Dawno obiecywałam już, że napiszę notkę o tym, jak mi się korzystało z Legimi na moim Kindle (pięcioletnim już Touch 7). A że grudzień i każdy rozgląda się za jakimiś prezentami pod choinkę, to może i abonament w Legimi będzie rozważany. Pomyślałam więc, że jeszcze jedna opinia się przyda, choćby i mocno subiektywna. Będzie to raczej zbiór luźnych refleksji, ale starałam się przynajmniej pogrupować je tematycznie.
Abonament kupiłam sobie sama (żeby nie było, że recenzja sponsorowana), w wersji na trzy miesiące.
Dlaczego w ogóle się zdecydowałam? Bo kupuję zbyt dużo książek. Co gorsza po przeczytaniu okazuje się, że mimo iż nieźle się bawiłam, to do większości wracać nie chcę i teraz tylko w domu zalegają. Doszłam do wniosku, że zapewnienie sobie wirtualnej alternatywy zawsze pod ręką pomoże mi stawiać twardy opór promocjom i spontanicznym zakupom. Plan się całkiem dobrze sprawdził.
Abonament kupiłam sobie sama (żeby nie było, że recenzja sponsorowana), w wersji na trzy miesiące.
Dlaczego w ogóle się zdecydowałam? Bo kupuję zbyt dużo książek. Co gorsza po przeczytaniu okazuje się, że mimo iż nieźle się bawiłam, to do większości wracać nie chcę i teraz tylko w domu zalegają. Doszłam do wniosku, że zapewnienie sobie wirtualnej alternatywy zawsze pod ręką pomoże mi stawiać twardy opór promocjom i spontanicznym zakupom. Plan się całkiem dobrze sprawdził.
