Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scenki rodzajowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scenki rodzajowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 października 2011

Takie różne + komiks, bo dawno nie było:)

Skończyły mi się wakacje i czas wracać na studia. Szkoda tylko, że tak mało lata w tym roku było.
***
Serwis Insimilion, jako że dynamicznie rozwija swój dział literacki, poszukuje recenzentów, korektorów i newsmanów. Chodzi o fanów fantastyki wszelakiej, gdyż tą tematyką zajmuje się serwis. Dodatkowo można wziąć udział w wielu konkursach i podyskutować na rozbudowanym forum, więc nawet jeśli nie chcecie pełnić żadnej funkcji, zachęcam do zarejestrowania.:) Zainteresowanych przystąpieniem do zespołu działu literackiego proszę o napisanie maila do redakcji, na adres Serenity@iml.pl
***
Można już głosować na najlepszą książkę września. Jednocześnie trwa jeszcze głosowanie na książkę wakacji, więc zapraszam do brania udziału w ankietach. Podsumowanie obu pod koniec miesiąca.:)
***
Postanowiłam bardziej zaznaczyć obecność Lubego na blogu. W związku z czym stworzyłam specjalną grafikę, którą będą oznaczane recenzje książek podsuwanych mi przez Mojego Mężczyznę. A że najczęściej zwracam się do Niego per "misiu", to grafika wygląda tak:

Oczywiście przy recenzjach będzie odpowiednio mniejsza.:)
***
Na koniec obiecany komiks (można go oczywiście powiększyć):


czwartek, 10 lutego 2011

Fighting wings - "Zbieracz Burz" tom 1 Maja Lidia Kossakowska

Książkę pożyczyła mi Erin (tutaj jest jej fotoblog). Dziękuję bardzo!:)

Lubię anioły. Ale nie te skrzydlate dzieciaczki, którymi barokowi twórcy zwykli oblepiać wszystko, co się działo. Nie te skrzydlate hermafrodyty w barwnych kieckach, które z natchnionym spojrzeniem pełnią rolę aniołów stróżów na kiczowatych oleodrukach. Nie te dziwaczne wariacje na temat upadłych-bądź-nie aniołów, które w dużej liczbie płodzili spadkobiercy Dana Browna. Lubię takie anioły, jakie serwuje nam pani Kossakowska: pełne mocy, choć zagubione, działające z rozmachem dorównującym tylko wątpliwościom. Anioły, które wcale nie poprzestają na pieniach pochwalnych wobec Pana, ale często muszą twardą ręką chwycić całe jego dzieło, aby się nie rozleciało. Nie białoskrzydłe, czyste duchy, ale o skrzydłach i włosach we wszystkich kolorach tęczy (nie na jednym osobniku, oczywiście).

Daimon Frey ma i skrzydła, i włosy czarne. Kolor idealnie współgrający z fuchą Abbadona, Burzyciela Światów, nieprawdaż? Tyle, że Daimon o tę funkcję nigdy się nie prosił. O to, żeby się mierzyć z Antykreatorem też nie. Ale musiał. I się zmierzył. I nawet wyszedł z tego bez szwanku. No, prawie bez szwanku, bo jednak trauma mu została. Tą traumę zabija, biorąc udział w nielegalnych mordobiciach, ku zgorszeniu wysoko postawionych przyjaciół (takiego archanioła Gabriela czy Razjela na przykład). Bóg nie może go po prostu ukoić – już dawno odszedł, pozostawiając dzieła swego stworzenia samym sobie. Ale nagle postanowił do Abbadona przemówić. Wydać rozkaz tak straszny, że niewiarygodny. A Abbadon musi być posłuszny. Jego przyjaciele jednak nie są pewni, czy aby na pewno rozkaz pochodził od Pana. Wszakoż Daimon mógł ulec podszeptom Ciemności, w dobrej wierze wziętym za najwyższy rozkaz. Zaczyna się więc pościg za Daimonem, który, zależnie od wersji: albo wypełnia najnowszy rozkaz Boga, albo kompletnie zwariował i trzeba go poddać leczeniu, zanim stanie się katastrofa…

Pani Kossakowska rozwija tutaj wizję świata znanego z „Siewcy Wiatru”, a zrodzonego jeszcze wcześniej, w opowiadaniach. Obok naszej swojskiej Ziemi, gdzieś w magicznym wymiarze mamy więc Królestwo, które Jasność stworzyła dla swych aniołów i dusz tych ludzi, które okazały się tego godne. Później zaś je porzuciła, zostawiając biednego regenta Gabriela z całym tym problemem. Gabriel, tak jak i inni aniołowie jest wspaniały, pełen mocy i na każdym śmiertelniku zrobiłby piorunujące wrażenie, ale nie jest Bogiem. Tak jak wszyscy aniołowie Kossakowskiej, jest bliższy człowiekowi niż nadistocie. Okazuje się bowiem, że kiedy głos Pana  przestaje skrzydlatych prowadzić za rączkę, muszą oni unurzać się w brudzie jakże ludzkim, aby wszystko się jakoś toczyło. Mamy więc intrygi, spiski, walki o wpływy, zdrady, czyli wszystko to, o co zazwyczaj się aniołów nie podejrzewa. No i co z tego, że wyszli oni nieco za mało twardzi, jak na liczących całe eony wojowników, że czasem wymsknie im się jakiś Dżibril czy inny Raz, że jak na twardych facetów przystało, raczej nie powinni pokazywać miękkiego podbrzusza, a czasem im się to zdarza. Jakoś mi to nie przeszkadza. 

A moją osobistą nagrodę za najlepszą postać książki zgarnia Hariel, zwykły, szeregowy anioł, opiekun bezdomnych kotów z samego dna niebiańskiej hierarchii. Wraz z całą swoją mruczącą, prychającą i drapiącą świtą, nie do końca żywą na dodatek. Za dredy i umiejętność wzbudzania sympatii czytelnika mimo swojej ciapowatości i skromności. Bo nie zawsze trzeba super gieroja albo pięknej wojowniczej księżniczki, żeby czytelnika zauroczyć. I autorka o tym dobrze wie.

Styl pani Kossakowskiej jest dość specyficzny – nazwałabym go kobiecym. I nie chodzi o nadużywanie ukwieconych fraz czy histerycznych zwrotów, bo taki twardziel jak Abbadon to i mięchem potrafi czasem rzucić, a scena makabrycznego rytuału jest tak plastycznie obrzydliwa, że aż odbiera apetyt (co jak na mnie jest nie lada wyczynem). Chodzi raczej o ogólny klimat, tworzony przez mniej lub bardziej subtelny humor, czy dość gęsto wplatane nazwy takich kolorów jak kobaltowy czy szafranowy. Ale przede wszystkim chyba chodzi o nieagresywność tego języka: nawet, kiedy autorka przytacza wymianę bluzgów między bohaterami, czytelnik nie czuje się atakowany przez zębatą bestię  słów (o matko, jak mi to patetycznie wyszło…). A opowieść gładko toczy się dalej: mamy nie tylko potyczki i strzelaniny, ale także magię, miłość i przyjaźń, którą bohaterowie tak różnie pojmują… i wszystko równie sprawnie opisane.

Zachwyty już były, teraz czas ponarzekać na wydanie. Nie chodzi mi o jakieś mankamenty techniczne, bo od tej strony jest jak najbardziej ok.: solidna, twarda oprawa, strony szyte, marginesy i interlinie takie, jakie lubię, no i luksus absolutny, czyli wszyta wstążeczka – zakładka. Nie podoba mi się natomiast strona graficzna. Głównie krwawa kolorystyka okładki, która jest z uporem godnym lepszej sprawy uskuteczniana przez Fabrykę Słów i niedługo stanie się chyba znakiem rozpoznawczym wydawnictwa. Niech sobie już na niej będzie ten mhhhhroczny Dajmon, przeżyję… No i ilustracje też mi się nie podobają, za dużo w nich moim skromnym zdaniem turpizmu. Jakby nie można było mniej odrażających kadrów wybrać. W zasadzie, dziwnym trafem, podobał mi się tylko pierwszy i ostatni obrazek.;) A poza tym, ciągle uważam, że rozbijanie „Zbieracza Burz” na dwa tomy po 300 stron, to zwyczajne wyłudzenie.

Mimo powyższego marudzenia, polecam szczerze wszystkim, którzy lubią poczytać dobre fantasy. Może książka nie jest arcydziełem, ale zapewnia kawał solidnej rozrywki na jakiś czas.

Tytuł: Zbieracz Burz" tom 1
Autor: Maja Lidia Kossakowska

Cykl: Daimon Frey
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok: 2010
Stron: 341


* Rysunek nie jest co prawda ilustracją, ale tworząc go myślałam o pewnej bohaterce tej książki, więc stwierdziłam, że pasuje.;) A pod spodem malutka, dziwaczna humoreska, raczej odzwierciedlenie klimatu książki, niż konkretna ilustracja:


czwartek, 9 grudnia 2010

Stosiki okołourodzinowe i sponsorowane oraz wiele innych newsów;)

W tym tygodniu mam wrażenie, że na moim blogu jest wszystko, tylko nie recenzje... No ale spędziłam dziś trzy godziny na czyszczeniu ludzkich kości (co w praktyce wygląda mniej makabrycznie, niż można by było się spodziewać), więc należy mi się odrobina przyjemności, jaką jest chwalipięctwo.;) Jako, że wczoraj miałam urodziny, pochwalę się prezentami:


"Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Wschód - Zachód" Wegnera to prezent od rodziców, za to "Kot Simona: za płotem" wraz z przeuroczą zakładką, sprezentował mi mój nieoceniony Luby. Dodał nawet dedykacje na obu prezentach, o takie:


A do tego jeszcze dostałam przecudnej wprost urody medalion, o taki:



Kochany ten mój Luby, nieprawdaż?:) A do tego jeszcze wygrałam prześliczną zakładkę na blogu beatrix. Jak tylko dostanę ją (zakładkę znaczy) w swoje plugawe łapki, zamieszczę odpowiednią fotografię.:)

Stosik urodzinowy już był, teraz pora na stosik sponsorowany (który również będzie na płasko).;) Sponsorem poniższego stosika  (prawie całego, bo oprócz Schmitta) jest Aria, która była tak wspaniałomyślna, aby mi te książeczki pożyczyć i nawet je ofiarnie przytargała na spotkanie (do tej pory nie wiem, jak jej się to wszystko zmieściło do torebki). Proszę o nagrodzenie Arii za solidarność wobec współuzależnionych gromkimi brawami! Ja zaś od siebie dodam serdeczne podziękowania.:)


Od góry:
1. "Zaginiony symbol" Dan Brown 
2. "Lustrzane odbicie" Audrey Niffenegger - po "Miłości ponad czasem" nie mogłam nie przeczytać kolejnej książki tej autorki. Zwłaszcza, że recenzja Arii taka pozytywna była.:)
3. "Sługa kości" Anne Rice - tą książka pewnie w ogóle bym się nie zainteresowała, gdyby nie recenzja Arii.;)
4. "Upiór w operze" Gaston Leroux - od dawna chciałam przeczytać, a nieoceniona Aria miała i pożyczyła.;)
5. "Miasto w przestworzach" Greg Keyes - kolejna książka, do której przekonała mnie recenzja Arii.
6. "Dom tysiąca nocy" Maja Wolny - do tej książki stopniowo przekonywało mnie wiele recenzji, (w tym Arii;)) których bardziej szczegółowy wykaz zamieszczę pod własną.;)
7, "Odette i inne historie miłosne" Erick - Emmanuel Schmitt - to dla odmiany z biblioteki, kawałek Schmitta na jesienną chandrę.;)

Do tego - kolejny komiks. Opinie o nim mile widziane.:)


Na koniec ostatnia nowinka: udało mi się nawiązać współpracę z portalem Oblicza kultury. Znajdziecie na nim nie tylko recenzje książek, ale także filmów i gier oraz kilka innych atrakcji (jak wywiady z autorami), więc zachęcam do odwiedzin.:)

 

piątek, 12 listopada 2010

Nadprogramowy stosik i coś jeszcze.

Więc zaczęło się od tego, że moja recenzja "Jamili" została wyróżniona przez portal Lubimyczytać.pl, w związku z czym otrzymałam kupon rabatowy do księgarni Selkar. Nie mogłam pozwolić, żeby się zmarnował, a robiąc zakupy doszłam do wniosku, że jednej książce byłoby smutno w podróży... A potem doszło jeszcze kilka książek z różnych źródeł i skończyło się na tym:



(Na zdjęciu gościnnie występuje miś - prezent od mojego Lubego.:))
1. "Po prostu razem" Anna Gavalda - pierwszy kontakt z autorką wypadł pomyślnie, więc kontynuuję znajomość.;)
2. "Wojna o Księżyc" Ben Bova
3. "Wschód Księżyca" Ben Bova
Obie powyższe pożyczył mi mój Luby, abym miała okazję się oswoić z SF. Mam nadzieję, że eksperyment się powiedzie.:)
4. "Języki węży" Naomi Novik - nareszcie jest wyczekana szósta część jednego z moich ulubionych cykli. Mam tylko żal do wydawnictwa Rebis, że wodziło czytelników za nos to umieszczając książkę na swojej stronie, to znowu ją usuwając...
5. "Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Północ - Południe" Robert M. Wegner - a do tego zakupu zachęcił mnie recenzją na swoim blogu podsluch. Co prawda recenzja dotyczyła tomu kolejnego, ale co mi tam.;)
6. "Krew modliszki" Adrian Tchaikovski
7. "Jak zbudować szczęście intymne" dr Sandra Pertot - to mi wcisnął mój Luby. Kocham te jego drobne złośliwości.;)

Teraz czas na "coś jeszcze". Otóż wpadł mi do głowy pomysł, aby co jakiś czas dodawać scenki rodzajowe w postaci komiksów. Wszystkie inspirowane oczywiście rzeczywistością i oparte na faktach, chociaż nieco przejaskrawione.;) Dziś będzie komiks próbny i bardzo bym była wdzięczna, gdybyście napisali, co o tym sądzicie. Oczywiście technikę będę udoskonalać (i zmieniać - dopiero zaczynam i nie wiem jeszcze, jaka mi będzie najbardziej odpowiadać), a i skaner był dziś mało skłonny do współpracy. Obiecuję, że następnym razem (o ile takowy będzie) będzie lepiej.:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...