Na polskim rynku chyba nie wydano ani jednej czysto fantastycznej powieści z Korei Południowej albo Japonii (choć uczciwie trzeba przyznać, że w przypadku tego drugiego kraju mangi nadrabiają z nawiązką). Za to od czasu do czasu pojawiają się tytuły mocno z pogranicza albo zanurzone w realizmie magicznym. A że mi realizm magiczny w wydaniu wschodnioazjatyckim przypadł do gustu bardziej niż polski czy „oryginalny” iberoamerykański, to zawsze z zainteresowaniem pochylam się nad takimi tytułami. Zresztą, nad „Zanim wystygnie kawa” Toshikazu Kawaguchi trudno się było nie pochylić, bo swego czasu piał o niej cały bookstagram.
