Wydawnictwo Czarne od jakiegoś czasu wypuszcza kilka razy w roku jakieś bardziej „zwierzęce” reportaże. Były dwa teksty o wilkach (czyli szwedzki „Dobry wilk” i polski „Instynkt”), oba świetne. Zastanawiałam się, jaka w takim razie została nam jeszcze lokalna (o tej egzotycznej jakoś polscy wydawcy nie bardzo chcą wydawać książki, jeśli nie ma skrzydeł) fauna i pomyślałam, że w sumie bobry mają potencjał, bo jest to dość polaryzujący opinię publiczną gatunek. I w jakiś czas później w zapowiedziach pojawiły się „Pałace na wodzie” Adama Robińskiego. Oczywistym było, że prędzej czy później je przeczytam.
