sobota, 28 grudnia 2019

"Lisy. Historia miłości i odrazy" Lucy Jones


Jako że ekoliteraturę bezdyskusyjnie opanowały ptaki, na każdą książkę, która o nich nie jest czekam z niecierpliwością i ciekawością. Nie inaczej było z „Lisami” Lucy Jones – zainteresowały mnie od chwili, kiedy wypatrzyłam zapowiedź na stronie wydawcy. Miałam nadzieję na interesującą lekturę i przyznam szczerze, że w niektórych aspektach jestem jak najbardziej usatysfakcjonowana. A w niektórych nie.

czwartek, 19 grudnia 2019

Polecanki last minute czyli na wypadek gdybyście nie mieli jeszcze prezentów...


Jakiś czas temu nieopatrznie wpadłam na pomysł zrobienia poradnika zakupowego. Podzieliłam się tym pomysłem na fanpagu i nawet kilka osób uznało, że jest dobry, więc teraz głupio by było go nie zrealizować.

Pewnym problemem jest to, że w tym roku jestem strasznie nie na bieżąco z nowościami. A to, co czytałam, bardzo rzadko zachwyciło mnie do tego stopnia, żeby polecanie jako prezent pod choinkę wydawało mi się zasadne. Dlatego też zestawienie będzie krótkie i składające się niekoniecznie z nowości. Starałam się jednak zawrzeć w nim tylko te tytuły, które da się dostać w księgarniach, no bo inaczej to nie miałoby sensu. Dla ułatwienia podzieliłam je też na trzy kategorie. 

Fantastyka


O antologii „Harda Horda” jeszcze nie pisałam, choć zdecydowanie powinnam i w końcu napiszę. Jest to zbiór opowiadań polskich autorek fantastyki zrzeszonych w nieformalmnym klubie o tytułowej nazwie. Jak w każdej antologii teksty mają różny poziom, ale poniżej pewnej dość wysokiej średniej nie schodzą, a większość jest bardzo dobra. Idealne rozwiązanie, jeśli wiemy, że ktoś lubi fantastykę, ale nie wiemy jaką (bo znajdzie się tu chyba pełny przekrój gatunkowy, z całkiem niefantastycznym piszpan wiktoriańskim kryminałem włącznie), albo chcielibyśmy go przekonać do polskich autorek. Dodatkowo zbiór jest bardzo ładnie wydany, bogato ilustrowany i ogólnie świetnie się prezentuje.

A jak już przy polskich autorkach jesteśmy, to należałoby wspomnieć o Agnieszce Hałas. Jej „Teart węży” to cykl, który powinien trafić do ludzi ceniących oryginalniejsze fantasy, zwłaszcza w nieco mroczniejszym i mniej heroicznym klimacie. Niestety, pierwszy tom jest już właściwie nie do dostania (Rebis najwyraźniej zaspał z dodrukami na święta), bywa jedynie w księgarniach stacjonarnych. Cykl śledzę na bieżąco, więc o wszystkich tomach można przeczytać na blogu.

Z kolei jeśli wiemy o kimś, że ceni klasykę gatunku, to można mu sprezentować któryś z tomów kolekcjonerskiej serii dzieł Le Guin, wydawanej od kilka lat przez Prószyński i s-kę. Jako że jest to kolekcja dzieł wszystkich autorki, znajdziemy tu zarówno jej klasyczne serie, jak i mniej znane utwory, z poezją i internetowymi esejami włącznie. Są ładnie i spójnie wydane, więc każdy bibliofil chętnie kilkoma takimi książkami przyozdobi regał.

Jeśli macie na liście prezentobiorców, którzy cenią sobie Star Trek, a przy tym lubią komfortowe, pełne pozytywnej energii lektury, to polecam cykl Becky Chambers, którego pierwszym tytułem jest „Daleka droga do małej, gniewnej planety”. To lektura, do której bardzo chętnie wracam, zwłaszcza, kiedy potrzebuje poprawy humoru – nie dlatego, że jest zabawna jak książki Pratchetta, ale dlatego, że próbuje nas przekonać, że ludzie mimo wad i różnic potrafią jednak być dobrzy. Po polsku wyszedł jeszcze tom drugi, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku Zysk zrobi mi niespodziankę i wyda trzeci.

A żeby na liście nie było samych pań, czas polecić jakiegoś rodzynka. Otóż Robert M. Wegner i jego cykl meekhański. Byłam przekonana, że to bardzo znane nazwisko, ale okazuje się, że jeśli człowiek wychyli się ze swojego fantastycznego internetowego bąbelka, to zaskakująco mało ludzi o nim słyszało. A to świetny autor dla ludzi lubiących bardziej klasyczną fantasy – nie z elfami i smokami, ale z wojną bogów w mitologii i ścierającymi się imperiami. W dodatku te twardookładkowe wydania są bardzo estetyczne.

Popularnonaukowe i non-fiction

 
Tutaj oczywiście nie może zabraknąć Karstena Brensinga i jego „Misterium życia zwierząt”, które poleciłabym każdemu zwierzolubowi (książkę można obecnie kupić w pakiecie z „Rozmową ze zwierzętami” tegoż autora, ale w sumie nie jest już aż taka dobra). Autor szczegółowo i przystępnie wyjaśnia zagadnienia związane ze zwierzęcymi zachowaniami a także sposoby naukowców na badanie ich. Przy czym nie są to wyjaśnienia li tylko laika-pasjonata, bo pan Brensing ma stosowny tytuł doktorski. Fantastyczna książka.
 
„Glutenowe kłamstwo” z kolei jest już dość trudno dostępne, ale jeśli macie w rodzinie osobę, która ślepo podąża za żywieniowymi modami, tudzież chciałaby trzeźwym okiem zgłębić temat, będzie dla niej idealne. Autor uczy ostrożności względem sensacyjnych doniesień odnośnie diet i pewnej takiej nieufności względem żywieniowych guru. A czyta się to świetnie i całkiem ładnie prezentuje.
 
Jako że w przyszłym roku Polskę ma odwiedzić David Attenborough (choć bilety już ponoć dawno wyprzedane), może warto pomyśleć też o jego książce? „Przygody młodego przyrodnika” to ciekawa, pamiętnikarska podróż do lat pięćdziesiątych i tego, jak wtedy robiono programy przyrodnicze i pozyskiwano zwierzęta do ogrodów zoologicznych. Przy czym to także całkiem ciekawa książka podróżnicza, ładnie wydana i bogato ilustrowana. Myślę, że każdemu miłośnikowi przyrodniczych dokumentów BBC przypadnie do gustu.
 
Przyznam, że na mnie „Kwiaty w pudełku” Karoliny Bednarz wywarły wrażenie dość mieszane, ale mimo wszystko uważam, że to książka warta czytania, propagowania i reklamy. Dla każdego miłośnika japońszczyzny, którego zainteresowania wykraczają poza falujące biusty wielkookich bohaterek anime jest to lektura obowiązkowa, bo pokazuje te aspekty Kraju Kwitnącej Wiśni, które zwykle umykają zachodniej opinii publicznej. Pomoże też waszemu znajomemu japonofilowi zdjąć różowe okulary.
 
A jeśli macie na liście miłośnika dinozaurów (to smutne, że kiedy już dorośniesz, ludzie nagle przestają pytać, jaki jest twój ulubiony), to z pewnością ucieszy go „Era dinozaurów” Steve’a Brusatte (i to niezależnie od wieku, bo książka jest napisana tak przystępnie, że z drobna pomocą zrozumie ją nawet dwunastolatek). To świetny, przekrojowy przegląd wiedzy o tych gadach. Niemniej, jest przeznaczony raczej dla pasjonatów nieregularnych, którym przydałoby się usystematyzowanie wiedzy, ci zaawansowani mogą się nieco nudzić lekturą. Uważam, że to wartościowa pozycja, którą nie wstyd położyć pod choinką.

Fikcja wszelaka

 
Nie ma w tym zestawieniu zbyt wielu propozycji dla młodszych czytelników, więc już śpieszę to naprawić. Cykl o Flavii de Luce Alana Bradleya będzie powiem idealny dla małoletniego miłośnika kryminałów (i w sumie jego rodziców też). To ciekawie napisane książki z inteligentną główną bohaterką i całkiem dobrze rozplanowaną intrygą, rozgrywający się w latach pięćdziesiątych w Wielkiej Brytanii. Jedyny problem polega na tym, że o ile kolejne tomy cyklu można spokojnie zamówić w największych sieciówkach, to pierwszy najłatwiej chyba dostać w księgarni wydawcy…
 
Z kolei „Przyjaciel” Sigrid Nunez będzie świetnym prezentem dla kogoś z nieco snobistycznym podejściem do literatury (albo po prostu lubią jakościową literaturę głownego nurtu). Także dla wielbicieli psów i książek o pisarzach. W sumie to nie za bardzo jestem w stanie wyobrazić sobie kogoś, komu ta niewielka powieść mogłaby się nie spodobać.
 
Pisałam już o comfort book (taki książkowy odpowiednik comfort food) dla miłośników fantastyki, czas na coś dla czytelników głównonurtowych. „Dżentelmen w Moskwie” Amora Towlesa jest właśnie taką powieścią – z głównym bohaterem, którego lubi się od pierwszej strony, cała plejadą malowniczych postaci i głęboką wiarą w to, że prawdziwego dżentelmena żadne warunki nie są w stanie złamać. Poza tym fabuła jest wciągająca i niepozbawiona subtelnego humoru.
 
Cóż, do świat zostało już tylko kilka dni, mam nadzieję, że ten wpis pomoże wam w godzinie próby.

sobota, 14 grudnia 2019

Legimi, Kindle i ja

Dawno obiecywałam już, że napiszę notkę o tym, jak mi się korzystało z Legimi na moim Kindle (pięcioletnim już Touch 7). A że grudzień i każdy rozgląda się za jakimiś prezentami pod choinkę, to może i abonament w Legimi będzie rozważany. Pomyślałam więc, że jeszcze jedna opinia się przyda, choćby i mocno subiektywna. Będzie to raczej zbiór luźnych refleksji, ale starałam się przynajmniej pogrupować je tematycznie.

Abonament kupiłam sobie sama (żeby nie było, że recenzja sponsorowana), w wersji na trzy miesiące.


Dlaczego w ogóle się zdecydowałam? Bo kupuję zbyt dużo książek. Co gorsza po przeczytaniu okazuje się, że mimo iż nieźle się bawiłam, to do większości wracać nie chcę i teraz tylko w domu zalegają. Doszłam do wniosku, że zapewnienie sobie wirtualnej alternatywy zawsze pod ręką pomoże mi stawiać twardy opór promocjom i spontanicznym zakupom. Plan się całkiem dobrze sprawdził.

czwartek, 5 grudnia 2019

Kochany Święty Mikołaju, czyli wpis egoistyczny

Jak niektórzy co starsi czytelnicy bloga pamiętają, w okolicach początku grudnia pojawia się na nim wpis skierowany bardziej do moich znajomych z reala niż regularnych czytelników bloga. mianowicie, ponieważ w grudniu nie tylko wypadają święta, ale i moje urodziny, to zwykle ułatwiam im życie i wrzucam taką okazjonalną ściągawkę (w zeszłym roku jej nie było, bo kupowałam książki na bieżąco, ale w tym ograniczyłam zakupy na ostatni kwartał i odkryłam kilka starszych, a interesujących pozycji). Wiadomo, że jakąś fajną zakładką albo abonamentem na Legimi też bym nie pogardziła, ale ograniczmy się może do książek. Tak więc przygarść tytułów, które chętnie przygarnęłabym na półkę.

1. "Cała Orsinia" Ursula K. Le Guin
Nie żeby brakowało mi Le Guin do czytania, ale serię od Prószyńskiego sobie zbieram i akurat tylko najnowszej (i ostatniej) części mi brakuje. Jak już kupię te nowe regały, będę mogła wszystkie z dumą prezentować ;)

2. "Kosmiczne rozterki" Neil deGrasse Tyson
Co prawda poprzedniej książki autora jeszcze nie czytałam, pierwsza podobała mi się mocno umiarkowanie, ale lubię jego styl. Oraz sposób wydania książek (w ogóle to semikieszonkowe książki popularnonaukowe Insignisu wywołują u mnie pewne rozczulenie). Generalnie chcę mieć do kolekcji.

3. "Szarlatani" Lydia Kang, Nate Petersen
Zdarzyło mi się macać tę książkę w księgarni i powiem Wam, że śliczna. Chętnie postawię na półce. Historia medycyny bywa niezwykle pasjonująca.

4. Kolejne tomy serii o Flawii deLuce
Wciągnęłam się, nie powiem, w tę opowieść o małoletniej samozwańczej detektywce rozwiązującej zagadki małego brytyjskiego miasteczka ku utrapieniu lokalnej policji. Jak na razie mam dwa pierwsze tomy, ale obecnie po polsku ukazało się ich już dziewięć. Tak więc trochę tomów do dozbierania jeszcze mi zostało ;)

5. "Aldebaran"
Wbrew pozorom, lubię komiksy. Niekoniecznie te superbohaterskie (za skomplikowane to, pierdylion serii, z których część wzajemnie się wyklucza...), ale jakieś niezależne historie jak najbardziej. Zwłaszcza w ładnych, solidnych wydaniach zbiorczych. Problem polega na tym, że po pierwsze, takie wydanie kosztuje 2-3 razy więcej niż przeciętna książka, więc zakup testowy raczej nie wchodzi w grę. Po drugie, komiks to takie medium, które musi mnie zachęcić nie tylko fabułą, ale i częścią wizualną, a tą najlepiej obejrzeć sobie na własne oczy. Co z kolei bywa trudne, zważywszy, że w stacjonarnych księgarniach nawet jeśli jakieś komiksy są, to zwykle z popularnych superbohaterskich serii. Ale "Aldebaran" miałam okazje poznać, bliżej i chciałabym w końcu móc doczytać do końca i postawić na półce. No i ta egzofauna...

6. "Ewolucja piękna" Richard O. Plum
To też jest solidny kawał książki - spora objętość, spory format, sporo ilustracji. Niestety, cena też spora, dlatego jeszcze jej sobie nie kupiłam. Z pewnością jest to jedna z tych rzeczy, które na półce będą wyglądać fenomenalnie. No i tematyka z tych ciekawych, ale często pomijanych.

7. Kilka tytułów Serii z Linią od Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego
Seria, która bliżej zainteresowałam się dopiero w tym roku, ma kilka ciekawych starszych i nowszych tytułów w temacie medycznego splotu psychiki z somatyką. Jedną już mam, ale interesujące są jeszcze trzy tytuły, które chętnie widziałabym na swojej półce, mianowicie: "Burze w mózgu" Susanne O'Sullivan,  "Robimy wszystko, co w naszej mocy" Danieli Lamas i "Człowiek, który nie mógł przestać" Davida Adama.

Dla mnie to tyle. Jeśli będziecie chcieli, mogę jeszcze zrobić zestawienie tytułów, które uważam za na tyle dobre, że można nimi obdarowywać ludzi. Dajcie znać.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Stosik #122

Czas nadszedł na prezentację małego stosiku na początek grudnia. Tylko 3 książki, wszystkie to zakup własny (zaprawdę powiadam wam, wchodzenie do księgarni, której obsługa wie, co sprzedaje jest bardzo niebezpiecznym posunięciem).


Wszystko to to mniej lub bardziej spontaniczny zakup w Świecie Książki. "Europa. Historia naturalna" to tytuł, który wpadł mi w oko już jakiś czas temu, a akurat był w promocji "druga książka za 50%". Tematyka interesująca i dość niszowa, bo o ile Ameryka Północna jest w tego typu pozycjach omawiana dość często (bo dinozaury), to z Europą jest krucho. Co prawda wydawnictwo wymaga ograniczonego zaufania, ale autor wydaje się legitnym naukowcem i była jakaś konsultacja merytoryczna, więc jestem dobrej myśli. W dodatku to jest pięknie wydane, w sam raz na prezent, więc postaram się napisać o niej kilka słów jeszcze przed świętami.

"Nigdziebądź" to druga książka z wymienionej wyżej promocji. Jedyny Gaiman z tych, które chciałam mieć, a których mi jeszcze brakowało, czytany lata temu. Zaś "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" wzięłam namówiona przez pracownicę sklepu, bo miękkie wydanie mieli za niecałe dwie dyszki. I tak chciałam to przeczytać, czekało sobie na półce Legimi.

I to tyle, pozostaje czekać na to, co Mikołaj przyniesie ;)

piątek, 15 listopada 2019

"Krew, pot i piksele" Jason Schreier


Może nie jestem wielką fanką gier komputerowych i nie grywam zbyt często (wiecie, są tacy, co nie potrafią, w sensie fizycznie nie potrafią, czytać komiksów – taka forma przekazu jest dla nich nieczytelna i stanowi zbiór przypadkowych obrazków i tekstów, zamiast składać się w spójną historię. Ja mam dokładnie tak samo z grami), ale staram się śledzić na bieżąco, jakie tytuły są wyczekiwane, głośne czy akurat na topie. Lubię też wiedzieć, jak po prostu powstają różne rzeczy. Właśnie dlatego sięgnęłam po „Krew, pot i piksele” Jasona Schreiera.

wtorek, 12 listopada 2019

"Skrzydła Ognia: Przebudzenie Pełni" Tui S. Sutherland


Cykl o Skrzydłach Ognia był całkiem przyjemną opowieścią dla młodszego czytelnika (dla tych, którzy nie bardzo kojarzą, opowiadał o piątce smocząt wskazanych przez przepowiednię, których przeznaczeniem miało być jakoby zakończenie dwudziestoletniej wojny między pretendentkami do trony Królestwa Piasku). Był też całkiem zgrabnie zamkniętą całością. Ale jak doświadczenie fantasy (a także tej konkretnej autorki) uczy, żadna historia nie jest na tyle zamknięta, aby nie można było czegoś jeszcze dopisać. Bo chociaż przeznaczenie Smocząt Przeznaczenia się dopełniło, to w świecie Pyrii można opowiedzieć jeszcze wiele historii.

piątek, 8 listopada 2019

Na co poluje Moreni: listopad 2019

W listopadzie nie dzieje się co prawda tyle, co w październiku, ale i tak sporo. Poza nowościami jest jeszcze sporo spadkowiczów z zeszłego miesiąca, na przykład najciekawsze pozycje z Zyska i s-ki, czyli "Szkodliwa medycyna" i "Ziemia nie do życia" (więcej o nich pisałam w poprzednim zestawieniu). Tymczasem może przejdźmy do rzeczy.

Chcę mieć

"Cała Orsinia" Ursula K. Le Guin
12 listopada

Ponoć to już ostatni z omnibusów Le Guin w wydaniu Prószyńskiego, będę więc miała wszystkie w kolekcji (poza poezją, poezja mnie nie rusza). Trzeba uzupełnić kolekcję.

Na "Całą Orsinię" składają się wszystkie teksty Ursuli K. Le Guin osadzone w Orsinii: powieść "Malafrena" (1979), trzy piosenki, zbiór opowiadań "Opowieści orsiniańskie" (1976) oraz dwa dodatkowe opowiadania.
Pomysł kraju zwanego Orsinią przyszedł Ursuli Le Guin do głowy w 1949 roku podczas studiów w Radcliffe. Kolejne teksty cyklu powstawały w późniejszych latach, publikowane były w różnych zbiorach opowiadań oraz w tygodniku "The New Yorker".
Pamiętam, kiedy wpadłam na ten pomysł: w naszym małym spółdzielczym akademiku Everett House w Radcliffe w jadalni, gdzie można było uczyć się i pisać na maszynie do późna, nie przeszkadzając śpiącym. Miałam dwadzieścia lat, pracowałam około północy przy jednym ze stołów i wtedy po raz pierwszy mignął mi przed oczami ten mój inny kraj. Nieważny kraj w Europie Środkowej. Jeden z tych, które zdemolował Hitler, a teraz demolował Stalin. Kraj położony niezbyt daleko od Czechosłowacji albo Polski, ale… nie przejmujmy się granicami. Nie któryś z tych częściowo zislamizowanych narodów - bardziej zorientowany na Zachód… Może jak Rumunia z językiem wywodzącym się z łaciny, lecz ze słowiańskimi naleciałościami? Aha! Zaczynam nabierać wrażenia, że do czegoś dochodzę. Zaczynam słyszeć nazwy. Orsenya po łacinie, a po angielsku Orsinia. Zobaczyłam rzekę Molsenę, płynącą przez otwartą słoneczną okolicę do starej stolicy Krasnoy (krasniy to po słowiańsku "piękny"). Krasnoy na trzech wzgórzach: Pałacowym, Uniwersyteckim, Katedralnym. Katedrę Świętej Teodory, jawnie nieświętej świętej, noszącej imię mojej matki… Zaczynam orientować się w terenie, czuć się jak u siebie w domu, tu, w Orsenyi - to matrya miya, moja ojczyzna. Mogę tu mieszkać, dowiedzieć się, kim są inni mieszkańcy i co robią, i o tym opowiadać. Tak też zrobiłam.
(ze wstępu autorki)

piątek, 1 listopada 2019

Stosik #121

Jak zwykle z początkiem miesiąca przychodzi czas, aby pochwalić się ostatnimi łupami. Tym razem stosik w sumie nieco większy niż się spodziewałam, jest też trochę zakupów. Nie przedłużajmy więc.


Od prawej i z dołu mamy cztery egzemplarze recenzenckie od Wydawnictwa Marginesy. "Darwin. Jedyna taka podróż" to komiks opowiadający o podróży Darwina na pokładzie Beagle'a, autorstwa tych samych artystów, co wcześniejszy komiks o Audubonie (jest też wydany w tej samej formie). "Ilustratorki, ilustratorzy" zaś to portrety artystów z klasycznej polskiej szkoły ilustracji - postanowiłam uzupełnić o nich informacje, bo chociaż większość prac kojarzę, to ich twórców kompletnie nie. "Matki i córki" trafiły do mnie dość przypadkowo, ale może to będzie okazja do zapoznania się z jakąś wartościową polską powieścią obyczajową. Zaś "Lisy" to kolejna pozycja z serii Eko i niezwykle mnie ciekawi jako książka nie o ptakach.

"Cieplarnia" dla odmiany to klasyk od Rebisu. W zasadzie jedyny tytuł Aldissa, których chciałam mieć, ale którego trudno było zdobyć. 

Reszta to zakupy własne. O "Przyjacielu" już pisałam. Nad nim mamy dwa nowe tomy z cyklu o Harrym Dresdenie. "Zmiany" już przeczytałam, "Opowieść o duchach" jeszcze przede mną. "Masakra ludzkości" to akurat zakup Lubego, ale może kiedyś po niego sięgnę.

sobota, 26 października 2019

"Plamka mazurka" Marek Pióro

Wieść o kolejnej książce o ptakach nie rozpaliła we mnie szczególnego entuzjazmu, ale tym razem chodziło o serię Eko od Marginesów. A tak się składa, że jest to seria, którą mam ambicję mieć w komplecie, więc i tak „Plamkę mazurka” trzeba było do niej dołączyć. Jak dotąd doświadczenia z książkami blogerów piszących o ptakach miałam dobre, więc doszłam do wniosku, że nie może być źle.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...