Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helene Wecker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helene Wecker. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Zakończenie z dawna wyczekiwane - "Golem i dżin" część II Helene Wecker

Po prawie pól roku czekania, czytelnicy dostali wreszcie zakończenie opowieści o nowojorskiej odysei golema i dżina. Jako czytelniczka, nieustająco jestem rozczarowana faktem, że musiałam aż tyle czekać na coś, co zagraniczni czytelnicy dostali nie tyle szybciej (to przecież zrozumiałe), co w całości. Niemniej przyznam, że czuję się usatysfakcjonowana lekturą.

Zwyczajowy opis fabuły sobie odpuszczę, bo nie dość, że byłoby to bez sensu, to jeszcze ordynarnym spoilerem. Dość rzec, że tak jak wcześniej autorka koncentrowała się na opisie miasta i kreśleniu portretów postaci, tak teraz wreszcie wzięła się za pchanie akcji do przodu wartko, ale nie chaotycznie. Bardzo ładnie wyszło też zakończenie, bo i zaskakujące, i logiczne (choć z tą logiką to już tak ledwo ledwo, prawie wyszedł bóg z maszyny, ale jeszcze się autorka uratowała, zawieszenie wiary z kołka nie spadło i czytelniczka nie prychnęła z dezaprobatą, a raczej dała się wciągnąć w intrygę).

Pchanie akcji do przodu sprawia, że możemy zobaczyć, jak bohaterowie działają w warunkach ekstremalnych (czyli nareszcie widzimy ich jako całość), a więc uzyskują pewną wielowymiarowość, która była co prawda już wcześniej sugerowana, ale jeszcze nie miała szansy się ukazać. Powracają też postacie, których nie spodziewałam się już zobaczyć. To jest w ogóle bardzo ciekawe, jak Wecker świetnie wykorzystuje bohaterów drugoplanowych – czytelnik pochłaniający mnóstwo dzieł literatury popularnej jest na ogół przyzwyczajony do tego, że drugi i trzeci plan składa się ze statystów jednorazowego użytku. (I nie mówię tu tylko o bohaterach mających rację bytu na zasadzie teatralnej strzelby, co to przewijają się na dziesiątym planie, że by na końcu wystrzelić – do takich już nas popkultura przyzwyczaiła i podświadomie tego od nich oczekujemy. Pewnym novum są postacie dalszoplanowe, które mają do odegrania więcej niż jedną rolę). Tymczasem Wecker planuje tak, aby wszystko w jej opowieści działało jak trybiki w zegarku, gdzie nawet najmniejszy jest bardzo ważny. I nagle dziewczyna, która zdawała się służyć tylko podkreśleniu nieodpowiedzialności dżina, wraca i ładnie wpasowuje się w kluczowe wydarzenia.

Cóż, tym razem krótko, ale sami przyznacie, że pisanie o drugiej części powieści, która w założeniu nie miała być nigdy dzielona jest dość karkołomnym pomysłem. Dlatego potwierdzam wszystkie dobre przeczucia, jakie towarzyszyły mi podczas lektury części pierwszej – autorka mnie nie zawiodła. Dodatkowo udowodniła, że nie potrzeba magii w mieście (a w każdym razie nie za dużo i nie konieczne takiej, no… magicznej) żeby fantasy było urban. Wystarczy umieć jedno z drugim spleść nierozerwalnie, na poziomie tkaniny rzeczywistości. A na tym pani Wecker się zna.

Tytuł: Golem i dżin część 1I
Autor: Helene Wecker
Tytuł oryginalny: Golem and The Jinni
Tłumacz: Małgorzata Koczańska
Seria: Golem i dżin
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok: 2014
Stron: 450

piątek, 7 lutego 2014

Nowojorski tygel kulturowy (a właściwie pół tygla) - "Golem i dżin" część 1 Helene Wecker

Powiem wam, moi drodzy czytelnicy, że bardzo trudno jest mi napisać coś konkretnego o części pierwszej „Golema i dżina”. Powód jest prosty – Fabryka Słów znowu zaserwowała czytelnikom tylko pół powieści. Sytuacja i tak jest lepsza, niż w przypadku „Elfów”, bo przynajmniej wiadomo, kiedy spodziewać się zakończenia, ale pisania to nie ułatwia. Książka została podzielona w sposób nieco niefortunny, bo część pierwsza kończy się w momencie, kiedy akcja dopiero zaczyna się zawiązywać. Niemniej, już na tym etapie widać, że możemy mieć do czynienia z powieścią przynajmniej dobrą, do czego postaram się was przekonać.

Kiedy Otto Rotfeld zamawiał sobie u podejrzanego żydowskiego maga glinianą żonę, nie przypuszczał, że nawet nie dopłynie z nią do nowego, amerykańskiego domu. Przez splot niefortunnych zdarzeń niezwykła dziewczyna zostaje sama już w kilka godzin po ożywieniu i tak właśnie ląduje w Nowym Jorku. Czy poradzi sobie bez swojego pana w wielkim, obcym mieście?

Kilka ulic dalej rzemieślnik Abeery dostaje do odnowienia dziwnie grawerowany dzbaneczek na oliwę. Ponieważ wzór jest już zniszczony, postanawia go zeszlifować – i w ten sposób uwalnia dżina. Ten jednak nie ma ochoty spełniać niczyich życzeń, a poza tym ciągle jest uwięziony w ludzkim ciele i pozbawiony większości magicznej mocy. Jedynym sposobem, aby przetrwał w Nowym Jorku jest udawanie ucznia Abeery’ego. Czy dzika natura pustynnego ducha dostosuje się do rutyny miejskiego życia?

Muszę przyznać, że „Golem i dżin” pozytywnie mnie zaskoczył na wielu poziomach. Pani Wecker zdecydowanie potrafi posługiwać się piórem, używając przy tym języka plastycznego, ale nie przekombinowanego. Cechuje ją wyczucie i szczególnie trafny dobór słów – bez wielopiętrowych metafor czy wymyślnych porównań jest w stanie zbudować sugestywny obraz zimowego Nowego Jorku czy syryjskiej pustyni, przedstawić punkt widzenia nieszczęśliwego dżina i panny z dobrego domu. Przy tym wszystkie te przejścia są płynne i nacechowane indywidualnymi przeżyciami bohaterów. Bardzo przyjemnie się to czyta.

Jeśli już o tym mowa, to bohaterów też autorka potrafi tworzyć. Najlepiej to widać na przykładzie dwójki tytułowych stworów – pani Wecker chyba specjalnie dobrała je tak, aby stanowiły swoje przeciwieństwa. Tęskniący za wolnością, niezależny i uparty dżin postawiony obok pragnącej stabilizacji, spokoju i pewności jaką daje rutyna golem sprawia wrażenie jeszcze bardziej nieszczęśliwego i zamkniętego w okowach ludzkiego ciała. Jednocześnie bliskość istoty tak odmiennej dostarcza mu materiału do przemyśleń i zastanowienia się nad własną naturą. To samo dotyczy Chawy, golema. Pisarka pokazuje, że obcowanie z ludźmi zmienia oba stworzenia, ale ponieważ ich natury tak bardzo się różnią, podejście do tych zmian również jest inne.

Autorka nie ograniczyła się jednak do wykreowania trójwymiarowych tytułowych bohaterów. Postacie poboczne również wychodzą jej bardzo charakterystyczne – często wystarczy kilka stron, aby nakreślić historię życia i nadać osobowość komuś, kogo zobaczyliśmy na ulicy. W ten sposób główna opowieść ciągle wzbogacana jest interesującymi epizodami. Zbyt wcześnie jeszcze, aby wyciągać z nich jakieś wnioski, mam jednak przeczucie, że wszystkie zazębią się w dalszej części powieści.

Pomówiliśmy trochę o bohaterach, ale o jednym jeszcze nie wspominałam – Nowy Jork jest tu równie ważny, jak ludzie, golemy i dżiny. Pani Wecker stworzyła jedną z lepszych kreacji miasta w literaturze fantastycznej, jakie miałam okazję poznać – dodajmy, że jest to miasto dziewiętnastowieczne, z właściwym tej epoce klimatem. Nowy Jork z powieści tętni życiem, pełno w nim dzielnic kolorowych mniejszości i ich zwyczajów, trafiają się wyższe sfery jak i męty społeczne. A wszystko to w oparach pierwszych silników i węglowym smogu, czasem zwiewanych bryzą znad oceanu. Autorka zasypuje czytelników detalami, a wszystko dzięki temu nabiera życia i rozmachu.

Zazwyczaj w takiej sytuacji na zakończenie recenzji mówię, żeby przezornie poczekać do wydania kolejnego tomu. Mogę powiedzieć i tym razem, w końcu wychodzi w maju. Ale zachęcę was do kupienia „Golema i dżina” już teraz – bo jeśli pierwsza część słabo się sprzeda, to wydawca jeszcze nie wyda drugiej i skąd ja się wtedy dowiem, jako to się skończyło?
 
Recenzja dla portalu Insimilion.
 
Tytuł: Golem i dżin część 1
Autor: Helene Wecker
Tytuł oryginalny: Golem and The Jinni
Tłumacz: Małgorzata Koczańska
Seria: Golem i dżin
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok: 2013
Stron: 450
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...