czwartek, 18 czerwca 2020

"Pies jest miłością" Clive Wynne


Przyznam, że nieszczególnie mnie interesują książki popularnonaukowe o psach (co innego tytuły z zacięciem reporterskim). Po prostu dlatego, że psa nie mam, a takie publikacje najczęściej są kierowane właśnie do właścicieli i autorom przyświeca cel pisania ich w taki sposób, aby zawierały mnóstwo sugestii praktycznego wykorzystania informacji. Co dla osób nie mających takiej możliwości jest straszliwie nudne. Gdyby „Pies jest miłością” nie wyszedł w marginesowej serii Eko, też bym go zignorowała. No ale wyszedł.

czwartek, 11 czerwca 2020

"Tetris" Box Brown


Jak być może wiecie, bo kilkukrotnie o tym wspominałam, Marginesy od jakiegoś czasu wydają komiksy. Jednym z pierwszych, jaki pojawił się w ofercie, był „Tetris. Ludzie i gry”. Przyznam, że miałam pewne wątpliwości, ale uznałam, że historia stojąca za jedną z najpopularniejszych gier wszech czasów może być intrygująca (gry interesują mnie raczej umiarkowanie, ale zawsze jestem ciekawa procesu twórczego i decyzyjnego stojącego za znaną marką).


piątek, 5 czerwca 2020

Na co poluje Moreni: czerwiec 2020

Zwykle to kwiecień i maj były miesiącami, w których zalewały nas najciekawsze premiery, a miesiące wakacyjne pozostawały raczej ubogie w tym względzie. Wygląda na to, że w tym roku (ze względu na koronawirusa) trend się odwrócił. W maju ledwo skleiłam notkę zapowiedzi, za to czerwiec (a powoli też i lipiec) zapowiada się na bogato. Dodatkowo wpadnie też kilka premier, które zamieściłam we wcześniejszych zestawieniach, ale ostatecznie albo nie ukazały się dotąd wcale, albo tylko w formie ebooka. Nie przedłużając więc, lecimy z tym koksem.

Chcę mieć

"Ruchomy zamek Hauru" Diana Wynnw Jones
5 czerwca

Kolejna, po "Kotolotkach", pozycja obliczona raczej na tworzenie biblioteczki dla młodej (jeszcze parę lat, zanim skorzysta, ale znając polski rynek książki wtedy pozycje już nie będą dostępne), ale przyznam, że sama też jestem ciekawa. Pozycja kultowa w UK, u nas znana raczej z animacji studia Ghibli niż z czegokolwiek innego (a w oryginale właściciel zamku nazywał się Howl, ale Japończycy nie umieją w europejskie spółgłoski).

Młoda Sophie Kapeluszniczka, z krainy zwanej Ingarią, przykuwa niechcianą uwagę czarownicy i zostaje zamieniona w staruszkę… Decydując, że nie ma nic do stracenia, wyrusza do ruchomego zamku czarodzieja Hauru, który podobno zjada dusze młodych dziewcząt…
W zamku Sophie spotyka Michaela, ucznia Hauru, oraz Kalcyfera, demona ognia, z którym zawiera pewien pakt.
 

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Stosik #127

Po miesięcznej przerwie, w trakcie której nie kupiłam żadnej ksiązki czas powrócić ze stosikiem. W założeniu ten też miał być skromny, ale wydawcy zarzucili mnie promocjami w swoich księgarniach i żal było nie skorzystać. Toteż wieża dość słusznych rozmiarów.


Zacznijmy może od dołu. Na spodzie "Ewolucja piękna" - książka na którą czaiłam się od przeszło roku. Nie kupiłam jej wcześniej, bo jest droga - cena okładkowa to prawie 80 PLN, a i w dyskontach jest niewiele tańsza. Tymczasem wydawca zrobił promocję z okazji Dnia Praw Zwierząt i tak oto udało mi się ją kupić za 35 PLN. Profit.

Wyżej mamy trzy planowane zakupy ze Świata Książki. "Życie", bo mam słabość do książek o ewolucji życia i wszelkich prehistorycznych stworach, więc dołączyłam do kolekcji. O "Nasze imię Legion, nasze imię Bob" już pisałam, bo czytałam ebooka na Legimi. Postanowiłam nabyć też wersję papierową, bo to bardzo przyjemne czytadło jest. A "Ewangelii według węgorza" jestem po prostu ciekawa. Poza tym to ślicznie wydana książka.

Szczyt stosiku to zamówienie z akcji domowych targów książki, jaką zorganizowało w swojej księgarni Wydawnictwo Poznańskie. Przez jeden z majowych weekendów mieli cały asortyment przeceniony o 50%, w tym kilka tytułów przedpremierowo. No to skorzystałam. "Co nas (nie) zabije" i "Czarna owca medycyny" to dwa tomy ich zainicjowanej w tym roku serii popularnonaukowej, którą chyba będę sobie kolekcjonować. "Podziemia" zaś zaintrygowały mnie tematyką (choć rozczarowało mnie nieco, że okładka jest jednak zintegrowana, a nie twarda, jak to wyglądało na zdjęciach). A "Religie dawnych Słowian" kupiłam zupełnie od czapy.

Zaś na kindlu jedyny egzemplarz recenzencki od Prószyńskiego, czyli "Kotolotki". I tak mam zamiar kupić to jeszcze w papierze (przy takiej ilości ilustracji ebook średnio ma rację bytu), no ale jak dawali ebooka, to wzięłam. Już je przeczytałam nawet.

czwartek, 28 maja 2020

"Pan Światła" Roger Zelazny


Z Zelaznym to jest tak, że pokochałam go po przeczytaniu słabo kojarzonej i wydanej u nas jedynie w czasopiśmie mikropowieści „Ciemna noc październikowa”. Co oznacza, że amberowskiego opus magnum jeszcze nie znam (choć czeka na półce, błyskając różowym jednorożcem), czyli zabieram się za znajomość z autorem od d… znaczy ten, od niewłaściwej strony. Za to zabieram się skrupulatnie, bo ściągając do domu wszystkie wznowienia jego twórczości, jakie trafią na półki księgarń (ech, żeby ktoś wypuścił dzieła zebrane kiedyś…). Tym razem ściągnęłam „Pana Światła”, powieść chyba najbardziej po amberowskim cyklu znaną. Wznowił ją Zysk, w tym dobrym tłumaczeniu, pięknej szacie graficznej i solidnym technicznie wydaniu. 

czwartek, 7 maja 2020

Na co poluje Moreni: maj 2020

Na fanpagu bloga pisałam kiedyś, że zapowiedzi w maju nie będzie. Niemniej, rynek wydawniczy dał radę wyprodukować w tym miesiącu aż trzy interesujące premiery, a tak się składa, że to minimalna wymagana ilość, którą sobie do wpisów premierowych założyłam. Czego zabrakło? A no "Hakowania Darwina" Metzla, które co prawda od miesiąca dostępne jest w ebooku, ale tu akurat chciałam sobie kupić papier (nie będę przecież dwa razy płacić), a premiera tegoż z kolei została przełożona na niewiadomokiedy.

Podziału na kategorie tym razem nie będzie, bo wszystkie te tytuły zamierzam prędzej czy później nabyć.

"Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat" Juan Luis Arsuaga
6 maja

Mam słabość do paleontologicznych tytułów popularnonaukowych, a że nie wydaje się ich u nas zbyt wiele (pominąwszy encyklopedie dla dzieci), zwykle kupuję wszystko. Takoż i tym razem postanowiłam się skusić i już nabyłam, bo strona wydawcy obiecywała 600 stron lektury (ale strona księgarni już tylko 380, zobaczymy, kto miał rację).

Bestseller w Hiszpanii!
Wielka historia życia
Juan Luis Arsuaga zabierze cię w porywającą podróż po ścieżkach ewolucji w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego człowiek pojawił się na Ziemi? Razem z nim będziesz mógł zastanowić się, czy nasze miejsce mogły zająć jakieś inne inteligentne istoty. Czy altruizm to naturalny instynkt, czy jest nim raczej agresja i walka o przetrwanie?
Arsuaga w ciągu trwającej 15 dni podróży, rozdział po rozdziale, pokazuje świat, jakiego dotąd nie znaliśmy. Opowiada, jak to się dzieje, że jedne organizmy pojawiają się na Ziemi, a inne znikają. Wyjaśnia, jak te mechanizmy działają w królestwach roślin i zwierząt. Zdradza, co było potrzebne, by wykształciła się kreatywność i inteligencja. Wreszcie zastanawia się, czy historia ewolucji dobiegła już końca, czy człowiek, jakiego znamy, to dopiero początek nowego jej rozdziału.
Juan Luis Arsuaga jest biologiem i paleontologiem, który czterdzieści lat swojego życia poświęcił badaniu ewolucji i historii życia na Ziemi. Na stałe wykłada na Uniwersytecie w Madrycie, gościł też na najbardziej prestiżowych uniwersytetach świata: w Londynie, Cambridge, Zurychu, Rzymie, Arizonie, Filadelfii, Berkeley, Nowym Jorku, Tel Awiwie. Publikuje w prestiżowych czasopismach naukowych, takich jak „Nature” i „Science”. Jego najnowsza książka Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat stała się megabestsellerem w Hiszpanii – przez kilka miesięcy utrzymywała się w czołówce list bestsellerów. Jego książki ukazały się w 11 krajach.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

"Wydech" Ted Chiang


Kiedy człowiek sięga po autora niezwykle uznanego zawsze pozostaje obawa, że się rozczaruje. Sięgając po „Wydech” Teda Chianga nie byłam wyjątkiem. Autor ten nie jest może szeroko rozpoznawany (choć od chwili ekranizacji jednego z jego opowiadań z pewnością bardziej) i nie osiągnął u nas szalonej popularności, ma jednak etykietkę pisarza wybitnego i w pewnych kręgach fandomu nie wypada go nie znać. Jest też znany z bardzo niekomercyjnego trybu pisania: podczas gdy obecnie wydawcy wymagają od swoich autorów spłodzenia opasłego tomiszcza w maksymalnie dwa lata, a w międzyczasie najlepiej jeszcze kilku krótkich tekstów, Chiang pisze wyłącznie opowiadania. A i tych niewiele, bo jak dotąd nazbierało się ich na dwa nieduże zbiorki. Pozostawało pytanie, czy ilość przekłada się na jakość. 

piątek, 24 kwietnia 2020

"Ciemność. W obronie mroku" Sigri Sandberg


Wydawnictwo Kobiece (czy też jego imprint bardziej skupiony na literaturze poważniejszej i faktu, Mova) ma dziwny talent do łapania mnie na obietnice, a potem niestety rozczarowywania. Było tak w przypadku „Obrzydliwej anatomii”. „Ciemność” zebrała sporo pozytywnych opinii w moim kawałku internetu, a ponieważ i mnie temat wydawał się interesujący, sama zaś pozycja pojawiła się w abonamencie Legimi, postanowiłam spróbować. Liczyłam na mariaż reportażu z solidną dawką popularnonaukowych tematów. I niby to dostałam, ale nie czuję się usatysfakcjonowana. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

"Nasze imię Legion, nasze imię Bob" Dennis E. Taylor


Jak być może niektórzy zauważyli, pewnym leitmotivem u mnie jest narzekanie na brak fantastyki środka. Takiej dla dorosłego czytelnika, ale nie potrzebującej na siłę udowadniać swojej dojrzałości przez wrzucanie w treść źle pojętego naturalizmu i przemocy. Ciężko u nas na coś takiego trafić, ale od czasu do czasu się zdarza. O dziwo, ostatnio znacznie częściej w science fiction niż w fantasy. Mam wrażenie, że twórcy space oper wychodzą z założenia, że nie muszą niczego udowadniać (może dlatego, że jest to jednak konwencja mało popularna wśród powieści YA). Tymczasem Mag niedawno wydał powieść Denisa E. Taylora „Nasze imię Legion, nasze imię Bob”, rzecz osobliwą, bo niemilitarną, za to nawiązującą do typowo naukowej futurystyki, tyle że bez wizjonerskiego zadęcia. Podchodziłam do niej z pewnymi obawami, ale pomysł na fabułę mnie skusił (a poza tym jest na Legimi). 

piątek, 17 kwietnia 2020

"Obrzydliwa anatomia" Mara Altman


Czasem człowiek trafia na książkę, po której się spodziewa jednej rzeczy, ale opis jednak mówi co innego. Dziwniej robi się tylko wtedy, kiedy okazuje się, że w rzeczywistości ani twoje oczekiwania, ani opis z okładki nie odpowiadają prawdzie. Do tej właśnie kategorii należy „Obrzydliwa anatomia”. Na początku myślałam, że będzie to zwykła książka popularnonaukowa. Opis z okładki jednak kierował bardziej w stronę feministyczno-kulturoznawczą. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...