Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rok z Nebulą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rok z Nebulą. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 września 2018

[Rok z Nebulą] "Świat finansjery" Terry Pratchett


Kiedy czytałam „Piekło pocztowe”, byłam nawet zadowolona z lektury, a bohaterowie wydawali mi się całkiem sympatyczni. Niestety, lektura „Świata finansjery” uświadomiła mi, że przynajmniej po części moja sympatia do bohaterów podcyklu o Moiście brała się z ciepłych uczuć żywionych do ekranizacji. Albo też „Świat finansjery” jest co najmniej o klasę gorszy.
 
Zanim przejdziemy do meritum, tradycyjnie może kilka słów o treści. Moist von Lipwig, zrehabilitowany oszust i krętacz zdołał już przywrócić utracona chwałę Urzędowi Pocztowemu i choć sam przed sobą jeszcze nie chce tego przyznać, zaczyna się na ciepłej posadce nudzić. Na szczęście lord Vetinari już szykuje dla niego nowe zadanie – Królewski Bank Ankh-Morpork potrzebuje świeżej krwi.
 
Przez większa część lektury zastanawiałam się, co mnie uwiera. Co jest nie tak, że powieść autora, którego uwielbiam, smakuje raczej jak stara podeszwa niż jak domowe schabowe. I po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że to z powodu braku sympatii do bohaterów. A brak sympatii bierze się po trosze z braku wyzwań dla tychże.
 
Weźmy takiego Moista. Chłopak należy do jednego z moich ulubionych typów bohaterów - `tych uroczych geniuszy manipulacji i oszustwa, dla których zwinięcie pieniędzy nie jest celem samym w sobie a największa satysfakcja to wykiwanie trudnego przeciwnika (pozdrawiam Locke Lamorę). Tego typu bohaterowie prezentują swój potencjał wyłącznie wtedy, gdy fabuła wymaga od nich stoczenia pojedynku na siłę intelektu z godnym przeciwnikiem. To się dobrze sprawdzało w „Piekle pocztowym”, gdzie Moist musiał wałczyć zarówno z oporem materii, jak i z równym sobie antagonistą. Sprawiało, że opowieść trzymała w napięciu. Tym razem przeciwnicy Moista są, no cóż... żałośni. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie mają z nim szans i jeśli nasz ulubieniec znajdzie się w tarapatach, to raczej przez splot niefortunnych zdarzeń niż knowania wrogów. Z materią też nie bardzo jest o co walczyć – w przeciwieństwie do Urzędu Pocztowego bank jakoś tam działa i wystarczy tylko sprawić a) żeby nie rozdrapali go spadkobiercy i b) żeby działał lepiej (w czym wykonanie punktu „a” znacząco pomoże). W czasie lektury nie czułam, żeby było to dla bohatera jakiekolwiek realne wyzwanie.
 
Osobnym problemem pozostaje Adora, narzeczona Moista. O ile jako postać drugoplanowa w „Piekle pocztowym” sprawdzała się znakomicie, stanowiąc mroczny kontrast dla lśniącego własnym blaskiem Moista, tak tutaj jest po prostu antypatyczna. Jest tym wszystkim, czym stałaby się babcia Weathetwax, gdyby odebrać jej styl i wyczucie. Idzie przez życie jak buldożer nie przyjmując do wiadomości, że istnieją inne (często skuteczniejsze) rozwiązania niż miażdżąca siła przebicia. Czytając „Świat finansjery” marzyłam o tym, żeby ten jej buldożer rozbił się na jakiejś życiowej skale. Nie doczekałam się, ale przynajmniej odrobinę poprawiła mi humor scena, kiedy mordercze szpilki Adory połamały się na kamiennej stopie funkcjonariusza Detrytusa. Przy czym to nie jest tak, że bohaterka jest tępą, wulgarną dzidą. Ale inteligencja w tym wypadku nie sprawia, że staje się mniej irytująca.
 
Kolejne tomy Świata Dysku maja to do siebie, że często biorą na tapetę jakieś konkretne zjawisko i przedstawiają je w krzywym zwierciadle, aby obnażyć (i często wyśmiać) pewne cechy. Czasem wychodzi to lepiej, czasem gorzej. Tutaj autorowi zdecydowanie wyszło gorzej. Tak jak zwykle jestem pełna podziwu dla przenikliwości Pratchetta i celności jego pióra, tak spostrzeżenia, jakie zawarł w „Świecie finansjery” wydały mi się oczywiste i przetworzone mało finezyjnie. Wszyscy po ukończeniu szkoły średniej chyba wiedzą, że wartość pieniądza nie jest jakąś stała obiektywną tylko efektem skomplikowanej umowy społecznej, a starych, bogatych finansistów nie od parady po ostatnim kryzysie nazywa się banksterami. Spodziewałabym się, że sir Terry sparodiuje te motywy bardziej kreatywnie. A on tylko wali nimi wprost. Ładnie ubranymi w słowa, ale akurat po nim spodziewałabym się więcej.
 
Cóż, moim skromnym zdaniem w „Świecie Dysku” jest wiele tytułów, które o wiele bardziej niż „Świat finansjery” zasługiwałyby na nominację do Nebuli. Może ten akurat wstrzelił się w sprzyjający czas, miał szczęście zainteresować odpowiednich ludzi... Ale ostatecznie nagrody nie zgarnął. I mnie to nie dziwi. Pratchett znacznie lepiej wybrzmiewa, kiedy komentuje ludzka naturę, a nie zjawiska otaczającego świata.

Tytuł: Świat finansjery
Autor: Terry Pratchett
Tłumacz: Piotr W. Cholewa
Tytuł oryginalny: Making Money
Cykl: Świat Dysku
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Rok: 2017
Stron: 236 i 216

piątek, 29 czerwca 2018

ROK Z NEBULĄ - podejście drugie na ósme urodziny bloga

W zeszłym roku postanowiłam zrezygnować z urodzinowych podsumowań czy konkursów. Zamiast tego chciałam spróbować wyzwania z nagrodą literacką. Co prawda nie udało mi się go ukończyć w zeszłym roku, ale pomysł ciągle mi się podoba. Jak to mówią, do trzech razy sztuka, więc z okazji ósmych urodzin postanowiłam zrobić podejście drugie.;)

Zanim jednak do rzeczy, krótkie podsumowanie poprzedniej próby. Z dwunastu wybranych pozycji udało mi się przeczytać tylko trzy: "Wśród obcych" Jo Walton, "Małego brata" Cory Doctorowa i "Piekło pocztowe" Pratchetta. Zaczęłam też "Wszystkich na Zanzibarze", ale poległam sromotnie (choć kiedyś w końcu ją zmęczę).
Teraz już możemy przejść do aktualności. ;)
 
Słowem wstępu
Najpierw może kilka słów wstępu, zanim przejdziemy do konkretnych wytycznych. Dlaczego Nebula? Bo to bardzo prestiżowa nagroda, to raz. Dwa, że przyznawana przez Komisję, a wiadomo, że wszystko, co przyznawane przez komisję, jest lepsze od tego, na co głosują fani. A poważnie, to po prostu wybrałam akurat tę nagrodę dlatego, że spośród wyróżnionych nią książek sporo wyszło po polsku, w porównaniu do innych nagród branżowych. Ale nie martwcie się, mam zamiar blogaska jeszcze kilka lat prowadzić i kolejne rocznice będę obchodzić z kolejnymi nagrodami, tak że jakby co, możecie zgłaszać kandydatów na przyszłość.;)
Cel i zasady
Z listy powieści nominowanych i nagrodzonych Nebulą (pełna lista tutaj) wybrałam 12, po jednej na każdy kolejny miesiąc. Wybierałam według prostych kryteriów. Po pierwsze - książka musiała być po polsku. Po drugie, musiała mnie interesować, a po trzecie, dostawała dodatkowe punkty, jeśli miałam ją w domu (z oczywistych względów odpadły ksiązki, które już czytałam). Oczywiście nie ma żadnego powodu, żebyście kierowali się przy wyborze takimi kryteriami, stwórzcie sobie własne.
Tym razem sporo tytułów zostawiłam sobie z zeszłego roku - hej, ja ciągle chcę je przeczytać, a wydawcy nie rozpieszczają i większość świeżo nominowanych/nagrodzonych powieści jeszcze u nas nie wyszła, więc pole manewru miałam rozczarowująco ograniczone.

Recenzje będą się pojawiały pod koniec każdego miesiąca - a przynajmniej taki jest plan.
 

Oto i pełna lista na ten rok:

"Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" Philip K. Dick (nominacja 1969)
"Lewa ręka ciemności" Ursula K. Le Guin (nagroda 1970)
"Wiosna Helikonii" Brian W. Aldiss (nominacja 1983)
"Atlas chmur" David Mitchell (nominacja 2005)
"Związek żydowskich policjantów" Michael Chabon (nagroda 2008)
"Świat finansjery" Terry Pratchett (nominacja 2009)
"Nakręcana dziewczyna" Paolo Bacigalupi (nagroda 2010)
"Ambasadoria" China Mieville (nominacja 2012)
"Cudzoziemiec w Olondrii" Sofia Samatar (nominacja 2014)
"Ocean na końcu drogi" Neil Gaiman (nominacja 2014)
"Piąta pora roku" N. K. Jemisin (nominacja 2016)
"Wrota obelisków" N. K. Jemisin (nominacja 2017)
  
Tradycyjnie zapraszam do przyłączenia się. ALbo chociaż udzielania mi wsparcia moralnego ;)

środa, 20 września 2017

[Rok z Nebulą] "Mały Brat" Cory Doctorow

Kiedy dobierałam sobie listę tytułów do nebulowego wyzwania, kierowałam się dość prostymi kryteriami. Miały być to książki, które mnie choć trochę interesowały. Dodatkowe punkty dostawały za fakt, że mam je w domu (okazało się, że mam w domu zaskakująco dużo powieści, które nominowano do Nebuli). „Małego Brata” akurat miałam. Pomyślałam, że to młodzieżówka, więc powinna się sprawnie czytać, czyli świetnie nadawała się do wyzwania. Cóż, w tej kwestii się nie pomyliłam.

Marcus jest bystrym i trochę buntowniczym siedemnastolatkiem z San Francisco niedalekiej przyszłości (tak niedalekiej, że mogłaby być właściwie nieco alternatywną teraźniejszością). Ma kolegów i normalne życie, a jego pasją jest elektronika, programowanie i gry. Czasem zdarza mu się zerwać się ze szkoły, żeby te pasje realizować. Podczas takich właśnie wagarów jego miasto pada ofiarą zamachu bombowego, sam Marcus zaś – ofiarą nadużyć władz. Przekonawszy się na własnej skórze, jak cenna jest prywatność i wolność osobista, wobec narastającej (w imię zapobiegania terroryzmowi) inwigilacji, chłopak postanawia pomóc znajomym chronić prywatność. A oni pomagają swoim znajomym i tak dalej… Kiedy Marcus zaczynał, nie miał pojęcia, gdzie jak daleko to może zajść.

Mam problem z tą książką. Bo widzicie, po przeczytaniu doskonale zdaję sobie sprawę z tego, dlaczego ona dostała nominację do Nebuli, ale… przez całą lekturę towarzyszyło mi przekonanie, że to za mało. Literacko „Mały Brat” kompletnie niczym się nie wyróżnia spośród szeregów sprawnie napisanych powieści młodzieżowych – ot, język tak zwany przejrzysty (co samo w sobie nie jest wadą, no ale mówimy przecież o książce, którą nominowano do jednej z najbardziej prestiżowych branżowych nagród), sposób przedstawienia tematyki bardzo aktualny, ale nie rewolucyjny. Cóż, po nominacji do Nebuli generalnie spodziewałabym się więcej, niż literacko-koncepcyjnej poprawności.

Za co więc ta nieszczęsna nominacja? Za tematykę. Doctorow bowiem stworzył powieść przerażająco aktualną, nawet teraz po prawie dziesięciu latach od premiery. Autorowi udało się bowiem wykreować niepokojąco realną wizję państwa, w którym niby żyje się normalnie, ale władze wykorzystują każdy pretekst do tego, żeby zagarniać kolejną działkę prywatności obywateli, przekonując ich jednocześnie, że to dla ich dobra i tak naprawdę nic się nie dzieje. A każdego, kto próbuje się przed tym bronić (i egzekwować zapisane w konstytucji, należne mu prawa), od razu traktuje jak przestępcę. Doctorow pokazuje nie tylko mechanizmy powstawania takiego opresyjnego systemu, ale też mechanizmy tworzenia się obywatelskiego oporu, który przeradza się w otwartą rewolucję.

Sam mechanizm powstawania opresyjnego państwa nie jest tak naprawdę niczym nowym. Bardziej interesujące jest to, w jaki sposób autor, przy pomocy bohaterów swojej opowieści, prezentuje różnorodność ludzkich postaw w obliczu problemu. Mamy więc Marcusa, buntownika mimo woli, przykład tego, jak system sam produkuje sobie wrogów. Marcus nie chciał doprowadzić do buntu – chciał tylko dać ludziom wybór. A i to by go nie interesowało (czy raczej nie odkryłby, że coś jest nie tak), gdyby na własnej skórze nie doznał niesprawiedliwości i okrucieństwa systemu. Jako czytelnicy widzimy, że jego przyjaciele (przynajmniej niektórzy z nich przeżyli to samo) reagują inaczej. Van, nastolatka, której rodzice pochodzą z Korei Północnej, od razu dystansuje się do sprawy i stara się zapomnieć, żyć normalnie. Jolu, typowy buntownik, na początku chętnie się angażuje w opór przeciwko władzy, ale później się wycofuje. Zdaje sobie sprawę z tego, że będąc Latynosem, ryzykuje dużo więcej, niż biały Marcus – wie, że drugiej szansy nie dostanie. Mamy też wiele dzieciaków, które traktują to jako fajny event, nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Nie brakuje ludzi, którzy możliwość donoszenia na znajomych i szpiegowania ich trktują jak dar od losu i pozwalają się bez skrępowania rozwijać swojemu małemu, wewnętrznemu sadyście. Ciekawym przypadkiem jest ojciec Marcusa – człowiek, który wierzy, że wspierając opresyjne państwo naprawdę może uchronić swoich najbliższych przed zewnętrznym niebezpieczeństwem i który przez bardzo długi czas nie zdaje sobie sprawy, że ono nie czai się na zewnątrz a poczucie bezpieczeństwa jest złudne…

Podsumowując: na plus realistyczna wizja kraju, który powoli staje się opresyjny i mechanizmów rządzących tym procesem. Także szeroka gama sprawnie odmalowanych postaw w reakcji na powyższe oraz kreacja realistycznych postaci. Na minus – zbyt prosty język, narracja czasem zamieniająca się w wykład (zazwyczaj ciekawy, but still; nie pomagają też przypisy, często rozwijające skrótowce albo oczywiste dla każdego użytkownika Internetu, albo wyjaśnione kilka zdań później). Ogólnie nie żałuję czasu spędzonego nad tą książką. Ale na nominację do Nebuli to ona nie zasłużyła.

Tytuł: Mał Brat
Autor: Cory Doctorow
Tytuł oryginalny: Little Brothre
Tłumacz: Barbara Komorowska
Wydawnictwo: Otwarte
Rok: 2011
Stron: 378

środa, 19 lipca 2017

[Rok z Nebulą] "Wśród obcych" Jo Walton

Minął pierwszy miesiąc mojego Roku z Nebulą, czas więc napisać o pierwszej lekturze (z drobnym opóźnieniem co prawda, ale udawajmy, że tego nie widzimy). Na początek wybrałam „Wśród obcych” Jo Walton, powieść nie tylko obsypaną branżowymi nagrodami, ale też bardzo ciepło przyjętą przez blogosferę. Cztery lata temu mówili o niej dosłownie wszyscy, co po części przyczyniło się do mojego oporu przed czytaniem. Niemniej, teraz nadeszła odpowiednia chwila.

„Wśród obcych” to dziennik piętnastolatki, trochę ponad pół roku z życia Mori. To nie było dobre pół roku – niedawno straciła w wypadku siostrę bliźniaczkę oraz ruchomość stawu biodrowego. Ponadto musiała uciekać od swojej nie do końca normalnej matki i szukać wsparcia u ojca, którego nawet nie pamięta. Ten ostatecznie wysyła ją do szkoły z internatem, która dla dziewczyny jest zupełnie innym światem, pełnym dziewcząt o tak odmiennym światopoglądzie, że mogłyby pochodzić z obcej planety. Przy zdrowych zmysłach trzymają Mori tylko ukochane powieści SF. No i jest jeszcze magia.

Przyznam, że jak na powieść wręcz zarzuconą gatunkowymi nagrodami, „Wśród obcych” zawiera bardzo mało fantastyki. Z trudem przechodzi test brzytwą Lema, a wystarczyłoby kilka kosmetycznych modyfikacji, żeby go nie przeszła. Chodzi o przedstawienie magii. Mori widzi wróżki (faerie chyba byłoby bardziej adekwatnym słowem. Albo jestem nieodwracalnie zepsuta Dresdenem) i potrafi z nimi rozmawiać, ale magia w tym świecie działa albo nie, a nawet jeśli działa, równie łatwo można ją uznać za zbieg okoliczności. Fakt, że poznajemy wszystkie wydarzenia (oraz prawidła rządzące magią) z perspektywy i ust Mori sprawia, że właściwie nie mamy pewności, czy to wszystko dzieje się naprawdę. To że w magię wierzy piętnastoletnia narratorka nie znaczy, że ona działa obiektywnie. Równie dobrze może to być odpowiedź na bezsilność w obliczu despotycznej matki i śmierci siostry, prosta racjonalizacja i próba uzyskania kontroli nad czymś, nad czym kontroli się de facto nie ma. Ale wiecie co? Kiedy autor pozostawia mi wybór, zawsze wybieram tę ciekawszą opcję. W tym wypadku z magią i wróżkami.

Ale i w chwilach, kiedy magia spychana jest na dalszy plan, powieść też jest bardzo interesująca. W chwilach, kiedy wróżki się nie pojawiają, zostaje samotna, inteligentna nastolatka, która próbuje sobie radzić z dorastaniem w zupełnie nieznanej sytuacji. „Wśród obcych” to właściwie historia dojrzewania nerda płci żeńskiej u schyłku lat siedemdziesiątych. Dla mnie o tyle udana, że widzę wiele punktów stycznych z moim dorastaniem. Mamy tu wszystkie główne punkty z powieści dla nastolatek rodem: problem ze szkolnymi koleżankami, wątki patologii (matka, śmierć siostry, nieobecny ojciec), zagubienie w nowej szkole i powolne odbudowywanie swojego miejsca w społeczności, pierwszą miłość. Aż dziwne, że jeszcze nikt nie zaliczył jej do YA. Może to dlatego, że jest wyjątkowo dobrze napisana.

„Wśród obcych” jest też jednym z nielicznych hołdów dla czytelnictwa, jakie przeciekają na nasz rynek – co tłumaczy jej popularność w blogosferze. Większość bowiem informacji, jakie Mori zamieszcza w swoim dzienniku dotyczy tego, co czytała. A że czyta bardzo dużo, to i rozważania o literaturze się mnożą. Dostajemy więc balsam na serduszko czytelnika, ze szczególnym uwzględnieniem fandomu. A mnie osobiście pewnym optymizmem napawa fakt, że sporo książek, o których w powieści mowa, a których w chwili wydania nie było na naszym rynku, teraz już jest.

Tak już trochę na zakończenie pochylmy się może nad tą magią, co to niby jest, a jakby jej nie było. Mori widzi wróżki – niesamowite, magiczne duszki o rozpiętości kształtów od tolkienowskiego wysokiego elfa po pospolitego gnoma. One mówią jej, co ma robić, aby wpływać na rzeczywistość, ale jest to wpływ bardzo subtelny – nigdy nie wiadomo, czy magia rzeczywiście zadziałała, a jeśli tak, to w jakim stopniu. Dlatego też Mori korzysta z niej rzadko i za każdym razem towarzyszą tego rozważania nad etycznym aspektem sprawy. No bo przecież jeśli poprosi się o przyjaciół i się jakichś w końcu spotka, to człowiek nigdy nie będzie pewny, czy polubili go, bo jest fajny, czy też wyłącznie dlatego, że rzucił urok… To rzadko spotykane przedstawienie magii, a opisane tak sugestywnie, że sama zaczęłam zastanawiać się, czy aby któraś z moich rzeczy nie ma czasem magicznego ładunku. Magia nadaje też metaforycznego aspektu konfliktowi z matką – Mori opisuje ją jako czarownicę, niepoczytalną i niebezpieczną, skłonną manipulować własnymi dziećmi (żywymi czy martwymi) aby osiągnąć swoje cele. Z kart pamiętnika spogląda na nas archetypiczna zła wiedźma – w pewnej scenie widzimy ją wręcz rozczochraną, dziwacznie ubraną i ze znamieniem na policzku. Doprawdy, brakuje tylko haczykowatego nosa. Od początku oczywistym jest, że relacja dziewczyny z matką dąży do spektakularnego rozwiązania w finale powieści. Na poziomie narracji jest to pojedynek magiczny. Ale czytelnik nigdy się nie dowie, czy przypadkiem cały konflikt nie był bardziej przyziemny. Bo równie dobrze możemy tu mieć do czynienia z niepoczytalną kobietą od lat znęcającą się psychicznie nad swoimi córkami (w tych rzadkich chwilach, kiedy w ogóle się nimi zajmowała).

Cóż, wiele miejsca w tym tekście poświęciłam na próbę napisania, że trudno powiedzieć nawet, czy „Wśród obcych” to fantastyka, czy też nie. Rozważania nad tym zagadnieniem są fascynujące, ale niezależnie od ich wyników, powieść jest świetna. Nie wiem, jak wypadła na tle innych nominacji do nagród, które otrzymała. Może faktycznie były tam tytuły lepsze. Ale „Wśród obcych” z pewnością jest dość dobra, żebym za jakiś czas zechciała do niej wrócić.

Tytuł: Wśród obcych
Autor: Jo Walton
Tytuł oryginalny: Among Others
Tłumacz: Izabela Miksza, Marek S. Nowowiejski
Wydawnictwo: Akurat
Rok: 2013
Stron: 366


środa, 14 czerwca 2017

Siódme urodziny bloga: wyzwanie ROK Z NEBULĄ

Powiem Wam, że mając bloga w tym wieku, czuję się jak dinozaur blogosfery. Większość z tych, którzy zaczynali ze mną (lub mieli prosperujące blogi, kiedy zaczynałam), już od dawna nie pisze lub pisze bardzo sporadycznie. Czasem czuję się jak jakiś ostatni smok.

Ale taki wiek blogaska oznacza też, że miałam już kilka ładnych okazji do pisania notek rocznicowych - podawania statystyk, dziękowania czytelnikom i czasem robienia konkursów. Tym razem pomyślałam, że może zrobię coś innego. Coś, co w jakiś sposób pozwoliłoby mi się rozwinąć i w co mogłabym zaangażować innych. I tak oto zrodził się pomysł. Zapraszam Was do wzięcia udziału w wyzwaniu czytelniczym Rok z Nebulą.
Słowem wstępu
Najpierw może kilka słów wstępu, zanim przejdziemy do konkretnych wytycznych. Dlaczego Nebula? Bo to bardzo prestiżowa nagroda, to raz. Dwa, że przyznawana przez Komisję, a wiadomo, że wszystko, co przyznawane przez komisję, jest lepsze od tego, na co głosują fani. A poważnie, to po prostu wybrałam akurat tę nagrodę dlatego, że spośród wyróżnionych nią książek sporo wyszło po polsku, w porównaniu do innych nagród branżowych. Ale nie martwcie się, mam zamiar blogaska jeszcze kilka lat prowadzić i kolejne rocznice będę obchodzić z kolejnymi nagrodami, tak że jakby co, możecie zgłaszać kandydatów na przyszłość.;)

Cel i zasady
Z listy powieści nominowanych i nagrodzonych Nebulą (pełna lista tutaj) wybrałam 12, po jednej na każdy kolejny miesiąc - to ilość, której nawet taki nieogar jak ja powinien podołać. Wybierałam według prostych kryteriów. Po pierwsze - książka musiała być po polsku. Po drugie, musiała mnie interesować, a po trzecie, dostawała dodatkowe punkty, jeśli miałam ją w domu (z oczywistych względów odpadły ksiązki, które już czytałam). Oczywiście nie ma żadnego powodu, żebyście kierowali się przy wyborze takimi kryteriami, stwórzcie sobie własne.

Według powyższych zasad wybrałam dwanaście tytułów i po jednym będę co miesiąc czytać i recenzować. Nie przyporządkowywałam jednak konkretnych książek do konkretnych miesięcy, choć jeśli chcecie, to oczywiście możecie tak zrobić.

W skrócie:
1. Z pełnej listy nominowanych i nagrodzonych Nebulą powieści wybieramy 12.
2. Co miesiąc recenzujemy jedną.

Moje recenzje będę starała się umieszczać do 15 każdego miesiąca (więc czerwcowa pojawi się przed 15 lipca i tak dalej).

A oto i moja lista:


"Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" Philip K. Dick (nominacja 1969)
"Wszyscy na Zanzibarze" John Brunner (nominacja 1969)
"Lewa ręka ciemności" Ursula K. Le Guin (nagroda 1970)
"Wiosna Helikonii" Brian W. Aldiss (nominacja 1983)
"Czerwony Mars" Kim Stanley Robinson (nagroda 1994)
"Paladyn dusz" Lois McMaster Bujold (nagroda 2005)
"Piekło pocztowe" Terry Pratchett (nominacja 2006)
"Mały brat" Cory Doctorow (nominacja 2009)
"Nakręcana dziewczyna" Paolo Bacigalupi (nagroda 2010)
"Wśród obcych" Jo Walton (nagroda 2012)
"Cudzoziemiec w Olondrii" Sofia Samatar (nominacja 2014)
"Piąta pora roku" N. K. Jemisin (nominacja 2016)

Mam  nadzieję, że przyłączycie się do zabawy. A jeśli nie, to przynajmniej trzymajcie kciuki za mnie i za innych.;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...