Powieść Martyny Raduchowskiej kupiłam już jakiś czas temu. Zapewne była w promocji i pomyślałam, że czemu nie, w końcu to autorka Hardej Hordy, więc jakiś kredyt zaufania jej się należy. Po czym książka zaległa na regale i pewnie leżałaby tak sobie na nim do tej pory, gdyby nie pewien ciąg przyczynowo-skutkowy. Otóż bowiem autorka napisała dwa kolejne tomy. A Empik Go zaoferował dwa miesiące darmoszki, mając wszystkie trzy tomy w abonamencie. Odezwała się więc moja wewnętrzna cebula i rzekła mi: „Jak teraz sobie przeczytasz tom pierwszy, to będziesz mogła za darmo przeczytać kolejne, jeśli zechcesz.” Posłuchałam więc mojej wewnętrznej cebuli.
