miejsce w tym punkcie. Ale skoro jest tylko jedno, to wybieram:

Esther Woolfson
tłum. Joanna Wajs, Adam Pluszka
wyd. WAB

To naprawdę kawał doskonałej prozy, już to wspomnień, już to esejów, już to anegdot. Niezwykle erudycyjna, zabawna miejscami, z pewnością poszerzająca wiedzę i dająca do myślenia. (A we wstępie mamy polski akcent) No i gdyby stała się bestsellerem, na pewno wzrosłaby sprzedaż innych książek w jednej z moich ulubionych serii, a to zwiększyłoby jej żywotność.;) (Powiedziała osoba, która niedawno narzekała, że jej za dużo Biosfery na raz wypuścili.)

czwartek, 10 października 2013

Dzień 7 - Książka, przez którą trudno przebrnąć

"Gra o tron" (i "Starcie królów" właściwie też) 
George R. R. Martin
tłum. Paweł Kruk
wyd. Zysk i s-ka

Pewnie większość braci blogowej się ze mną nie zgodzi, ale "Pieśń Lodu i Ognia" to cykl, który naprawdę ciężko mi się czyta. Raz, że Martin lubi się pastwić nad bohaterami, a ja przesadnie krwiożercza nie jestem i nie lubię czytać o kolejnych nieszczęściach spadających na moich ulubieńców. Dwa, że bohaterów niby jest mnogość, ale tak naprawdę tylko dwoje-troje lubię na tyle, żeby poświęcone im rozdzialiki czytać bez znużenia, tudzież irytacji.

Dla jasności - proza Martina to dobra proza. Ale po dwóch przeczytanych tomach z upływem czasu dochodzę do wniosku, że nie bardzo chce mi się sięgać po kolejne. Po co brnąć przez opisy przygód nieinteresujących bohaterów i wyczekiwać śmierci tych lubianych? Zwłaszcza, że jak tak dalej pójdzie, to autor cyklu nie zdąży skończyć...

wtorek, 27 sierpnia 2013

Dzień 6 - Książka, przy której płaczesz

I tu mam, kurczę, zagwozdkę, bo ja generalnie rzadko płaczę przy książkach (traumatycznych reportaży z zasady nie ruszam, bo jak zaczynamy płakać nad literaturą faktu, to znak, że na świecie dzieje się bardzo źle - a mnie się wtedy dzieje jeszcze gorzej w psychice i łapię okresowego doła). Owszem, często się wzruszam, czasem nawet zaczynam pociągać nosem z powodu zawilgocenia oczu, ale żeby płakać? Niemniej, kilka razy się zdarzyło (głównie w momencie, w którym umierał jakiś pozytywny, zwierzęcy bohater, choć nie tylko).

Książka, przy której, dziecięciem będąc, rozpłakałam się ze smutku i żalu, a która przy tym zapadła mi w pamięć, to "Ania z Zielonego Wzgórza". No bo jak mi mogła autorka ukatrupić ulubioną postać drugoplanową (tak, płakałam po Mateuszu)? Mateusz był dużo sympatyczniejszy i cieplejszy, niż jego surowa siostra i pewnie dlatego jego śmierć wzruszyła małą mnie.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Dzień 5 - Książka non-fiction, której czytanie sprawiło Ci niekłamaną przyjemność

Muszę przyznać, że tutaj miałam nie lada dylemat. Bo i serię Biosfera przyjemnie mi się czytało, i Menażeria dobrze się zapowiada, i różne książki o pracy lekarzy też były ciekawe. Ale w końcu zdecydowałam się na coś, co łączy nurty zwierzęcy z medycznym.;)

Gdy tylko dowiedziałam się o książce Nicka Trouta, wiedziałam, że muszę ją mieć. Chyba ten śliczny boston terierek(?) na okładce mnie urzekł. Poza tym akurat zaczynał się nawrót mojej manii zwierzęcej, od kilku lat uśpionej. W każdym razie, "Powiedz, gdzie cię boli" stało się moim osobistym hitem.

O czym właściwie jest? To spis ciekawszych przypadków z zawodowej praktyki autora, zebranych w formę wspomnienia z jednego, kilkunastogodzinnego dyżuru, okraszony rozważaniami szerszej natury, na temat ogólnej kondycji weterynarii w naszych czasach, jej (tej kondycji) zmian na przestrzeni lat, jak i ewolucji podejścia do zwierząt opinii publicznej (wiecie, że w USA można wykupić zwierzakowi ubezpieczenie zdrowotne?). Wszystko to podlane niewymuszonym humorem i błyskotliwym stylem autora. Troutowi nie można odmówić spostrzegawczości i biegłości w przelewaniu na papier tego, co zobaczył. To jednocześnie siła, jak i słabość, co wyszło na jaw w drugiej książce autora. Gdy musiał wrzucić w fabułę więcej literatury pięknej, a mniej zajmującego eseju, poszło mu znacznie gorzej (choć trzecią książkę i tak kupię, jeśli kiedykolwiek wyjdzie na polskim rynku). Ale "Powiedz, gdzie cię boli" polecam każdemu miłośnikowi zwierząt.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Dzień 4 - Książka, która przypomina ci o domu.

Długa przerwa w realizacji "30 dni z książką" wynika z tego, że tak naprawdę o domu nie przypomina mi żadna książka. Serio, nie istnieje takie wydanie literatury dziecięcej, które mama czytała mi do poduszki, ani też treść, która mi się z rodzinnymi stronami kojarzy. W ogóle książki raczej łączę z wydarzeniami czy osobami, niż z miejscami. Ale jest coś, co do tytułowego hasła pasuje. To opasłe, starsze ode mnie wydanie historii sztuki (choć głowy nie dam, czy tytuł był akurat taki). Miało twardą, czerwoną oprawę i koronę na okładce. Odkąd pamiętam, stało na półce, ale wolno nam było je zdejmować i oglądać tylko za pozwoleniem i w towarzystwie mamy. W sumie to i dobrze, bo kobyła ważyła pewnie z pięć kilo, a dla sześciolatka zdjęcie czegoś takiego z półki wyższej od niego to wyzwanie. Nie wiem, co się stało z tą książką.

czwartek, 23 maja 2013

Dzień 3 - książka, która Cię kompletnie zaskoczyła

"Wysłannik przyszłości" lub "Listonosz" (The Postman)
David Brin
tłum. Michał Jakuszewski(?)
wyd. Amber(?)

Wyobraźcie sobie, że macie wczesne naście lat (jakoś początek gimnazjum) i niedawno zaczęliście interesować się fantastyką. Ponieważ skromne zasoby lokalnej biblioteki spustoszyliście już dawno, internet jest pieśnią odległej przyszłości (no w szkole mają, ale w domu jeszcze dłuuugo nie będzie), a o portalu z gryzoniem w nazwie nikomu się jeszcze nie śniło, prosicie rodzicielkę, żeby przy okazji odwiedziła bibliotekę w Mieście Dawniej Powiatowym i jakąś fantastykę wam przyniosła. Wiecie przy tym, że rodzicielka na fantastyce nie zna się ni w ząb, ale liczycie, że bibliotekarka coś jej doradzi. Cóż byście sobie pomyśleli, gdyby po powrocie rodzicielka wręczyła wam to, co widać na obrazku? Przyznam, że ja zwątpiłam w możliwości intelektualne bibliotekarki. Nie dość, że książka ma kretyński tytuł (oryginalny w sumie nie lepszy) jak z brazylijskiej telenoweli, to jeszcze na okładce widać zielonego amanta i jego nieco mniej zieloną prawdopodobnie oblubienicę (dopiero szukając obrazka do tej notki dowiedziałam się, że to w zasadzie okładka filmowa; nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co kierowało grafikiem zmieniającym oryginalne kolory plakatu na monochromatyczną zieleń...). Jak nic tanie romansidło albo równie tania powieść akcji. Niemniej, z braku ciekawszej lektury zaczęłam czytać. I wiecie co? Okazało się, że to kawał całkiem solidnego postapo. Wtedy mnie ta powieść zachwyciła, było to bodaj pierwsze postapo, jakie w życiu czytałam. I choć kilka motywów wydaje mi się dzisiaj naciąganych, myślę że nawet teraz przeczytałabym ją z przyjemnością.

niedziela, 19 maja 2013

Dzień 2 - Książka, którą lubisz najmniej

"A...B...C..."
Eliza Orzeszkowa

Nie znoszę nowelek pozytywistycznych już od wczesnego dzieciństwa. Czyli mniej więcej od drugiej klasy podstawówki, kiedy kazano nam w ramach szkolnej lektury przeczytać „A…B…C…” Orzeszkowej. Później już w sobie tę niechęć okiełznałam racjonalizmem, kiedy w liceum przychyliłam się do tłumaczenia, że to jakaś tam część historii literatury i wypada znać przykłady (tylko po co aż tyle? W liceum moja klasa dzieliła się na tych, co już trzy razy omawiali „Antka” i na tych, co już trzy razy omawiali „Janka Muzykanta”… Toż to jawna strata czasu.). Ale kto wymyślił, żeby dzieciakom bez żadnego przygotowania teoretycznego dawać coś takiego do czytania? O ile Moreni siedemnastoletnia była w stanie pojąć, że przykłady małoobjętościowych dzieł Orzeszkowej trzeba znać, bo ilustrują ważne trendy w literaturze pozytywistycznej (i ogarniała realia Polski pod zaborami), tak Moreni ośmioletnia była straszliwie znudzona opowieścią o niczym, dziejącą się w nudnych i abstrakcyjnych dla niej realiach. Bo przesłanie tej nowelki jest niestety li tylko patetyczno-patriotyczne i to patriotyzmem niestrawnym dla ośmiolatka, który nie rozumie (dowie się dopiero podczas omawiania, kiedy już się przy lekturze wynudzi i będzie miał głęboko gdzieś wszystko, co z nią związane) dlaczego ta nauczycielka była tak uparta i co w tym wartego naśladowania. Serio, już chyba lepiej byłoby przeczytać „Dobrą panią” – tam przynajmniej omawiano postawy aktualne nawet dziś i możliwe do zrozumienia nawet bez znajomości kontekstu historycznego.

piątek, 10 maja 2013

Dzień 1 - Twoja ulubiona książka

"Smok Jego Królewskiej Mości" (His Majesty Dragon)
Naomi Novik
tłum. Paweł Kruk
wyd. Rebis

Oczywiście nie mogło tu się pojawić nic innego. Cykl „Temeraire” cały uwielbiam pasjami (i w związku z tym będę musiała bardzo uważać. Nie chcemy przecież, aby akcja „30 dni z książką” zamieniła się w pean pochwalny na cześć pisarstwa pani Novik), choć tomy prezentują raz niższy, raz wyższy poziom. Jednak to od „Smoka Jego Królewskiej Mości” moja miłość się rozpoczęła – a było to uczucie o tyle nietypowe, że od pierwszego wejrzenia, zakochałam się bowiem w okładce (pięć pierwszych tomów ma naprawdę fenomenalne okładki). Na szczęście wnętrze okazało się równie bogate, choć jeśli ktoś liczy na nieustanne walki skrzydlatych bestii i płomienie śmigające w powietrzu, to się zawiedzie. Owszem, sceny batalistyczne są, bo to w końcu wojsko, ale autorka położyła raczej nacisk na szok kulturowy: ze sztywnej marynarki wojennej do luzackiej (jak na owe czasy) kawalerii powietrznej. I tak jest nawet ciekawiej. A przy okazji stawia coraz więcej kluczowych pytań, co jest widoczne tym bardziej, im głębiej w cykl się wgryzamy. I są smoki, dużo smoków w najlepszym wydaniu, a takiemu smokofilowi jak ja w zasadzie już niczego więcej nie potrzeba (o smokach Novik to ja jeszcze kiedyś napiszę pseudoesej i będziecie go musieli na tym blogu czytać. Bójcie się).

Zapomniałabym podzielić się z Wami jeszcze dwoma najbardziej charakterystycznymi zagranicznymi okładkami "Smoka Jego Królewskiej Mości" (trzecia wygląda niemal tak samo, ja polska, tylko wiecie - napisy są po angielsku). Która najbardziej się wam podoba?:)

poniedziałek, 6 maja 2013

Stosik #43

Moje stosiki już od bardzo dawna zwykle są większe, niż bym chciała, a ten nie jest wyjątkiem.


Stosik po lewej jest w całości recenzyjny. Na samej górze widać "Jeźdźców w czasie" Alexa Scarrowa, czyli początek współpracy z Zieloną Sową. Reszta od portalu Insimilion. Konsekwentnie od góry mamy "Świat Czarownic w pułapce" Andre Norton - i muszę przyznać, że ten stary już cykl jest jedną z tych klasycznych ramotek, która mi się szczerze podoba, więc nie mogę się doczekać lektury. Z "Xanthem" Anthony'ego sprawy mają się inaczej - mam nadzieje, że "Przesmyk Centaura" zrehabilituje autora po irytującym "Zamku Roogna". A dwa tomy "Przedksiężycowych" Kańtoch to smakowitość, z której nie muszę się tłumaczyć.;)

Po prawej zbieranina głównie biblioteczna. Na samej górze dwa nabytki - wypadkowa tego, że miałam zbyt dużo czasu, a w pobliskim Carrefourze wystawili kosz z tanią książką. "Szklany dom" nabyłam głównie pod wpływem blogowych zachwytów i teraz mam wątpliwości, czy to aby na pewno książka dla mnie. Ale przekonam się, jak przeczytam, a w razie czego poszukam jej nowego domu. Zaś "Tańczący z lwami" to zakup kompletnie spontaniczny i już dawno przed lekturą tak bardzo nie cieszyłam się z książki kupionej kompletnie od czapy. Choć okładkę ma paskudną. Dalej mamy "Czerwoną różę, białą różę" z DKK. Reszta to szał biblioteczny: "Carpe jugulum", czyli Pratchett bo czemu nie i trzy książki wzięte w wyniku odkrycia, że w bibliotece mają tę serię - "180000 kilometrów przygody" Tony Halik, "Babcia w pustyni i w puszczy" Basia Meder i "Prowadził nas los" Kingi Choszcz, który właśnie czytam.:)

A dodatkowo postanowiłam przyłączyć się do akcji "30 dni z książką", bo już od dawna mnie kusiła, a przydałoby się mieć czym regularnie aktualizować bloga.;) Co prawda nie mam zamiaru trzymać się codziennego grafiku, tylko publikować notki tam, gdzie powinna być recenzja, ale chwilowo żadnej nie ma, ale spis wrzucam już teraz, o:

Dzień 1 - Twoja ulubiona książka
Dzień 2 - Książka, którą lubisz najmniej
Dzień 3 - Książka, która Cię kompletnie zaskoczyła
Dzień 4 - Książka, która przypomina Ci o domu
Dzień 5 - Książka non-fiction, której czytanie sprawiło Ci niekłamaną przyjemność
Dzień 6 - Książka, przy której płaczesz
Dzień 7 - Książka, przez którą trudno przebrnąć
Dzień 8 - Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być
Dzień 9 - Książka wielokrotnie przez Ciebie czytana
Dzień 10 - Pierwsza książka przeczytana przez Ciebie
Dzień 11 - Książka, dzięki której zaraziłeś się czytaniem
Dzień 12 - Książka, która tak wycieńczyła Cię emocjonalnie, że musiałeś przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas
Dzień 13 - Najukochańsza książka z dzieciństwa
Dzień 14 - Książka, która powinna się znaleźć na obowiązkowej liście lektur w szkole średniej
Dzień 15 - Ulubiona książka traktująca o obcych kulturach
Dzień 16 - Ulubiona książka, którą sfilmowano
Dzień 17 - Książka, którą sfilmowano i zrobiono to źle
Dzień 18 - Twoja ukochana książka, której już nie można kupić
Dzień 19 - Książka, dzięki której zmieniłeś zdanie na jakiś temat
Dzień 20 - Książka, którą byś poleciła osobie o wąskich horyzontach myślowych
Dzień 21 - Książka, która przyniosła Ci wielką przyjemność, ale wstydzisz się przyznać, że ją czytałaś
Dzień 22 - Ulubiona seria wydawnicza
Dzień 23 - Ulubiony romans
Dzień 24 - Książka, która okazała się jednym wielkim oszustwem
Dzień 25 - Ulubiona autobiografia / biografa
Dzień 26 - Książka, którą chciałabyś przeczytać, a jeszcze nie jest napisana
Dzień 27 - Książka, którą byś napisał, gdybyś umiał
Dzień 28 - Książka, której przeczytania bardzo żałujesz
Dzień 29 - Autor, którego omijasz
Dzień 30 - Autor, którego wszystkie książki czytasz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...